Wywiad przeprowadzony przez pisarkę Barbarę Sęk

Barbara Sęk: Twoje życie wypełnia sport i literatura. Tym się zajmujesz, tym zarażasz. Wydawać by się mogło, że to dwa odległe światy. Jakie są punkty styczne pomiędzy pisaniem, które wymaga bezruchu i sportem, który nie pozwala usiedzieć w miejscu? Czy da się to połączyć i jak, mając raptem dwudziestoczterogodzinną dobę? Michał Filipiak: Kilka lat temu […]

Barbara Sęk: Twoje życie wypełnia sport i literatura. Tym się zajmujesz, tym zarażasz. Wydawać by się mogło, że to dwa odległe światy. Jakie są punkty styczne pomiędzy pisaniem, które wymaga bezruchu i sportem, który nie pozwala usiedzieć w miejscu? Czy da się to połączyć i jak, mając raptem dwudziestoczterogodzinną dobę?

Michał Filipiak: Kilka lat temu codzienna aktywność fizyczna została włączona (i to jako podstawa) do słynnej piramidy żywieniowej rekomendowanej przez Światową Organizację Zdrowia. W klubach fitness, w parkach, czy na kortach tenisowych spotykamy studentów, pracowników biurowych, menedżerów i prezesów korporacji, a także dzielne fit-mamy wychowujące małe dzieci. Introwertyków i ekstrawertyków. Młodych i seniorów. Świadomość korzyści płynących z codziennej aktywności fizycznej rośnie, ale wciąż jest jeszcze sporo do zrobienia.

Postanowiłem podjąć się misji zarażania dzieci sportem. Lubię robić oryginalne rzeczy, dlatego jako podstawową formę przyjąłem literaturę. W swoich książkach staram się prezentować aktywność fizyczną jako dobrą zabawę, rozwój pewnych kompetencji, a także wspaniałą szkołę wartości takich jak pracowitość, uczciwość, czy odpowiedzialność. W ten sposób powstał Magiczny Świat Sportu. Ostatnio żyję w nim prawie przez całą dobę 🙂

Dalszy ciąg wywiadu: kliknij tutaj

Tenisowe lekcje wf-u. "Dzieciaki do rakiet"

Dzisiaj o tenisie w szkołach podstawowych. Wywiad z nauczycielami panią Zofią Adamczewską i panem Piotrem Zielińskim. Ich placówka (Szkoła Podstawowa nr 35 w Poznaniu) od kilku miesięcy uczestniczy w programie upowszechniania tenisa BGŻ BNP Paribas i Polskiego Związku Tenisowego.

Redaktor Marchewka (RM): Wasza Szkoła jako jedna z 50 w Polsce bierze udział w akcji „Dzieciaki do Rakiet”. Co zadecydowało o tym, że zgłosiliście chęć udziału w programie?

Zofia Adamczewska (ZA): Nasza szkoła ogólnie bardzo „lubi” sport i sportowe przedsięwzięcia. Poza sekcją koszykówki i treningami piłki nożnej od 10 lat odbywają się u nas zawody na ergometrze wioślarskim dla klas IV-VII, a od 3 lat dla klas I-III na szczeblu szkolnym i międzyszkolnym. Również ciekawość i chęć podjęcia się nowego wyzwania i spróbowania swoich sił w tenisie skłoniła nas do wzięcia udziału w akcji “Dzieciaki do rakiet”.

RM: Podczas szkolenia w ramach akcji „Dzieciaki do Rakiet” nauczyciele zwracali uwagę na aspekty techniczne utrudniające prowadzenie tenisowych „wuefów”. Wy doskonale radzicie sobie z wszystkimi przeciwnościami. Czy mając już kilka miesięcy doświadczenia potraficie jednoznacznie stwierdzić, że tenis może zagościć w polskich szkołach?

Piotr Zieliński (PZ): Uważamy, że jak najbardziej tak!!! Wystarczy chcieć! Nie zawsze jest łatwo prowadzić zajęcia z 25-osobową grupą na małej sali, bo akurat tak wypada w planie, ale wszystko jest do dogadania i dogrania. Dyrekcja naszej szkoły, podobnie jak my, jest zachwycona akcją upowszechniania tenisa i dla jej realizacji w miarę możliwości dopasowuje plan i sale, by stworzyć optymalne warunki do pracy z dziećmi.

