Spotkanie w Centrum Rakietowym w Słupsku

Kilka tygodni temu miałem przyjemność poznać fantastycznych pasjonatów sportów rakietowych, którzy prowadzą wyjątkowe miejsce w Słupsku.

Redaktor Marchewka (RM): – Po raz pierwszy jestem w klubie zlokalizowanym… w centrum handlowym. Jak to się stało, że zaadoptowaliście właśnie to miejsce?
 
Łukasz Tulimowski (ŁT): Po zakończeniu 3-letniej współpracy z lokalnym klubem rozważałem powrót na rynek trójmiejski (Gdańsk) skąd pochodzę i gdzie stawiałem pierwsze kroki tenisowe jako zawodnik, a następnie jako początkujący sparing partner, instruktor, trener, itd. Drugą opcją było pozostać w Słupsku i nie poddać się, nie porzucić Ludzi, Zawodników, Znajomości, Przyjaźni i spróbować otworzyć własną szkołę tenisa, a może nawet.. Centrum Rakietowe. Wybraliśmy lokalizację umożliwiającą zrzeszenie sympatyków 4 sportów rakietkowych. We wrześniu tego roku minęły 4 lata od otwarcia. Miejsce samo w sobie jest typowe, ale nietypowo zagospodarowane. Brakuje nam pewnych standardów technicznych, jak wysokość, ale staramy się nadrobić wartościami takimi jak profesjonalizm, zaangażowanie, pasja i serce jakie wkładamy w to, co robimy 🙂 
 
RM: Bez wątpienia stworzyliście klimatyczny, unikatowy klub, bardzo przyjazny dzieciom. Jakie programy realizujecie, na jakie atrakcje mogą liczyć najmłodsi miłośnicy „sportów rakietkowych”?
 
ŁT: Tworzymy młody zespół trenerski, jesteśmy również młodymi rodzicami, nie obawiamy się pracy z dziećmi. Pierwsze kroki stawiają u nas nawet trzylatki. Szkolimy się i realizujemy programy dedykowane najmłodszym, jak „TENIS 10”, Tenis – The First Step, niszowy program dla dziewczynek Miss Hits. Organizujemy zajęcia ogólnorozwojowe, które kształtują podstawowe cechy motoryczne. Rozwijamy bieganie, rzucanie, podejmowanie decyzji. 
Oprócz samych treningów, latem i zimą, organizujemy półkolonie w oparciu o autorski program, który wykracza daleko poza sporty rakietowe, rozwijając dzieci w oparciu o gry, zabawy ruchowe i dyscypliny z czasów naszej młodości. Cyklicznie organizujemy także turnieje dla wszystkich kategorii wiekowych oraz imprezy rodzinne. 
 
RM: A jak wygląda Wasza oferta dla dorosłych?
 
ŁT: Skupiamy się przede wszystkim na dzieciach. W trakcie kiedy one trenują, dorośli mogą skorzystać z gry w squasha lub tenisa stołowego, oraz ze strefy cardio (bieżnie i rowery stacjonarne). Każdy sport rakietowy ma u nas swoich opiekunów (trenerów). Organizując turnieje zapraszamy do udziału całe rodziny – rodziców i dziadków. Pokazujemy podobieństwa i różnice pomiędzy poszczególnymi dyscyplinami i zachęcamy do udziału zarówno w formie drużynowej, jak i indywidualnej. Od strony tenisowej, realizujemy zajęcia z programu Tennis Xpress, treningi grupowe, indywidualne, rozgrywki ligowe dla pań i panów (w tenisa i squasha).
 
RM: Wiem, że macie bardzo ambitne plany na przyszłość…
ŁT: Chcemy dalej realizować się i dzięki naszej owocnej pasji (czasami nazywaną pracą) – sprostać oczekiwaniom naszych Klientów. Dalej zarażać ludzi miłością do tenisa i sportów rakietowych. 
W niedalekiej przyszłości rzeczywiście naszym marzeniem jest rozwój Klubu-  jest stworzenie nowej, profesjonalnej bazy, skrojonej na miarę potrzeb. 

Tenisowe lekcje wf-u. "Dzieciaki do rakiet"

Dzisiaj o tenisie w szkołach podstawowych. Wywiad z nauczycielami panią Zofią Adamczewską i panem Piotrem Zielińskim. Ich placówka (Szkoła Podstawowa nr 35 w Poznaniu) od kilku miesięcy uczestniczy w programie upowszechniania tenisa BGŻ BNP Paribas i Polskiego Związku Tenisowego.

Redaktor Marchewka (RM): Wasza Szkoła jako jedna z 50 w Polsce bierze udział w akcji „Dzieciaki do Rakiet”. Co zadecydowało o tym, że zgłosiliście chęć udziału w programie?

Zofia Adamczewska (ZA): Nasza szkoła ogólnie bardzo „lubi” sport i sportowe przedsięwzięcia. Poza sekcją koszykówki i treningami piłki nożnej od 10 lat odbywają się u nas zawody na ergometrze wioślarskim dla klas IV-VII, a od 3 lat dla klas I-III na szczeblu szkolnym i międzyszkolnym. Również ciekawość i chęć podjęcia się nowego wyzwania i spróbowania swoich sił w tenisie skłoniła nas do wzięcia udziału w akcji “Dzieciaki do rakiet”.

RM: Podczas szkolenia w ramach akcji „Dzieciaki do Rakiet” nauczyciele zwracali uwagę na aspekty techniczne utrudniające prowadzenie tenisowych „wuefów”. Wy doskonale radzicie sobie z wszystkimi przeciwnościami. Czy mając już kilka miesięcy doświadczenia potraficie jednoznacznie stwierdzić, że tenis może zagościć w polskich szkołach?

