To nie była zwykła wigilia

Rozpoczęła się po północy w zamkniętym na cztery spusty klubie tenisowym, liczącym siedem kortów i ponad dwustu członków. Na uroczystości zabrakło prezesa Wkrętasa, wiceprezesa Bananowskiego, kortowych, trenerów, pracowników recepcji i wszystkich graczy. Ta wigilia odbyła się bez udziału ludzi.

– Już czas! — zakomenderował piskliwy głosik.

– Hop! — odezwał się inny i nagle w pomieszczeniu zapanowała jasność.

Magazynek trenerski liczył nie więcej niż dziesięć metrów kwadratowych. Był długi i wąski. Zastawiony regałami, uginającymi się od przyborów trenerskich: koszy, pachołków, obciążników, skakanek, obręczy hula hop. Zbyt ciasny i obskurny na przyjęcie wigilijne… nawet dla piłek tenisowych.

15578708_1787353634853307_7584097255737399801_n– Wychodzimy! — padło polecenie przywódcy.

Tysiąc piłek wytoczyło się przez uchylone drzwi i pognało w kierunku kortu centralnego, przypominającego tej nocy pusty plac otoczony trybunami. Po siatce nie było ani śladu. Schowano ją w październiku i planowano ponownie zawiesić dopiero pod koniec kwietnia. Linie przykryła kilkucentymetrowa warstwa białego puchu.

– Śnieg! Ale fajnie! — ucieszyły się najmłodsze piłki. Wyskakiwały wysoko w górę i nurkowały w białej pierzynce.

– Pobawicie się po wigili — przerwała im piłka Prababcia. Była najstarsza ze wszystkich. Miała ze czterdzieści lat, szare wytarte futerko i grube czerwone okulary. Była nieformalnym piłkowym przywódcą w największym w mieście klubie Wielka Piłka. — Obiecuję wam. Pójdziemy na ślizgawkę, pokulamy się z górki…

– A będzie bitwa na śnieżki?

– Jasne, że będzie!

– A ulepimy człowieka?

– Oczywiście — uśmiechnęła się Prababcia. — A teraz zajmijcie proszę swoje miejsca i posłuchajcie uważnie.

Piłki, jak co roku, uformowały wielki okrąg.

— Moje kochane! — rozpoczęłą przemowę Prababcia. — To był wspaniały rok! Grałyśmy w tylu świetnych turniejach, trenowałyśmy z dorosłymi i dziećmi. Dołączyło do nas kilkadziesiąt nowych, gąbczastych piłek i całe wiadro pomarańczowych. Spora grupa pojechała z misją do szkół i domów dziecka. Życzę wam wszystkim, aby kolejny rok był równie udany. Wesołych Piłkowych Świąt!

– Hoł, hoł, hoł! — w tym momencie rozległ się dziwny głos. Na korcie pojawił się kot Mruczek, z przywiązanym do ogona wielkim workiem. Na grzbiecie kota siedziały trzy czerwone piłki. Wszystkie ubrane w malutkie czerwone czapeczki z pomponami. Jedna z nich miała nawet długą siwą brodę.

– Hoł, hoł, hoł! Mam nadzieję, że byłyście grzeczne!? — zawołał piłkowy Święty Mikołaj.

CDN…

Jak to jest z tym czytaniem?

– A co Wy lubicie czytać najbardziej? — takie pytanie zadaję zawsze podczas spotkań autorskich z dziećmi. Starając się pracować nad własnym warsztatem postanowiłem za wszelką cenę dowiedzieć się jak najwięcej o ulubionych książkach 7—10 latków. Z pierwszego spotkania zapamiętałem kilka tytułów. Był wśród nich między innymi „Charlie i fabryka czekolady“ oraz „O chłopcu, który pływał z piraniami“.

 Pojechałem do księgarni, kupiłem, przeczytałem. Swoją drogą, wcale się nie dziwię, że dzieciaki uwielbiają Charliego. Będąc pod wrażeniem talentu Roalda Dahla następnego dnia nabyłem dwie inne książki jego autorstwa — Matyldę i Bardzo Fajnego Giganta:) Kolejne spotkanie autorskie, kolejne kilka tytułów, kolejna wizyta w księgarni. W ten sposób moja biblioteczka w ciągu zaledwie paru miesięcy wzbogaciła się o kilkadziesiąt pozycji. Co mnie bardzo cieszy, wciąż dzieki spotkaniom z dziećmi, odkrywam nowe, arcyciekawe tytuły. Co mnie cieszy jeszcze bardziej, dzieciaki polecają je ze szczerą radością. Z uśmiechem opowiadają o bohaterach, streszczają swoje ulubione fragmenty. Bardzo żywiołowo reagują na opowiadane przeze mnie historie. Czy to znak, że pomimo e-epoki dzieciaki wciąż uwielbiają książki?