RM: Ile klas, uczniów i nauczycieli jest zaangażowanych w tenisowe wuefy w Waszej Szkole?

ZA: Na dzień dzisiejszy w naszej klasie trenuje aż trzynaście klas. Są to dwie klasy I, dwie klasy III, cztery klasy IV, dwie klasy V, dwie klasy VI i jedna VII. Zajęcia tenisowe prowadzi 4 nauczycieli.

RM: Co podczas zajęć najbardziej podoba się dzieciom? Jakie ćwiczenia, gry i zabawy sprawiają im najwięcej radości?

PZ: Szczerze, możemy odpowiedzieć, że każde z proponowanych ćwiczeń sprawiają dzieciom radość. Dla dzieci tenis jest nowością, czymś zupełnie innym niż gra w piłkę nożną, koszykówkę, czy dwa ognie. Nasi uczniowie są zachwyceni tą dyscypliną sportową. Widzimy, że sprawia im to tyle radości co nam, prowadzącym. Oczywiście dzieci są niecierpliwe i chciałyby już grać rakietami na dużych kortach. Staramy się tak układać zajęcia, by były atrakcyjne i przybliżały je do tego celu.

RM: Jakie widzicie plusy uczestnictwa w akcji dla Waszej Szkoły?

ZA: Udało się złamać stereotyp, że tenis jest tylko dla wybranych. Dzięki tenisowym wf-om stwarzamy dzieciom szansę spróbować tej dyscypliny sportu. Mogą przekonać się, czy jest to ich dziedzina. To odskocznia od najbardziej popularnych zajęć: piłki nożnej czy koszykówki. Dla naszej szkoły to też wydaje nam się swoista reklama, że prowadzimy takie zajęcia.

RM: Wiem, że również kadra bardzo zainteresowała się tenisem. Czy to znaczy, że wkrótce będziemy mogli Was spotkań na turniejach amatorskich?

PZ: Oczywiście bardzo chętnie, ale widzimy, że sami potrzebujemy jeszcze wielu treningów, by spróbować swoich sił w turniejach:) Pragniemy doszkalać się także w różnego rodzaju szkoleniach i kursach instruktorskich.

RM: Trzymam kciuki za dalsze sukcesy pedagogiczne. Powodzenia na zawodach międzyszkolnych!

Zdjęcia: SP nr 35 w Poznaniu

Żywienie młodego tenisisty

O różnych aspektach zdrowego jedzenia z byłą tenisistką, a obecnie trenerką i dietetykiem – Anią Pałaszkiewicz.

Redaktor Marchewka (RM): Od kilku lat jesteś związana z Akademią Tenisa Prince. Pretekstem do naszego spotkania jest Wasz najnowszy projekt. Wiąże się on ze wzmocnieniem teamu trenerskiego o Twoje kompetencje – dietetyka. Czy mogłabyś powiedzieć coś więcej na ten temat?

Ania Pałaszkiewicz (AP): Serdecznie dziękuję za zaproszenie do rozmowy. Od dłuższego czasu prowadzę facebook’owy fanpejdż „DiT – dieta i tenis” oraz jestem trenerką w Akademii Tenisa Prince. Teraz wspólnymi siłami, dzięki zaufaniu, którym obdarzył mnie założyciel Akademii Michał Stiewing wystartujemy z nowym wyjątkowym projektem. To niesamowite, że łącząc siły pod jednym szyldem „Akademii Zdrowia Prince” będziemy mogli całościowo wspierać naszych tenisistów i ich rodziców.

RM: Korzystając z okazji porozmawiajmy o żywieniu. Jakie są z Twojego doświadczenia najczęściej popełniane błędy żywieniowe dzieci?