Piotr Zieliński (PZ): Uważamy, że jak najbardziej tak!!! Wystarczy chcieć! Nie zawsze jest łatwo prowadzić zajęcia z 25-osobową grupą na małej sali, bo akurat tak wypada w planie, ale wszystko jest do dogadania i dogrania. Dyrekcja naszej szkoły, podobnie jak my, jest zachwycona akcją upowszechniania tenisa i dla jej realizacji w miarę możliwości dopasowuje plan i sale, by stworzyć optymalne warunki do pracy z dziećmi.

RM: Ile klas, uczniów i nauczycieli jest zaangażowanych w tenisowe wuefy w Waszej Szkole?

ZA: Na dzień dzisiejszy w naszej klasie trenuje aż trzynaście klas. Są to dwie klasy I, dwie klasy III, cztery klasy IV, dwie klasy V, dwie klasy VI i jedna VII. Zajęcia tenisowe prowadzi 4 nauczycieli.

RM: Co podczas zajęć najbardziej podoba się dzieciom? Jakie ćwiczenia, gry i zabawy sprawiają im najwięcej radości?

PZ: Szczerze, możemy odpowiedzieć, że każde z proponowanych ćwiczeń sprawiają dzieciom radość. Dla dzieci tenis jest nowością, czymś zupełnie innym niż gra w piłkę nożną, koszykówkę, czy dwa ognie. Nasi uczniowie są zachwyceni tą dyscypliną sportową. Widzimy, że sprawia im to tyle radości co nam, prowadzącym. Oczywiście dzieci są niecierpliwe i chciałyby już grać rakietami na dużych kortach. Staramy się tak układać zajęcia, by były atrakcyjne i przybliżały je do tego celu.

RM: Jakie widzicie plusy uczestnictwa w akcji dla Waszej Szkoły?

ZA: Udało się złamać stereotyp, że tenis jest tylko dla wybranych. Dzięki tenisowym wf-om stwarzamy dzieciom szansę spróbować tej dyscypliny sportu. Mogą przekonać się, czy jest to ich dziedzina. To odskocznia od najbardziej popularnych zajęć: piłki nożnej czy koszykówki. Dla naszej szkoły to też wydaje nam się swoista reklama, że prowadzimy takie zajęcia.

RM: Wiem, że również kadra bardzo zainteresowała się tenisem. Czy to znaczy, że wkrótce będziemy mogli Was spotkań na turniejach amatorskich?

PZ: Oczywiście bardzo chętnie, ale widzimy, że sami potrzebujemy jeszcze wielu treningów, by spróbować swoich sił w turniejach:) Pragniemy doszkalać się także w różnego rodzaju szkoleniach i kursach instruktorskich.

RM: Trzymam kciuki za dalsze sukcesy pedagogiczne. Powodzenia na zawodach międzyszkolnych!

Zdjęcia: SP nr 35 w Poznaniu

Żywienie młodego tenisisty

O różnych aspektach zdrowego jedzenia z byłą tenisistką, a obecnie trenerką i dietetykiem – Anią Pałaszkiewicz.

Redaktor Marchewka (RM): Od kilku lat jesteś związana z Akademią Tenisa Prince. Pretekstem do naszego spotkania jest Wasz najnowszy projekt. Wiąże się on ze wzmocnieniem teamu trenerskiego o Twoje kompetencje – dietetyka. Czy mogłabyś powiedzieć coś więcej na ten temat?

Ania Pałaszkiewicz (AP): Serdecznie dziękuję za zaproszenie do rozmowy. Od dłuższego czasu prowadzę facebook’owy fanpejdż „DiT – dieta i tenis” oraz jestem trenerką w Akademii Tenisa Prince. Teraz wspólnymi siłami, dzięki zaufaniu, którym obdarzył mnie założyciel Akademii Michał Stiewing wystartujemy z nowym wyjątkowym projektem. To niesamowite, że łącząc siły pod jednym szyldem „Akademii Zdrowia Prince” będziemy mogli całościowo wspierać naszych tenisistów i ich rodziców.

RM: Korzystając z okazji porozmawiajmy o żywieniu. Jakie są z Twojego doświadczenia najczęściej popełniane błędy żywieniowe dzieci?

AP: Najczęściej popełniane błędy, które widać gołym okiem w szkołach, przedszkolach i podczas półkolonii to niespożywanie śniadań. Żyjemy w ciągłym pośpiechu, nie ma się co dziwić, że często dajemy dzieciom się wyspać zamiast sadzać w jadalni nad miską z mlekiem. Ważne jest, aby słuchać naszych pociech i dawać im wybór, nie wszyscy mają apetyt z rana, ale nie oznacza to sytuacji bez wyjścia. Najprostsze rozwiązanie to wcześniej wstać, aby się rozbudzić, wypić coś ciepłego i zjeść posiłek, który sprawi nam przyjemność. Jedni wybiorą suchy chlebek i owoc, inni przychylnym okiem spojrzą na jajecznicę czy omlet. Bardzo ważna jest cała otoczka porannej sytuacji, pozytywne nastawienie rodzica, estetyczne nastawienie oraz spokój. Nikogo nie przekonamy do zjedzenia śniadania dając mu na to 3 minuty zaraz po wstaniu z łóżka
Drugą istotną kwestią jest to co piją mali sportowcy. Bardzo często są to słodzone napoje, także gazowane albo te udające herbatę. Nasze dzieci naprawdę nie potrzebują tyle cukrów prostych w swojej diecie. Problem jest też wtedy, kiedy dzieci nie odczuwają potrzeby picia i nie przynoszą butelki z wodą na zajęcia. Zazwyczaj są to dzieci z nadwagą.
Trzecim, poważniejszym złym nawykiem jest spożywanie zbyt dużej ilości żywności przetworzonej, tzn. paluszków, ciasteczek, chipsów, wafelków, batoników, lizaków. Panuje ogólna opinia, że skoro trenują i dużo się ruszają to mogą, zwłaszcza tyczy się to osób o szczupłym wyglądzie. Nie bierzemy pod uwagę, że te produkty zawierające duże ilości soli, cukru i tłuszczu uzależniają. Dzieci spożywając je mimo, że nie przybierają na wadze utrwalają złe nawyki żywieniowe. Wejdą w dorosłość z balastem, którego później trudno się pozbyć. Zwłaszcza, gdy wyjdą ze szkoły, w której mają obowiązkowo WF cztery razy w tygodniu i pójdą do pracy „za biurkiem”. Nasze dorosłe dzieci więcej czasu zaczną spędzać w pozycji siedzącej i wtedy te nawyki zaczną procentować nadmierną masą ciała. Dlatego tak ważne jest, aby od najmłodszych lat nabywały prawidłowych postaw.

