Pokolorowany świat tenisa

Dawno, dawno temu, pod koniec lat osiemdziesiątych, usiłując operować 27-calową i niemal półkilową rakietą, rozpoczynałem swój (mam nadzieję, że dożywotni) romans z wiadomą dyscypliną sportu. Twarda piłka, metalowy „polonez“, wysoka ściana i, gdy teraz sobie pomyślę, niewątpliwie spora dawka determinacji.

50 forhendów, 50 bekhendów! – kryteria przyjęcia do klubu były bardzo jasno określone. Nie mając bladego pojęcia na temat uchwytów, zamachów, wymachów, ćwiczeń korygujących błędy, a pewnie nawet nieświadom faktu instnienia jakichkolwiek błędów, godzinami odbijałem łysiejącą piłkę. Z prawej strony jedną ręką, z lewej dwoma. To chyba jedyna wskazówka jaką dostałem od przejeżdżajacego kiedyś obok ściany trenera.

Kilkuset innych chłopców i dziewczynek z mojego rocznika, rozporoszonych po całym Poznaniu, bez pomocy youtube-a, dostępu do internetu, filmów na tennis channel, a nawet książek metodycznych, podobnie jak ja pracowało nad regularnością, obijając najrozmaitsze PRL-owskie kostrukcje. Nierzadko przerwa w treningu wymuszona była koniecznością wspinaczki po rynnie na dach budynku w poszukiwaniu zaginionej piłki. Dość często ćwiczenia kończyły się ucieczką przed dozorcą, a zdarzało się, że i awanturą w związku z koniecznością wstawienia nowej szyby.

Po szczęśliwym przyjęciu do klubu czekały na nas drewniane packi, które choć wyglądem przypominały deski do krojenia mięsa, z powodzeniem służyły nam za ówczesne „wilsony“ i „babolaty“.

Od momentu rozpoczęcia mojej przygody z tenisem upłynęło sporo wody w Warcie, o Wiśle nie wspominając i bardzo wiele się zmieniło.

Skurczyły się korty, zmiękły i nabrały kolorów piłki, zalały sklepy grafitowe rakiety o atrakcyjnych wzorach i o różnych długościach. Pojawił się internet, kamery w telefonach i inne urządzenia mobilne.

Według mnie, przełomowym i najważniejszym momentem „tenisowej transformacji“ było wprowadzenie przez Polski Związek Tenisowy programu „Tenis 10“. Ogromna praca wykonana przez zespół kilku osób z Magdą Rejniak-Romer na czele przyczyniła się do ujednolicenia zasad rywalizacji w kategoriach do lat 10, kładąc tym samym podwaliny pod metodykę naucznia. W całym kraju zaczęto organizować zunifikowane turnieje. Trenerzy przekonali się do niżej skaczących piłek, w klubach pojawiły się rzesze pięciolatków. Rodzice wypytywali o „kolorowy“ program nauczania.

Któregoś dnia, podczas kawiarnianej rozmowy z moim przyjacielem, trenerem tenisa Markiem Preislerem pojawił się pomysł dołożenia cegiełki do budowy kolorowego domu „Tenis 10“. Postanowiliśmy napisać książkę, która w przyjazny sposób zaprezentowałaby dzieciom świat tenisa, zachęciłaby je do postawienia pierwszych kroków na korcie. Chcieliśmy uniknąć dość popularnej formy podręcznika, czy poradnika, a w zamian zaoferować uczestnictwo w sportowej przygodzie widziane oczami dziecka. Po wielomiesięcznych konsultacjach, burzach mózgu i licznych korektach powstały „Tenisowe przygody Radka i Kuby“, czyli ilustrowana historia traktująca o perypetiach dwóch chłopców, którzy dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności trafili do klubu tenisowego.

Na kartach stustronicowej książki bohaterowie uczestniczą między innymi w poszukiwaniach zaginionej rakiety, biorą udział w obozie tenisowym, zaznają smak pierwszych zwycięstw i porażek. Poznają również podstawowe zasady „fair play“, a wszystko to w kolorowym, jakże odmiennym od tego z lat osiemdziesiątych, świecie „Tenis 10“.

Naszym celowym zabiegiem było nie identyfikowanie akcji opowieści z jakimś konkretnym klubem tenisowym, aby książka zachowała charakter obiektywny i uniwersalny, mogła być sprzedawana przez wszystkie ośrodki tenisowe w Polsce, stanowiła oryginalny prezent lub nagrodę na zakończenie półkolonii, obozów, kursów i turniejów tenisowych.

Książka ukazała się nakładem poznańskiego wydawnictwa „Śpiewające brzdące“. W związku ze sporym zainteresowaniem naszą pozycją zdecydowaliśmy się na przetłumaczenie historii na język angielski. W procesie translacji brał udział, między innymi, ceniony amerykański trener prof. Doug Eng.

W zeszłym roku powstała również wersja audiobooka opatrzona przedmową Magdy Linette oraz poznańskiego muzyka, miłośnika tenisa i doskonałego biegacza Jacka Mejera – „Mezo“.

Obecnie książka dostępna jest w wersji dwujęzycznej oraz wersji audiobooka. Zamówienia można składać na stronie internetowej: www.michalfilipiak.pl/

Kolorowego grania!:)