AP: Najczęściej popełniane błędy, które widać gołym okiem w szkołach, przedszkolach i podczas półkolonii to niespożywanie śniadań. Żyjemy w ciągłym pośpiechu, nie ma się co dziwić, że często dajemy dzieciom się wyspać zamiast sadzać w jadalni nad miską z mlekiem. Ważne jest, aby słuchać naszych pociech i dawać im wybór, nie wszyscy mają apetyt z rana, ale nie oznacza to sytuacji bez wyjścia. Najprostsze rozwiązanie to wcześniej wstać, aby się rozbudzić, wypić coś ciepłego i zjeść posiłek, który sprawi nam przyjemność. Jedni wybiorą suchy chlebek i owoc, inni przychylnym okiem spojrzą na jajecznicę czy omlet. Bardzo ważna jest cała otoczka porannej sytuacji, pozytywne nastawienie rodzica, estetyczne nastawienie oraz spokój. Nikogo nie przekonamy do zjedzenia śniadania dając mu na to 3 minuty zaraz po wstaniu z łóżka
Drugą istotną kwestią jest to co piją mali sportowcy. Bardzo często są to słodzone napoje, także gazowane albo te udające herbatę. Nasze dzieci naprawdę nie potrzebują tyle cukrów prostych w swojej diecie. Problem jest też wtedy, kiedy dzieci nie odczuwają potrzeby picia i nie przynoszą butelki z wodą na zajęcia. Zazwyczaj są to dzieci z nadwagą.
Trzecim, poważniejszym złym nawykiem jest spożywanie zbyt dużej ilości żywności przetworzonej, tzn. paluszków, ciasteczek, chipsów, wafelków, batoników, lizaków. Panuje ogólna opinia, że skoro trenują i dużo się ruszają to mogą, zwłaszcza tyczy się to osób o szczupłym wyglądzie. Nie bierzemy pod uwagę, że te produkty zawierające duże ilości soli, cukru i tłuszczu uzależniają. Dzieci spożywając je mimo, że nie przybierają na wadze utrwalają złe nawyki żywieniowe. Wejdą w dorosłość z balastem, którego później trudno się pozbyć. Zwłaszcza, gdy wyjdą ze szkoły, w której mają obowiązkowo WF cztery razy w tygodniu i pójdą do pracy „za biurkiem”. Nasze dorosłe dzieci więcej czasu zaczną spędzać w pozycji siedzącej i wtedy te nawyki zaczną procentować nadmierną masą ciała. Dlatego tak ważne jest, aby od najmłodszych lat nabywały prawidłowych postaw.

RM: Większość „diet” wiążą się z radykalnymi zmianami, które są na tyle skomplikowane i trudne do wdrożenia, że często bardzo szybko się z nich rezygnuje. Wy stawiacie na edukację krok po kroku.

AP: Zgadza się, nasze działania będą oparte na regularności i stopniowym wprowadzaniu zmian. Niczego nie nakazujemy, tak jak wcześniej wspomniałam postaramy się na różnych płaszczyznach docierać z przesłaniem #healthylifestyle do naszych klientów. Wspieranie i pokazywanie zdrowszych opcji, a następnie wspólne osiąganie celu jakim jest utrzymanie dobrej formy, zarówno przez dzieci jak ich rodziców, ciocie, babcie itd. Nie zapominamy jak ważna jest aktywność fizyczna, a żeby być aktywnym trzeba dobrze jeść.

RM: Coraz więcej firm produkujących żywność próbuję za wszelką cenę przekonać konsumentów, że oferuje „zdrowe produkty”. W sklepach natrafiamy na zdrowe ciastka, napoje gazowane, a nawet pączki. Jak w takim chaosie odnajdują się rodzice Waszych podopiecznych?

AP: Z jednej strony jest chaos, w którym trudno jest się odnaleźć, z drugiej strony mamy tez o wiele większy wybór niż mieli nasi rodzice, tylko pozostaje nam nauczyć się mądrze z tego korzystać. Mimo wszystko często się gubimy. Tę kwestię również przybliżymy w Akademii Zdrowia Prince. Należy jednak trzymać się zasady, że zdrowe słodycze to świeże owoce i warzywa, orzechy, suszone owoce i gorzka czekolada. Wszystko spożywane w umiarkowanych
ilościach da naszym dzieciom same korzyści, a nawet może sprawić, że zapomną o przetworzonych łakociach. Nie dajmy się nabrać na zdrowe batony owsiane zlepione masą z cukru czy syropów. Fakt, że ciasto zamiast cukru zawiera daktyle nie znaczy, że mamy zjeść jego całą blachę. Pączek to pączek, nie może być zdrowy, a bogate w witaminy są owoce, a nie lizaki. Powinniśmy pamiętać, że są to produkty cukiernicze, których spożycie należy ograniczać. Jednocześnie nie popadajmy w skrajności i świętujmy tłusty czwartek tłustym pączkiem (albo lepiej pieczonym )

RM: Obserwuje się rosnące zainteresowanie wegeterianizmem i weganizmem. Czy spotkałaś się w swoje pracy z dziećmi, które nie jedzą produktów zwierzęcych?