RM: Większość „diet” wiążą się z radykalnymi zmianami, które są na tyle skomplikowane i trudne do wdrożenia, że często bardzo szybko się z nich rezygnuje. Wy stawiacie na edukację krok po kroku.

AP: Zgadza się, nasze działania będą oparte na regularności i stopniowym wprowadzaniu zmian. Niczego nie nakazujemy, tak jak wcześniej wspomniałam postaramy się na różnych płaszczyznach docierać z przesłaniem #healthylifestyle do naszych klientów. Wspieranie i pokazywanie zdrowszych opcji, a następnie wspólne osiąganie celu jakim jest utrzymanie dobrej formy, zarówno przez dzieci jak ich rodziców, ciocie, babcie itd. Nie zapominamy jak ważna jest aktywność fizyczna, a żeby być aktywnym trzeba dobrze jeść.

RM: Coraz więcej firm produkujących żywność próbuję za wszelką cenę przekonać konsumentów, że oferuje „zdrowe produkty”. W sklepach natrafiamy na zdrowe ciastka, napoje gazowane, a nawet pączki. Jak w takim chaosie odnajdują się rodzice Waszych podopiecznych?

AP: Z jednej strony jest chaos, w którym trudno jest się odnaleźć, z drugiej strony mamy tez o wiele większy wybór niż mieli nasi rodzice, tylko pozostaje nam nauczyć się mądrze z tego korzystać. Mimo wszystko często się gubimy. Tę kwestię również przybliżymy w Akademii Zdrowia Prince. Należy jednak trzymać się zasady, że zdrowe słodycze to świeże owoce i warzywa, orzechy, suszone owoce i gorzka czekolada. Wszystko spożywane w umiarkowanych
ilościach da naszym dzieciom same korzyści, a nawet może sprawić, że zapomną o przetworzonych łakociach. Nie dajmy się nabrać na zdrowe batony owsiane zlepione masą z cukru czy syropów. Fakt, że ciasto zamiast cukru zawiera daktyle nie znaczy, że mamy zjeść jego całą blachę. Pączek to pączek, nie może być zdrowy, a bogate w witaminy są owoce, a nie lizaki. Powinniśmy pamiętać, że są to produkty cukiernicze, których spożycie należy ograniczać. Jednocześnie nie popadajmy w skrajności i świętujmy tłusty czwartek tłustym pączkiem (albo lepiej pieczonym )

RM: Obserwuje się rosnące zainteresowanie wegeterianizmem i weganizmem. Czy spotkałaś się w swoje pracy z dziećmi, które nie jedzą produktów zwierzęcych?

AP: Tak, zazwyczaj są to całe rodziny wegetariańskie lub wegańskie, które świadomie rezygnują ze spożywania produktów odzwierzęcych. Ważne jest żeby bilansować posiłki, dostarczać makroelementy z różnych źródeł. Często wśród młodych ludzi panuje moda, podobnie jak z dietą bezglutenową czy bez laktozy. Po jakimś czasie wraca się do tradycyjnego modelu żywienia, bo zbyt uporczywe staje się przygotowywanie posiłków lub brakuje pomysłów na nie. W sytuacji gdy pojawiają się dzieci, czyli w przypadku rodzin na diecie roślinnej stosowanie urozmaiconych jadłospisów i wiedza na temat takiej diety jest często większa niż niejednego dietetyka!

RM: Raz na jakiś czas zmieniają się zalecenia związane z odżywaniem. Jak wygląda obecna piramida żywieniowa.
Jakie ostatnio wprowadzono zmiany?

AP: W 2016 r. eksperci Instytutu Żywności i Żywienia opracowali piramidę żywieniową dla dzieci i młodzieży, w której u podstawy znalazła się codzienna aktywność fizyczna. W opisie piramidy znajdziemy zalecenia, aby warzywa i owoce spożywać jak najczęściej i w jak największej ilości. Produkty zbożowe, które serwujemy na nasz stół powinny być pełnoziarniste. Zwraca się także uwagę, aby unikać soli, cukru i słodyczy. Zachęcam wszystkich żeby od tych punktów zaczęli wprowadzanie zdrowych nawyków żywieniowych w swoich domach, później już będzie tylko łatwo, smacznie i przyjemnie!

RM: Kiedy startuje Akademia Zdrowia Prince, do kogo jest skierowana i jak można wziąć udział w jej zajęciach?

AP: ”Akademia Zdrowia Prince” startuje już w kwietniu, jest skierowana głównie do dzieci uczęszczających na zajęcia tenisowe oraz ich rodziców. Oczywiście nie zamierzamy zamykać się we własnym gronie i zapraszamy również osoby spoza naszego klubu, zainteresowane tematyką żywienia i sportu. Akademia Zdrowia Prince skupia się na całościowym podejściu do tzw. zdrowego trybu życia. Zatem nie tylko żywienie, nie tylko tenis raz czy dwa w
tygodniu, ale wiele innych ciekawych propozycji dla całej rodziny. Rozpoczynamy blogiem na stronie www.tenispoznan.pl, na którym znajdą się ciekawostki dietetyczne oraz przepisy na smaczne dania i przekąski. Kolejnym krokiem będzie cykl spotkań skupiających się na szeroko pojętej tematyce żywienia i wszechstronnego rozwoju dziecka. Do września przedstawimy pełną ofertę, w której znajda się prawdziwe „smaczki”, już nie możemy się doczekać! Zachęcamy wszystkich do śledzenia naszych profili w mediach społecznościowych, gdzie będziemy informować o wszystkim na bieżąco.