15203135_1774210529500951_3210073458948701791_n

Kilka dni temu mój entuzjazm został nieco ostudzony, a ja zacząłem się nad czymś zastanawiać. Prowodyrem rozmyślań był artykuł powołujący się na raport czytelnictwa w Polsce. Podobno w 2015 roku 63% osób nie przeczytało żadnej książki. Dwie trzecie Polaków nie przeczytało żadnej książki w ciągu roku!! Jeśli w statystykach uwzględnione są te wszyskie wesołe siedmiolatki, które sprawiają wrażenie dobrze zorientowanych w dziecięcej literaturze, to statystyczny dorosły Polak wypada jeszcze gorzej. A jeśli do worka z przeczytanymi książkami wrzucimy obowiązkowe lektury i podręczniki (nie mam pojęcia czy one się wliczają — dajcie znać jeśli wiecie) to mamy do czynienia z niezłą literacką kaszanką:)

13407120_1708292142759457_328945015124879065_n

Nie jestem jeszcze ojcem, więc muszę polegać na doświadczeniu innych. Dajcie znać jak wygląda sprawa z czytaniem książek przez Wasze dzieci. Czy sięgają po nie same? Być może moje subiektywne spostrzeżenia są błędne. Może dzieci w epoce urządzeń elektronicznych nie lubią już książek. A jeśli lubią (w co nie przestaję wierzyć) to jakie są ich ulubione tytuły? Od jakich książek zaczynają? Co czytają w wieku 7—10 lat? Będę bardzo wdzięczny za wszystkie komentarze.

ROZDZIAŁ ZEROWY
(w którym poznacie pewną tajemnicę)

Zanim rozpoczniemy pierwszy rozdział książki, w którym akcja nabierze rozpędu, czuję w obowiązku wyjawienie Wam, kochane Dzieciaki, pewnej tajemnicy. Ale nim to zrobię, chciałbym Was o coś poprosić. Gdy już poznacie jeden z najbardziej skrywanych sekretów świata sportu, zachowajcie go wyłącznie dla siebie.

Gdybyście chcieli, możecie o nim wspomnieć kolegom i koleżankom, ale w żadnym wypadku nie powinni dowiedzieć się o nim dorośli. Wiecie jak to z nimi jest?! Nie wszystko są w stanie zrozumieć. Ciągle gdzieś pędzą, zajęci swoimi ważnymi sprawami. Mogliby coś poprzekręcać, albo, co gorsze, uznać mnie za wariata. No to jak? Umowa stoi? Świetnie! W takim razie posłuchajcie uważnie!

Być może wiecie o tym, że piłki tenisowe wytwarzane są zgumy i specjalnego filcu — czyli takiego milutkiego futerka. Zanim opuszczą fabrykę odciska się na nich ciemny znaczek z nazwą — piłkowy tatuaż — i zamyka pod ciśnieniem w podłużnych puszkach. Piłki rozwożone są samochodami dostawczymi do hurtowni i sklepów sportowych. Stamtąd najczęściej trafają do klubów tenisowych i akademii. Po opuszczeniu ciasnych puszek pomagają trenerom w prowadzeniu zajęć, służą zawodnikom do rozgrywania meczów i oczywiście dzieciom do gier i zabaw! Zastanawiacie się pewnie gdzie ta tajemnica. Już Wam mówię! Jakiś czas temu, przekonałem się o tym, że… piłki tenisowe żyją. Nie, nie przesłyszałyście się. PIŁKI TENISOWE ŻYJĄ! Mają swoje piłkowe rozumki i serduszka. Uczucia i pragnienia. Potrafią same kulać się, wyskakiwać wysoko w górę, kręcąc przy tym zwariowane piruety.

żółta

Reszty dowiecie się czytając dalszą część naszej książki. Zdradzę Wam tylko, że piłki mają swoje zasady, spisane jako „Kodeks wzorowej piłki tenisowej“. Chyba można powiedzieć, że to taka piłkowa konstytucja. Oto i ona:

I. Podczas gry nie zmieniaj swojego lotu! Niech wygra lepszy. (Nie dotyczy zabaw z maluchami).
II. Dbaj o futerko i napis. Troska o higienę zapewni ci dłuższą żywotność.
III. Baw się i graj jak najczęściej. Z dziećmi, młodzieżą i dorosłymi. Od poniedziałku do piątku, a także w soboty, niedziele i święta.

IV. Nie ujawniaj swoich umiejętności ludziom, psom, kotom ani świnkom morskim. V. Pomagaj innym piłkom. Sama też możesz kiedyś znaleźć się w potrzebie.
VI. Bądź miła dla innych i często się uśmiechaj.
VII. Kieruj się tym, co podpowiada ci piłkowe serduszko.

Teraz, gdy dowiedziałyście się co nieco na temat piłek, zapraszam Was do lektury. Aaa! Pamiętajcie proszę koniecznie o dotrzymaniu obietnicy! Ani słowa dorosłym!