AP: Tak, zazwyczaj są to całe rodziny wegetariańskie lub wegańskie, które świadomie rezygnują ze spożywania produktów odzwierzęcych. Ważne jest żeby bilansować posiłki, dostarczać makroelementy z różnych źródeł. Często wśród młodych ludzi panuje moda, podobnie jak z dietą bezglutenową czy bez laktozy. Po jakimś czasie wraca się do tradycyjnego modelu żywienia, bo zbyt uporczywe staje się przygotowywanie posiłków lub brakuje pomysłów na nie. W sytuacji gdy pojawiają się dzieci, czyli w przypadku rodzin na diecie roślinnej stosowanie urozmaiconych jadłospisów i wiedza na temat takiej diety jest często większa niż niejednego dietetyka!

RM: Raz na jakiś czas zmieniają się zalecenia związane z odżywaniem. Jak wygląda obecna piramida żywieniowa.
Jakie ostatnio wprowadzono zmiany?

AP: W 2016 r. eksperci Instytutu Żywności i Żywienia opracowali piramidę żywieniową dla dzieci i młodzieży, w której u podstawy znalazła się codzienna aktywność fizyczna. W opisie piramidy znajdziemy zalecenia, aby warzywa i owoce spożywać jak najczęściej i w jak największej ilości. Produkty zbożowe, które serwujemy na nasz stół powinny być pełnoziarniste. Zwraca się także uwagę, aby unikać soli, cukru i słodyczy. Zachęcam wszystkich żeby od tych punktów zaczęli wprowadzanie zdrowych nawyków żywieniowych w swoich domach, później już będzie tylko łatwo, smacznie i przyjemnie!

RM: Kiedy startuje Akademia Zdrowia Prince, do kogo jest skierowana i jak można wziąć udział w jej zajęciach?

AP: ”Akademia Zdrowia Prince” startuje już w kwietniu, jest skierowana głównie do dzieci uczęszczających na zajęcia tenisowe oraz ich rodziców. Oczywiście nie zamierzamy zamykać się we własnym gronie i zapraszamy również osoby spoza naszego klubu, zainteresowane tematyką żywienia i sportu. Akademia Zdrowia Prince skupia się na całościowym podejściu do tzw. zdrowego trybu życia. Zatem nie tylko żywienie, nie tylko tenis raz czy dwa w
tygodniu, ale wiele innych ciekawych propozycji dla całej rodziny. Rozpoczynamy blogiem na stronie www.tenispoznan.pl, na którym znajdą się ciekawostki dietetyczne oraz przepisy na smaczne dania i przekąski. Kolejnym krokiem będzie cykl spotkań skupiających się na szeroko pojętej tematyce żywienia i wszechstronnego rozwoju dziecka. Do września przedstawimy pełną ofertę, w której znajda się prawdziwe „smaczki”, już nie możemy się doczekać! Zachęcamy wszystkich do śledzenia naszych profili w mediach społecznościowych, gdzie będziemy informować o wszystkim na bieżąco.

Mini tenis w obozie dla uchodźców w Lesbos

Tym razem o zupełnie innym wymiarze sportu i lekcji tenisa. Rozmowa z Markiem Durskim, który pod koniec zeszłego roku spędził wraz z żoną i dziećmi kilka tygodni pomagając uchodźcom na greckiej wyspie Lesbos.

Redaktor Marchewka (RM): W mediach społecznościowych pojawia się coraz więcej zdjęć nowiutkich mini-siatek rozkładanych w pięknych halach. Dzieci grają starannie dobranymi rakietami podczas świetnie zorganizowanych turniejów. Trudno uwierzyć, że fotografie które przedstawiasz, były zrobione w Europie i to zaledwie kilka miesięcy temu.