Tenisowy rekordzista Guinnessa

O niezwykle oryginalnym i szalonym pomyśle przyciągającym uwagę zarówno mainstreamowych mediów, jak i redaktora Marchewki ze świeżo upieczonym rekordzistą Guinnessa – Jędrzejem Myszkowskim.

Jędrzej maraton tenisowy rozpoczął w zeszły piątek (23.03.2018) o godzinie 10:00. Do pobicia rekordu Guinnessa potrzebował rozegrać minimum 37 meczów tenisowych pod rząd. Zadanie zostało wykonane z nawiązką. Polak rozegrał 42 mecze oraz na korcie spędził 45 godzin i 6 minut. Poprzedni rekordzista Mike Mitchell rozegrał 36 spotkań w czasie 34 godzin. Rekord został pobity aż o 6 spotkań tenisowych, a Jędrzej na korcie spędził o ponad 11 godzin więcej.

Redaktor Marchewka (RM): Skąd pomysł na bicie rekordu Guinnessa?

Jędrzej Myszkowski (JM): Pomysł narodził się spontanicznie, podczas zmiany miejsca pracy. Przeprowadziłem się z Leszna do Nowego Sącza. Rekord to odskocznia, chciałem zrobić coś nowego, zrealizować swoje marzenia, a dzięki temu dać się poznać większej liczbie ludzi.

RM: Bijąc rekord zwróciłeś na siebie uwagę całej tenisowej (i pewnie nie tylko tenisowej) Polski. Dowiedzieliśmy się, że jesteś niezwykle zdeterminowany i wytrzymały. Kim jest Jędrzej Myszkowski i co robi na co dzień?

JM: Na co dzień jestem terenem w szkole tenisa Grzegorza Jeża. Prowadzę zajęcia tenisowe i ogólnorozwojowe. Angażuję się również w działania promocyjne, mające przyciągnąć jak najwięcej osób do tenisa. Jako dziecko nie grałem jako zawodnik. Tenisem zainteresowałem się stosunkowo późno, dopiero w wieku 14 lat. Wcześniej trenowałem wyczynowo szermierkę. Po kontuzji kolana przerwałem uprawianie tego sportu. Zobaczyłem Nadala i Woźniacką w telewizji i postanowiłem zająć się ich dyscypliną:)

RM: Ile trwały przygotowania do Twojego wyczynu?

JM: Treningi rozpocząłem na przełomie czerwca i lipca zeszłego roku. Poświęcałem na nie mnóstwo czasu – nawet czternaście godzin tygodniowo. Miały on głównie charakter ogólnorozwojowy – jeździłem rowerem, biegałem po płaskim i po górach, niekiedy po 3 godziny. Odbywałem również treningi siłowe.Przy okazzi chciałem bardzo podziękować trenerowi Wojtkowi Mrozowi – to on czuwał nad przygotowaniami. Zgłoszenie do bicia rekordu wysłaliśmy w październiku. W grudniu dostaliśmy zgodę na podjęcie próby.

RM: Jak wyglądały te długie godziny na korcie?

JM: Mecze rozgrywane były według oficjalnych zasad ITF. Pomiędzy gemami i setami obowiązywały standardowe przerwy. Po każdej godzinie gry przysługiwało mi 5 minut przerwy. Mogłem ten czas kumulować – maksymalnie do 20 minut. Taką też przyjęliśmy taktykę. Co 4 godziny schodziłem z kortu na 20 min. To był czas na większy posiłek, pracę fizjoterapuety, a w późniejszym okresie na skorzystanie z butli tlenowej. Brałem też szybkie zimne kąpiele. Przy zmianie stron po nieparzystych gemach albo po secie jadłem żele energetyczne i batoniki.

RM: Bicie rekordu na pewno musiało odbywać się zgodnie z pewnymi wymaganiami organizacyjnymi?

JM: Zgadza się. Mecz nagrywany był za pomocą 3 niezależnych kamer. Jedna z nich musiała być przez cały czas skierowana na mnie. Czas odmierzały 3 zegary. Od początku do końca musieli towarzyszyć mi przynajmniej dwaj świadkowie. Zarówno oni, jak i oficjalny sędzia zmieniali się co 4 godziny. Między jednym, a drugim meczem nie mogło być więcej przerwy niż 120 sekund. To czas na szybkie wyszczotkowanie kortu przez świadków oraz pamiątkowe zdjęcie. Kolejni zawodnicy musieli wchodzić na kort rozgrzani i gotowi do gry.

RM: Rozegrałeś 42 mecze. Kim byli Twoi przeciwnicy?

JM: Większość przeciwników dobierałem sam. To amatorzy, ale również trenerzy tenisa oraz przedstawiciele sponsorów. Musieli mieć ukończone 16 lat. Początkowo zakładaliśmy, że mecz będzie trwał średnio 1,5 h. W trakcie próby okazało się, że spotkania przeciętnie były krótsze aż o 15 minut. Musieliśmy przez to dobierać dodatkowe osoby. Bardzo dziękuję wszystkim uczestnikom, szczególnie tym, którzy zgodzili się przyjechać na korty o 4 w nocy. Niektóre mecze były stosunkowo krótkie, ale nie brakowało również takich bardzo zaciętych. W sumie rozegrałem aż 7 meczów trzysetowych, w których zdarzały się wymiany po liczące po 15 odbić.

RM: Co było najtrudniejsze w tej próbie?

JM: Dwa tygodnie przed biciem rekordu nabawiłem się kontuzji kolana. Obawiałem się, że może się odnowić w trakcie gry. Okazało się jednak, że kolana spisały się znakomicie. Byłem również świetnie przygotowany wydolnościowo. Czułem, że mógłbym rozegrać jeszcze kilka meczów, gdyby nie ręka. W ostatnich pojedynkach miałem problem z utrzymaniem rakiety.

RM: Ile ważyła Twoja rakieta?

JM: 285 gramów – grałem Yonexem z naciągiem na 24 kg.

RM: Ile spałeś po próbie?

JM: Pierwszy sen był krótki – trwał zaledwie 4 godziny. Po nim wziąłem udział w kolacji z całym sztabem pomagającym mi w przeprowadzeniu próby. Miałem olbrzymi apetyt. Byłem gotowy zjeść wszystko. Nawet parówki z nutellą. Dopiero po kilku godzinach odczułem potrzebę snu. Rozmawiamy w czwartek, kilka dni po zakończeniu bicia rekordu. Do teraz czuję, że organizm jest jeszcze rozregulowany. Mógłbym zasnąć w każdych warunkach.

RM: Wspomniałeś o sztabie. Kto pomagał Tobie w przygotowaniach?

JM: Chciałbym podziękować wszystkim, którzy mnie wspierali. W próbę zaangażowani byli: Karolina Jackowska – Akademia Trenerów Tenisa, Agnieszka Bekier, Agnieszka Plewka, Dawid Popielas, Szymon Ramota, Asia Szczepanik, Kuba Skwarło, Karolina Żywczak, Grzegorz Jeż, Mikołaj, Marta, Kamil Myszkowscy, Gracjana Tokarz, Jakub Tokarz, Piotr Prusak, Mateusz Prusak, Przemek Głowacki. Dziękuję również sponsorom Yonex, Mercedes, Fakro, ViaCon, Nutrend.

RM: Czy masz plany związane z kolejnym wyczynem?

JM: Oczywiście. Interesuje mnie kilka rekordów. Chciałbym zaprosić do Polski Mike’a Mitchell’a i pobić z nim rekord wynoszący około 60 godzin ciągłego grania. Ciekawym rekordem jest też skakanie na skakance przez 34 godziny non stop oraz przebiegnięcie 850 km na bieżni elektrycznej. Marzę o tym żeby zostać najbardziej utytułowanym polskim rekordzistą Guinnessa.

RM: Może połączymy siły i zorganizujemy bicie sportowego dziecięcego rekordu z redaktorem Marchewką?

JM: Jasne! Dlaczego nie?

Zdjęcia: Jędrzej Myszkowski

Wsparcie dla tenisa w Szczecinie

W piątek odwiedziłem nową halę tenisową w Szczecinie, która dzięki podpisanemu porozumieniu między miastem, a firmą motoryzacyjną nosi obecnie nazwę KIA Polmotor Arena.

W związku ze współpracą sponsora tytularnego, a także stworzonego projektu „Wspieramy szczeciński tenis” Grupa Polmotor będzie między innymi współorganizowała turnieje dziecięce, a także wspierała finansowo dzieci w dalszym kształceniu kolejnych gwiazd tenisa.


„Nam właśnie najbardziej zależy, by pomóc najmłodszym. Chcemy wspierać wszystkie turnieje tu rozgrywane i mam nadzieję, że to przysłuży się rozwojowi tenisa i wkrótce na dużych arenach zobaczymy szczecińskich zawodników” – dodał Jan Przepłata, prezes Grupy Polmotor.

Podczas podpisania porozumienia został zorganizowany turniej dla najmłodszych tenisistów w wieku od 5 do 9 lat, którzy otrzymali puchary, medale za uczestnictwo, koszulki tenisowe, vouchery na zakup sprzętu tenisowego oraz gadżety związane z marką Kia.

W uroczystości wzięli udział przedstawiciele Polskiego Związku Tenisowego: prezes Mirosław Skrzypczyński, dyrektor zarządzający Magdalena Rejniak-Romer, sekretarz generalny Sławomir Kimaszewski i szef wyszkolenia Rafał Chrzanowski.

Tysiące tenisowych dzieci...

Trudno przeoczyć imponującą liczbę postów Gogolińskiego Klubu Tenisowego relacjonującego regularne spotkania i treningi pokazowe w szkołach i przedszkolach. Cotygodniowe wizyty w nowych placówkach. Duże, zorganizowane grupy dzieci odwiedzających korty. Postanowiłem dowiedzieć się więcej na temat tenisowej inicjatywy realizowanej w niewielkiej (6 tyś. mieszkańców) miejscowości na opolszczyźnie. Dotarłem do Arkadiusza Frączyka – pomysłodawcy projektu „Aktywni w Regionie”

Redaktor Marchewka (RM): Na czym polega prowadzona przez Was akcja?

Arkadiusz Frączyk (AF): „Aktywni w Regionie” jest programem upowszechniania tenisa na terenie powiatu krapkowickiego. Jego głównym założeniem jest pokazanie tej wspaniałej dyscypliny sportu WSZYSTKIM dzieciom z naszego powiatu.

RM: O jakiej liczbie dzieci mówimy?

AF: Do tej pory odwiedziliśmy 31 szkół i 35 przedszkoli oraz kilka oddziałów przedszkolnych mieszczących się przy szkołach podstawowych. W darmowych zajęciach wzięło udział już ponad 3500 dzieci i liczba ta stale rośnie. Odwiedzamy zarówno duże placówki, do których uczęszcza ponad 200 dzieci, jak i malutkie liczące zaledwie 9 uczniów. Każde dziecko jest dla nas ważne! Grupy wykazujące szczególne zainteresowanie tenisem po przeprowadzonych przez nas zajęciach odwiedzają nasze korty.

RM: Skąd pomysł na realizację tej akcji?

AF: W powiecie krapkowickim nigdy nie było klubu tenisowego. Powiat nie posiada tradycji tenisowych przenoszonych z rodziców na dzieci. Dzieci często robią różne rzeczy naśladując rodziców, a rodzice zapisują dzieci na sporty, które sami uprawiali. Skoro większość rodziców nigdy nie grała w tenisa, klub postanowił skupić jednocześnie swoją uwagę na upowszechnianiu tenisa wśród dzieci („Aktywni w Regionie”), jak i dorosłych (kursy Tenis Xpress).
Choć szkolimy osoby w każdym wieku, to dzieci są fundamentem naszego klubu i to na nich powinna być skupiona największa uwaga, stąd pomysł na tę akcję.