Marek Durski (MD): Świat, który nas otacza, nigdy nie jest jednowymiarowy. Zawsze istnieją miejsca, które wyglądają atrakcyjnie, na które kierujemy nasz wzrok w pierwszej kolejności. Za nimi, z dala od naszych oczu, kryją się przestrzenie, które obarczone są jakimś błędem, które niekoniecznie chcemy oglądać. Kryzys uchodźczy to jeden z marginesów naszej rzeczywistości i obrazy z nim związane nie są tym, co wypełnia naszą codzienność.   

RM: Na czym polega Twoja misja i skąd pomysł, żeby wziąć ze sobą siatki i rakiety do tenisa?

MD: Na Lesbos pojechałem razem ze swoją rodziną, pomagać ludziom tak, jak potrafię, czyli przez sport. Droga morska z Turcji na wyspę jest uważana za bezpieczną i decyduje się na nią wiele rodzin z dziećmi, z takich krajów jak Syria, Irak i Afganistan. W obozach przebywa w związku z tym wiele dzieci, które mają bardzo dużo wolnego czasu, a jednocześnie muszą się borykać z traumą różnych dramatycznych przeżyć. Ruch i sportowe aktywności mogą być w takich okolicznościach dobrą odskocznią od trosk dnia codziennego. To mechanizm, który wszędzie na świecie i w każdej sytuacji działa tak samo, zarówno wśród dorosłych jak i dzieci. Aktywność ruchowa, zabawa, czasami odrobina rywalizacji sportowej zawsze wywołują uśmiech i radość. Nawet jeżeli jest to chwilowy stan, to tym dzieciom na pewno pomaga… W praktyce skoncentrowaliśmy się na prowadzeniu prostych zajęć tenisowych i piłkarskich na terenie organizacji One Happy Family. Dodatkowo moja żona Marta zaczęła prowadzić zajęcia fitness dla dorosłych, a pod wpływem istniejących potrzeb zbudowaliśmy prawdziwe boisko do siatkówki plażowej. 

RM: Jaka była reakcja dzieci na tenis? Dla większości był to zapewne pierwszy kontakt z tą dyscypliną?

MD: Przygotowując się do realizacji zajęć z dziećmi na wyspie, byłem przekonany, że będziemy musieli wspiąć się na wyżyny sztuki trenerskiej, żeby je zainteresować tenisem. Liczyłem też, że zainteresujemy nim głównie dziewczynki, na czym mi zależało. Rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Nie wziąłem pod uwagę pochodzenia tych dzieci. Nie miałem doświadczenia. Dla większości z nich kontakt z tenisem był pierwszą okazją do dotknięcia rakiety tenisowej, chwycenia małej, kolorowej piłki. Ich wymagania względem trenera i zajęć okazały się bardzo podstawowe. W gruncie rzeczy cieszyły się na sam widok tego, co rozkładaliśmy. Zainteresowanie zajęciami było bardzo duże.

RM: Wspominałeś, że znalazłeś osobę, która kontynuuje podjęte przez Ciebie działania.

MD: Ideą organizacji One Happy Family, z którą współpracowałem na Lesbos, jest pełna współpraca i zaangażowanie w możliwie wiele zajęć samych uchodźców i uchodźczyń. Jadąc tam, od samego początku jednym z moich celów było wytypowanie osób, które mogłyby wykorzystywać przesłany przeze mnie sprzęt i kontynuować zajęcia z dziećmi.   

Kandydaci znaleźli się bardzo szybko i po naszym wyjeździe zajęcia były kontynuowane przez młodego Erytrejczyka oraz Syryjczyka. W tej chwili siatki do mini tenisa rozkłada już tylko ten pierwszy, przysyłając nam od czasu do czasu zdjęcia i filmy. Młody Syryjczyk został przeniesiony w okolice Aten, gdzie oczekuje na dalszy ciąg procesu azylowego.

RM: Czy jako środowisko tenisowe/ sportowe możemy według Ciebie zrobić coś żeby pomóc?