RM: Ile osób jest w nią zaangażowanych?

AF: Pierwsze zajęcia przeprowadziliśmy w dwóch szkołach podstawowych nr 2 i nr 3 w Gogolinie wspólnie z trenerem Grzegorzem Galus. Niestety trener musiał więcej czasu poświęcić na dokończenie studiów, dlatego pozostałe placówki odwiedziłem sam. W akcję zaangażowany jest cały zespół GKTenis, w tym m. in. pan prezes Roman Miś i wiceprezes Rafał Miś oraz pani Sandra Skrzydło zajmująca się na co dzień sprawami administracyjnymi klubu.

RM: Przyglądając się Waszej działalności natknąłem się na akcję „Aktywny Przedszkolak”? Co to takiego?

AF: To kontynuacja programu „Aktywni w Regionie” zapoczątkowana wspólnie z panią Renatą Szymik – dyrektorką Publicznego Przedszkola Nr 6 ze Zdzieszowic. Skupia się on na rozwoju psycho-fizycznym dzieci w wieku przedszkolnym, upowszechnieniu aktywności ruchowej oraz popularyzacji tenisa. System szkolenia opieramy na zasadach programu „Tenis 10” Polskiego Związku Tenisowego. Złożyliśmy dokumenty umożliwiające otrzymanie licencji PZT. Szkolenie rozpoczynamy od “Pierwszego Kroku”, który jest autorskim programem Krzysztofa Waltera z warszawskiego klubu Tie-Break. Obecnie w programie biorą udział przedszkola: Publiczne Przedszkole Nr 3 z Gogolina, Publiczne Przedszkole Nr 1 z Gogolina, Zamiejscowy Oddział Przedszkola Nr 1 mieszczący się w Góraźdzach, Odział Przedszkolny mieszczący się przy PSP Nr 3 w Gogolinie oraz Publiczne Przedszkole Nr 6 ze Zdzieszowic. Głęboko wierzę że liczba Aktywnych Przedszkolaków w najbliższym czasie się zwiększy.

RM: Jakie plany na przyszłość?

AF: Pomysłów mamy dużo, ciekawe czy uda się nam je zrealizować. Chcemy dalej upowszechniać tenis, tak, aby można było go uprawiać również w przedszkolach i na lekcjach WF-u. Staramy się pamiętać, że dzieci uczą się grać w tenisa po prostu grając mecze, ligowe jak i turniejowe. Dlatego też organizujemy cykl turniejów GKTenis Kids Cup oraz Junior Ligę GKTenis.

Zdjęcia: Arkadiusz Frączyk

Mini tenis w obozie dla uchodźców w Lesbos

Tym razem o zupełnie innym wymiarze sportu i lekcji tenisa. Rozmowa z Markiem Durskim, który pod koniec zeszłego roku spędził wraz z żoną i dziećmi kilka tygodni pomagając uchodźcom na greckiej wyspie Lesbos.

Redaktor Marchewka (RM): W mediach społecznościowych pojawia się coraz więcej zdjęć nowiutkich mini-siatek rozkładanych w pięknych halach. Dzieci grają starannie dobranymi rakietami podczas świetnie zorganizowanych turniejów. Trudno uwierzyć, że fotografie które przedstawiasz, były zrobione w Europie i to zaledwie kilka miesięcy temu.

Marek Durski (MD): Świat, który nas otacza, nigdy nie jest jednowymiarowy. Zawsze istnieją miejsca, które wyglądają atrakcyjnie, na które kierujemy nasz wzrok w pierwszej kolejności. Za nimi, z dala od naszych oczu, kryją się przestrzenie, które obarczone są jakimś błędem, które niekoniecznie chcemy oglądać. Kryzys uchodźczy to jeden z marginesów naszej rzeczywistości i obrazy z nim związane nie są tym, co wypełnia naszą codzienność.   

RM: Na czym polega Twoja misja i skąd pomysł, żeby wziąć ze sobą siatki i rakiety do tenisa?

MD: Na Lesbos pojechałem razem ze swoją rodziną, pomagać ludziom tak, jak potrafię, czyli przez sport. Droga morska z Turcji na wyspę jest uważana za bezpieczną i decyduje się na nią wiele rodzin z dziećmi, z takich krajów jak Syria, Irak i Afganistan. W obozach przebywa w związku z tym wiele dzieci, które mają bardzo dużo wolnego czasu, a jednocześnie muszą się borykać z traumą różnych dramatycznych przeżyć. Ruch i sportowe aktywności mogą być w takich okolicznościach dobrą odskocznią od trosk dnia codziennego. To mechanizm, który wszędzie na świecie i w każdej sytuacji działa tak samo, zarówno wśród dorosłych jak i dzieci. Aktywność ruchowa, zabawa, czasami odrobina rywalizacji sportowej zawsze wywołują uśmiech i radość. Nawet jeżeli jest to chwilowy stan, to tym dzieciom na pewno pomaga… W praktyce skoncentrowaliśmy się na prowadzeniu prostych zajęć tenisowych i piłkarskich na terenie organizacji One Happy Family. Dodatkowo moja żona Marta zaczęła prowadzić zajęcia fitness dla dorosłych, a pod wpływem istniejących potrzeb zbudowaliśmy prawdziwe boisko do siatkówki plażowej. 

RM: Jaka była reakcja dzieci na tenis? Dla większości był to zapewne pierwszy kontakt z tą dyscypliną?

MD: Przygotowując się do realizacji zajęć z dziećmi na wyspie, byłem przekonany, że będziemy musieli wspiąć się na wyżyny sztuki trenerskiej, żeby je zainteresować tenisem. Liczyłem też, że zainteresujemy nim głównie dziewczynki, na czym mi zależało. Rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Nie wziąłem pod uwagę pochodzenia tych dzieci. Nie miałem doświadczenia. Dla większości z nich kontakt z tenisem był pierwszą okazją do dotknięcia rakiety tenisowej, chwycenia małej, kolorowej piłki. Ich wymagania względem trenera i zajęć okazały się bardzo podstawowe. W gruncie rzeczy cieszyły się na sam widok tego, co rozkładaliśmy. Zainteresowanie zajęciami było bardzo duże.

RM: Wspominałeś, że znalazłeś osobę, która kontynuuje podjęte przez Ciebie działania.

MD: Ideą organizacji One Happy Family, z którą współpracowałem na Lesbos, jest pełna współpraca i zaangażowanie w możliwie wiele zajęć samych uchodźców i uchodźczyń. Jadąc tam, od samego początku jednym z moich celów było wytypowanie osób, które mogłyby wykorzystywać przesłany przeze mnie sprzęt i kontynuować zajęcia z dziećmi.   

Kandydaci znaleźli się bardzo szybko i po naszym wyjeździe zajęcia były kontynuowane przez młodego Erytrejczyka oraz Syryjczyka. W tej chwili siatki do mini tenisa rozkłada już tylko ten pierwszy, przysyłając nam od czasu do czasu zdjęcia i filmy. Młody Syryjczyk został przeniesiony w okolice Aten, gdzie oczekuje na dalszy ciąg procesu azylowego.

RM: Czy jako środowisko tenisowe/ sportowe możemy według Ciebie zrobić coś żeby pomóc?

MD: Nikos Katsouris, który poświęcił, wraz ze swoją małżonką, całe swoje życie pomocy uchodźcom na wyspie Lesbos, mówi: „If you can help, just do it”. Sport ma wiele do zaoferowania. Poprzez sport możemy poprawiać los ludzi będących w ciężkich sytuacjach życiowych, organizując im czas wolny. Realizując imprezy sportowe można szerzyć pewne idee i zbierać środki finansowe. Wydarzenia sportowe przykuwają uwagę, gromadzą ludzi, a to jest zawsze dobra okazja do przekazania jakiegoś konkretnego komunikatu. Na pewno wiele, dla szerzenia świadomości o kryzysie uchodźczym, mogłyby zrobić tzw. gwiazdy sportu czy tenisa. Często są to osoby koncentrujące na sobie uwagę ogromnej liczby osób. Jedno zdjęcie, kilka słów umieszczonych przez nich w mediach społecznościowych mogłoby sporo zmienić.   

RM: Czy masz jakieś dalsze plany związane z pomocą ofiarom kryzysu uchodźczego ?

MD: Na ten moment będę na pewno dalej „związany” z wyspą Lesbos, na którą przybywa bardzo dużo rodzin z dziećmi. Już wkrótce w Poznaniu organizujemy happening biegowy „Kilometry dla Morii – bieg solidarności z uchodźcami i uchodźczyniami”, którego głównym celem będzie szerzenie świadomości o miejscu, które w swojej postaci nie powinno istnieć w Unii Europejskiej oraz okazjonalna zbiórka pieniędzy. Razem z małym NGOsem, Sport for Refugees, mamy w planie zbudowanie małego, tymczasowego pomieszczenia na terenie organizacji One Happy Family, tak aby zajęcia sportowe dla uchodźców i uchodźczyń mogły się odbywać także przy złej pogodzie. Dodatkowo, od początku lipca, razem z poznańskim Stowarzyszeniem Lepszy Świat planujemy otworzyć stałą misje sportową na wyspie, wysyłając tam na jednomiesięczne misje młodych Polaków. To plany na najbliższe miesiące. Zobaczymy co przyniesie bardziej odległa przyszłość. 

25 pomysłów na ciekawą lekcję tenisa dla najmłodszych

W grudniu miałem przyjemność brać udział w ramach zespołu Polskiego Związku Tenisowego “Tenis 10” (wraz z dr Magdaleną Lelonek, Karoliną Wałęsą, Jackiem Multanem i Krzysztofem Walterem, bardziej znanym jako Mazzi) w przygotowaniu “Zbioru pomysłów na lekcje tenisa dla dzieci w wieku 6-7 lat” (czyli według terminologii programu “Tenis 10” dzieci grających w kategorii niebieskiej). Po wydaniu kilku publikacji fabularnych służących propagowaniu tenisa poprzez historie redaktora Marchewki, było to dla mnie ciekawe wyzwanie.

Bardzo dziękuję za zaproszenie do zespołu. Pozycja dostępna jest nieodpłatnie w wersji PDF na stronie Polskiego Związku Tenisowego tenis10.pl i została wydana w ramach Narodowego Programu Upowszechniania Tenisa wspieranego przez Ministerstwo Sportu i Turystyki. Poniżej zamieściłem wstęp do publikacji.

„Nigdy nie ma się drugiej okazji, żeby zrobić pierwsze wrażenie.“

Andrzej Sapkowski (Miecz przeznaczenia)

 

Jako trenerzy pracujący na co dzień z dziećmi w ramach programu „Tenis 10“ jesteśmy obarczeni niezwykłą odpowiedzialnością za pierwsze tenisowe wrażenia. Często na ich podstawie rodzice pięcio—, sześciolatków podejmują decyzje o dalszym zaangażowaniu czasu i własnych środków finansowych w rozwój sportowy swoich pociech. Kategoria niebieska stanowi niezwykle istotny fundament tenisowej piramidy. To tutaj odbywa się sprawdzian naszych umiejętności organizacyjnych, empatii i kreatywności. Zostajemy poddani testowi, który wykaże, czy potrafimy przemienić korty, służące dorosłym do rozgrywania tenisowych meczów, w magiczną, kolorową krainę, w której podczas atrakcyjnych gier i zabaw najmłodsi uczestnicy programu „Tenis 10“ nawiążą udane relacje z rówieśnikami i doświadczą pierwszych sportowych sukcesów.