MD: Nikos Katsouris, który poświęcił, wraz ze swoją małżonką, całe swoje życie pomocy uchodźcom na wyspie Lesbos, mówi: „If you can help, just do it”. Sport ma wiele do zaoferowania. Poprzez sport możemy poprawiać los ludzi będących w ciężkich sytuacjach życiowych, organizując im czas wolny. Realizując imprezy sportowe można szerzyć pewne idee i zbierać środki finansowe. Wydarzenia sportowe przykuwają uwagę, gromadzą ludzi, a to jest zawsze dobra okazja do przekazania jakiegoś konkretnego komunikatu. Na pewno wiele, dla szerzenia świadomości o kryzysie uchodźczym, mogłyby zrobić tzw. gwiazdy sportu czy tenisa. Często są to osoby koncentrujące na sobie uwagę ogromnej liczby osób. Jedno zdjęcie, kilka słów umieszczonych przez nich w mediach społecznościowych mogłoby sporo zmienić.   

RM: Czy masz jakieś dalsze plany związane z pomocą ofiarom kryzysu uchodźczego ?

MD: Na ten moment będę na pewno dalej „związany” z wyspą Lesbos, na którą przybywa bardzo dużo rodzin z dziećmi. Już wkrótce w Poznaniu organizujemy happening biegowy „Kilometry dla Morii – bieg solidarności z uchodźcami i uchodźczyniami”, którego głównym celem będzie szerzenie świadomości o miejscu, które w swojej postaci nie powinno istnieć w Unii Europejskiej oraz okazjonalna zbiórka pieniędzy. Razem z małym NGOsem, Sport for Refugees, mamy w planie zbudowanie małego, tymczasowego pomieszczenia na terenie organizacji One Happy Family, tak aby zajęcia sportowe dla uchodźców i uchodźczyń mogły się odbywać także przy złej pogodzie. Dodatkowo, od początku lipca, razem z poznańskim Stowarzyszeniem Lepszy Świat planujemy otworzyć stałą misje sportową na wyspie, wysyłając tam na jednomiesięczne misje młodych Polaków. To plany na najbliższe miesiące. Zobaczymy co przyniesie bardziej odległa przyszłość. 

Podcast - Co się czyta?

Na początku lipca zostałem zaproszony do wzięcia udziału w podcast-ie “Co się czyta?”
Zapraszam do wysłuchania rozmowy z Krystianem Zych.

 

#10. Książkowy świat tenisa

To nie była zwykła wigilia

Rozpoczęła się po północy w zamkniętym na cztery spusty klubie tenisowym, liczącym siedem kortów i ponad dwustu członków. Na uroczystości zabrakło prezesa Wkrętasa, wiceprezesa Bananowskiego, kortowych, trenerów, pracowników recepcji i wszystkich graczy. Ta wigilia odbyła się bez udziału ludzi.

– Już czas! — zakomenderował piskliwy głosik.

– Hop! — odezwał się inny i nagle w pomieszczeniu zapanowała jasność.

Magazynek trenerski liczył nie więcej niż dziesięć metrów kwadratowych. Był długi i wąski. Zastawiony regałami, uginającymi się od przyborów trenerskich: koszy, pachołków, obciążników, skakanek, obręczy hula hop. Zbyt ciasny i obskurny na przyjęcie wigilijne… nawet dla piłek tenisowych.

15578708_1787353634853307_7584097255737399801_n– Wychodzimy! — padło polecenie przywódcy.

Tysiąc piłek wytoczyło się przez uchylone drzwi i pognało w kierunku kortu centralnego, przypominającego tej nocy pusty plac otoczony trybunami. Po siatce nie było ani śladu. Schowano ją w październiku i planowano ponownie zawiesić dopiero pod koniec kwietnia. Linie przykryła kilkucentymetrowa warstwa białego puchu.

– Śnieg! Ale fajnie! — ucieszyły się najmłodsze piłki. Wyskakiwały wysoko w górę i nurkowały w białej pierzynce.

– Pobawicie się po wigili — przerwała im piłka Prababcia. Była najstarsza ze wszystkich. Miała ze czterdzieści lat, szare wytarte futerko i grube czerwone okulary. Była nieformalnym piłkowym przywódcą w największym w mieście klubie Wielka Piłka. — Obiecuję wam. Pójdziemy na ślizgawkę, pokulamy się z górki…

– A będzie bitwa na śnieżki?