Oddajemy w Państwa ręce zbiór 25 „pomysłów“ na treningi tenisowe przygotowanych przez trenerów—praktyków. Zaprezentowane scenariusze uwzględniają różną liczebność grup, warunki lokalowe, wyposażenie w przybory, czy przyrządy i mogą zostać wykorzystane jako gotowe narzędzie do prowadzenia zajęć w Państwa Klubach, czy Szkołach. Mogą również stanowić inspirację do konstruowania przez Państwa własnych planów treningów uwzględniających dobrą zabawę i prawidłowy rozwój tenisowy dzieci.

Zapraszając do lektury, trzymamy kciuki za pierwsze tenisowe wrażenia Państwa podopiecznych. Liczymy na to, że w przyszłości niektórzy z nich, mając w pamięci inicjację tenisową jako okres radosnych gier i zabaw, podążą ścieżką tenisowej kariery, walcząc o tytuły mistrzowskie w kategoriach młodzieżowych.

Warsztaty tenisowe

Chcąc zarażać miłością do sportu i literatury, w ciągu ostatnich kilku miesięcy odwiedziłem kilkadziesiąt najróżniejszych miejsc:)

Przedszkola, szkoły, kluby tenisowe i biblioteki. Obecnie realizuję dwa scenariusze spotkań. Pierwszy z nich skierowany jest do dzieci przedszkolnych i ma na celu nakreślenie pozytywnych stron aktywności fizycznej. Drugi przygotowałem dla uczniów edukacji wczesnoszkolnej (klasy I-III). Z 6-9 letnimi ekspertami rozmawiam głównie o tenisie, zwracając szczególną uwagę na wspaniałe, uniwersalne wartości związane z uprawianiem sportu.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Po kilku miesiącach aktywności jestem zachwycony postawą dzieciaków. Wbrew temu, co często dociera do naszych uszu, dzieci garną się zarówno do sportu, jak i do czytania. Pełne entuzjazmu dzielą się swoją niczym nieograniczoną wyobraźnią i fantastycznymi pomysłami. Jestem im za to niesamowicie wdzięczny. Część pomysłów z pewnością znajdzie się w powstającej właśnie nowej książce o przygodach redaktora Marchewki.

Wszystkie placówki zainteresowane organizacją spotkania zapraszam do kontaktu (tel. 516 166 691, kontakt@michalfilipiak.pl).

Więcej informacji:

O warsztatach dla przedszkolaków

O warsztatach dla dzieci szkolnych

Obecnie opracowywane są nowe tematy spotkań. Ale o tym kolejnym razem:)

Pozdrawiam,

Michał

To nie była zwykła wigilia

Rozpoczęła się po północy w zamkniętym na cztery spusty klubie tenisowym, liczącym siedem kortów i ponad dwustu członków. Na uroczystości zabrakło prezesa Wkrętasa, wiceprezesa Bananowskiego, kortowych, trenerów, pracowników recepcji i wszystkich graczy. Ta wigilia odbyła się bez udziału ludzi.

– Już czas! — zakomenderował piskliwy głosik.

– Hop! — odezwał się inny i nagle w pomieszczeniu zapanowała jasność.

Magazynek trenerski liczył nie więcej niż dziesięć metrów kwadratowych. Był długi i wąski. Zastawiony regałami, uginającymi się od przyborów trenerskich: koszy, pachołków, obciążników, skakanek, obręczy hula hop. Zbyt ciasny i obskurny na przyjęcie wigilijne… nawet dla piłek tenisowych.

15578708_1787353634853307_7584097255737399801_n– Wychodzimy! — padło polecenie przywódcy.

Tysiąc piłek wytoczyło się przez uchylone drzwi i pognało w kierunku kortu centralnego, przypominającego tej nocy pusty plac otoczony trybunami. Po siatce nie było ani śladu. Schowano ją w październiku i planowano ponownie zawiesić dopiero pod koniec kwietnia. Linie przykryła kilkucentymetrowa warstwa białego puchu.

– Śnieg! Ale fajnie! — ucieszyły się najmłodsze piłki. Wyskakiwały wysoko w górę i nurkowały w białej pierzynce.

– Pobawicie się po wigili — przerwała im piłka Prababcia. Była najstarsza ze wszystkich. Miała ze czterdzieści lat, szare wytarte futerko i grube czerwone okulary. Była nieformalnym piłkowym przywódcą w największym w mieście klubie Wielka Piłka. — Obiecuję wam. Pójdziemy na ślizgawkę, pokulamy się z górki…

– A będzie bitwa na śnieżki?

– Jasne, że będzie!

– A ulepimy człowieka?

– Oczywiście — uśmiechnęła się Prababcia. — A teraz zajmijcie proszę swoje miejsca i posłuchajcie uważnie.

Piłki, jak co roku, uformowały wielki okrąg.

— Moje kochane! — rozpoczęłą przemowę Prababcia. — To był wspaniały rok! Grałyśmy w tylu świetnych turniejach, trenowałyśmy z dorosłymi i dziećmi. Dołączyło do nas kilkadziesiąt nowych, gąbczastych piłek i całe wiadro pomarańczowych. Spora grupa pojechała z misją do szkół i domów dziecka. Życzę wam wszystkim, aby kolejny rok był równie udany. Wesołych Piłkowych Świąt!

– Hoł, hoł, hoł! — w tym momencie rozległ się dziwny głos. Na korcie pojawił się kot Mruczek, z przywiązanym do ogona wielkim workiem. Na grzbiecie kota siedziały trzy czerwone piłki. Wszystkie ubrane w malutkie czerwone czapeczki z pomponami. Jedna z nich miała nawet długą siwą brodę.

– Hoł, hoł, hoł! Mam nadzieję, że byłyście grzeczne!? — zawołał piłkowy Święty Mikołaj.

CDN…