– Jasne, że będzie!

– A ulepimy człowieka?

– Oczywiście — uśmiechnęła się Prababcia. — A teraz zajmijcie proszę swoje miejsca i posłuchajcie uważnie.

Piłki, jak co roku, uformowały wielki okrąg.

— Moje kochane! — rozpoczęłą przemowę Prababcia. — To był wspaniały rok! Grałyśmy w tylu świetnych turniejach, trenowałyśmy z dorosłymi i dziećmi. Dołączyło do nas kilkadziesiąt nowych, gąbczastych piłek i całe wiadro pomarańczowych. Spora grupa pojechała z misją do szkół i domów dziecka. Życzę wam wszystkim, aby kolejny rok był równie udany. Wesołych Piłkowych Świąt!

– Hoł, hoł, hoł! — w tym momencie rozległ się dziwny głos. Na korcie pojawił się kot Mruczek, z przywiązanym do ogona wielkim workiem. Na grzbiecie kota siedziały trzy czerwone piłki. Wszystkie ubrane w malutkie czerwone czapeczki z pomponami. Jedna z nich miała nawet długą siwą brodę.

– Hoł, hoł, hoł! Mam nadzieję, że byłyście grzeczne!? — zawołał piłkowy Święty Mikołaj.

CDN…

Tenisowa afera...

Na dźwięk otwieranych drzwi redaktor Marchewka poderwał się z krzesła. Jedyną osobą, która wchodziła do jego gabinetu bez pukania był właściciel wydawnictwa „Sportowe co nieco“ – pan Szprycha. Jego odwiedziny zwiastowały zazwyczaj poważne tarapaty.

– Marchewka! Jeżeli za trzy godziny w mojej skrzynce pocztowej nie znajdę ciekawego artykułu na temat sportu dla dzieci – będę zmuszony cię zwolnić! – oznajmił Szprycha głosem nie znoszącym sprzeciwu. – Radzę żebyś zabrał się natychmiast do roboty!

– Ale szefie, naprawdę nie wiem o czym mam pisać – bronił się Marchewka – mam straszną pustkę w głowie i …..

Zanim dokończył zdanie rozległ się huk zamykanych drzwi, a po nim odgłos kroków Szprychy zmierzającego w kierunku windy.

– Dzięki za wysłuchanie szefie! – westchnął Marchewka sam do siebie,

Okrążył biurko i zrezygnowany oparł się łokciami o parapet. Za oknem krzątały się malutkie, niewiele większe od mrówek, ludzkie postacie. Dzierżąc w jednej ręce malutki telefon komórkowy, a w drugiej równie malutką teczkę wchodziły i wychodziły z budynku redakcji. Wsiadały do malutkich, kolorowych samochodzików i malutką ulicą odjeżdżały w kierunku malutkiego ronda.

– Z ósmego piętra wszystko wydaje się takie małe i takie proste – pomyślał redaktor.

– Niewielkie problemy miniaturowych ludzików. A mój problem jest przeeeeoooogrrrromny! – krzyknął uderzając pięścią w blat biurka.

Rozejrzał się po swoim gabinecie. Wszystko wskazywało na to, że robił to już po raz ostatni. Czarny fotel – spędził w nim długie godziny. Dębowe biurko, na którym pisywał felietony i artykuły. Półki wypełnione zakurzonymi nagrodami i wyróżnieniami.

„Dla najlepszego redaktora sportowego“

„Za najciekawszy artykuł o skokach narciarskich“

„Wywiad 10-lecia“

– Kiedyś pomysły same wskakiwały do mojej głowy! – pomyślał – A dziś? Dziś moje godziny w wydawnictwie są policzone! – umartwiał się nad sobą wyrywając ostatnie kłębki siwych włosów. – Kto by pomyślał, że po trzydziestu latach pracy nagle skończą mi się pomysły?

-A może taka kolej rzeczy? Może czas zająć się czymś innym? – próbował sam siebie pocieszyć. – Tylko czym?

Nie minęło kilka chwil, gdy drzwi gabinetu otworzyły się ponownie.

Marchewka nie czekając na wejście gościa wstał i rozpoczął ostatni monolog.

– Szefie, masz absolutną rację! Przemyślałem pewne sprawy! Będe musiał odejść. Na pewno znajdą się lepsi ode mnie. No wiesz, młodsi, którzy mają więcej pomysłów i energii do działania. Niby jestem Marchewka, a ostatnio czuję się jakbym był Kapustą. Rozumiesz, szefie? Kapusta – głowa pusta! Zero pomysłów, żadnej inwencji …

– Przepraszam, czy to gabinet redaktora Marchewki? – odezwał się piskliwy głos.

– Ależ tak! – redaktor natychmiast przerwał lament. – Zapraszam do środka!

– Bardzo dziękuję! – usłyszał w odpowiedzi. – Ale ja już jestem w środku.

– Proszę sobie ze mnie nie żartować, mam dzisiaj gorszy dzień. Najpewniej za chwilę zostanę wyrzucony z pracy. Mogę poświęcić panu albo pani – proszę mi wybaczyć, ale nie rozpoznaje po głosie – jedynie 10 minut.

– Fantastycznie! – zapiszczał głosik – Tyle mi wystarczy. …przynajmniej na pierwszy raz.

– Obawiam się, że jest to nasze pierwsze i zarazem ostatnie spotkanie. Jak mogę pomóc?

– Możemy pomóc sobie nawazjem. I to jest najfajniejsze! Czy pan redaktor nie będzie miał nic przeciwko temu jeśli usiądę na biurku? – zapytał głos. – Przyznam szczerze, że nie zwykłam siadać na krzesłach.

– O rety! Co za dzień!? – pomyślał redaktor – Dzisiaj już chyba nic mnie nie zaskoczy. – dodał po chwili – Proszę siadać gdzie dusza zapragnie. Polecam wygodne miejsce na lampie! – zażartował kierując się w stronę swojego fotela.

– Trzy, dwa, jeden…iiii ……hooop! – zapiszczał głosik. – Mam nadzieję, że teraz pan redaktor zrozumiał moje pytanie. Mówią na mnie Żółta!

Redaktora Marchewkę wcisnęło w fotel. Na biurku w jego gabinecie leżała… piłka tenisowa. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, w końcu pracował w redakcji sportowej, gdyby nie fakt, że piłka sama poruszała się po blacie. Co więcej… mówiła własnym głosem.

– O czym to ja wspominałam? – piskliwy głos przerwał niezręczną ciszę – A no tak! Proszę na mnie mówić Żółta. Albo po prostu piłka – jak redaktor woli. Na pewno się nie obrażę. Niestety nie zabrałem dzisiaj swoich wizytówek. Chyba pan rozumie, nie miałabym gdzie ich włożyć – zachichotała.

Szeroko otwarte usta, wytrzeszczone oczy i naprężone niczym antenki pojedyncze włosy redaktora Marchewki tylko na chwilę rozproszyły rozgadaną piłkę.

– Panie redaktorze, proszę nie stroić takich dziwnych min. Chyba, że chce mnie pan przestraszyć! – kontynuowała Żółta.

– Wywęszyłam aferę! – ciągnęła dalej sciszając nieco głos – Jeżeli pomoże mi pan rozwiązać pewną zagadkę, zdobędzie pan materiał na najlepszy artykuł jaki kiedykolwiek powstał w tej redakcji!

– Proszę uważnie posłuchać…. – dodała piskliwym szeptem.

DSC_0089

CDN…

Powyższy fragment tekstu to roboczy wstęp do nowej, właśnie powstającej książki tenisowej dla dzieci. Ukaże się ona najprawdopodobniej w pierwszym kwartale przyszłego roku.

A tymczasem, już za kilkanaście dni, będzie miała miejsce premiera audiobooka “Tenisowe przygody Radka i Kuby”.

Książkę dedykujemy dzieciom w wieku 6-10 lat, a jej zadaniem jest wprowadzenie czytelników do kolorowego świata “Tenis 10”.

W rolę lektorki wcieliła się fantastyczna bajarka o hipnotyzującym głosie – Ola Sulska (czyli BajOla).

Audiobooka można zamawiać już teraz (kontakt@michalfilipiak.pl/, tel. 516 166 691).

Cena detaliczna: 29 zł.

Dla klubów oraz organizatorów imprez przygotowaliśmy specjalne ceny.