Premiera książki "Fredzio Jakotaki i świat tenisowych wartości Mariusza Fyrstenberga"

Odwiedźcie turniej Sopot Open 1 sierpnia podczas KIDS DAY!

Serdecznie zapraszamy wszystkie dzieci w wieku 5-12 lat wraz z rodzicami, trenerami i opiekunami na wyjątkowe tenisowe wydarzenie:
PREMIERĘ KSIĄŻKI DLA DZIECI POD TYTUŁEM “FREDZIO JAKOTAKI I ŚWIAT TENISOWYCH WARTOŚCI MARIUSZA FYRSTENBERGA”.

Spotkania odbędą się na kortach Klubu Tenisowego Arka Gdynia w ramach KIDS DAY podczas zawodowego turnieju SOPOT OPEN w środę (01.08.2018) o godz: 12:00 oraz o 18:00.

Dla uczestników zaplanowano:
– spotkanie z wybitnym polskim tenisistą i dyrektorem turnieju Sopot Open – Mariuszem Fyrstenbergiem,
– spotkanie z autorem Michałem Filipiakiem,
– możliwość zakupu książki z autografem Mariusza Fyrstenberga,
– animacje tenisowe z bohaterami książek dla dzieci o przygodach redaktora Marchewki,
– oglądanie meczów profesjonalistów.

Zapraszamy!!!

Redaktor Marchewka i Pekao Szczecin Open

Mam dobrą wiadomość dla wszystkich fanów pierwszej części przygód Redaktora Marchewki.

Rozpoczynam pracę nad kolejnym, bardzo ciekawym projektem.

Co to za projekt? Obejrzyjcie film.

zółta w podróżybiała

Tenisowa afera...

Na dźwięk otwieranych drzwi redaktor Marchewka poderwał się z krzesła. Jedyną osobą, która wchodziła do jego gabinetu bez pukania był właściciel wydawnictwa „Sportowe co nieco“ – pan Szprycha. Jego odwiedziny zwiastowały zazwyczaj poważne tarapaty.

– Marchewka! Jeżeli za trzy godziny w mojej skrzynce pocztowej nie znajdę ciekawego artykułu na temat sportu dla dzieci – będę zmuszony cię zwolnić! – oznajmił Szprycha głosem nie znoszącym sprzeciwu. – Radzę żebyś zabrał się natychmiast do roboty!

– Ale szefie, naprawdę nie wiem o czym mam pisać – bronił się Marchewka – mam straszną pustkę w głowie i …..

Zanim dokończył zdanie rozległ się huk zamykanych drzwi, a po nim odgłos kroków Szprychy zmierzającego w kierunku windy.

– Dzięki za wysłuchanie szefie! – westchnął Marchewka sam do siebie,

Okrążył biurko i zrezygnowany oparł się łokciami o parapet. Za oknem krzątały się malutkie, niewiele większe od mrówek, ludzkie postacie. Dzierżąc w jednej ręce malutki telefon komórkowy, a w drugiej równie malutką teczkę wchodziły i wychodziły z budynku redakcji. Wsiadały do malutkich, kolorowych samochodzików i malutką ulicą odjeżdżały w kierunku malutkiego ronda.

– Z ósmego piętra wszystko wydaje się takie małe i takie proste – pomyślał redaktor.

– Niewielkie problemy miniaturowych ludzików. A mój problem jest przeeeeoooogrrrromny! – krzyknął uderzając pięścią w blat biurka.

Rozejrzał się po swoim gabinecie. Wszystko wskazywało na to, że robił to już po raz ostatni. Czarny fotel – spędził w nim długie godziny. Dębowe biurko, na którym pisywał felietony i artykuły. Półki wypełnione zakurzonymi nagrodami i wyróżnieniami.

„Dla najlepszego redaktora sportowego“

„Za najciekawszy artykuł o skokach narciarskich“

„Wywiad 10-lecia“

– Kiedyś pomysły same wskakiwały do mojej głowy! – pomyślał – A dziś? Dziś moje godziny w wydawnictwie są policzone! – umartwiał się nad sobą wyrywając ostatnie kłębki siwych włosów. – Kto by pomyślał, że po trzydziestu latach pracy nagle skończą mi się pomysły?

-A może taka kolej rzeczy? Może czas zająć się czymś innym? – próbował sam siebie pocieszyć. – Tylko czym?

Nie minęło kilka chwil, gdy drzwi gabinetu otworzyły się ponownie.

Marchewka nie czekając na wejście gościa wstał i rozpoczął ostatni monolog.

– Szefie, masz absolutną rację! Przemyślałem pewne sprawy! Będe musiał odejść. Na pewno znajdą się lepsi ode mnie. No wiesz, młodsi, którzy mają więcej pomysłów i energii do działania. Niby jestem Marchewka, a ostatnio czuję się jakbym był Kapustą. Rozumiesz, szefie? Kapusta – głowa pusta! Zero pomysłów, żadnej inwencji …

– Przepraszam, czy to gabinet redaktora Marchewki? – odezwał się piskliwy głos.

– Ależ tak! – redaktor natychmiast przerwał lament. – Zapraszam do środka!

– Bardzo dziękuję! – usłyszał w odpowiedzi. – Ale ja już jestem w środku.

– Proszę sobie ze mnie nie żartować, mam dzisiaj gorszy dzień. Najpewniej za chwilę zostanę wyrzucony z pracy. Mogę poświęcić panu albo pani – proszę mi wybaczyć, ale nie rozpoznaje po głosie – jedynie 10 minut.

– Fantastycznie! – zapiszczał głosik – Tyle mi wystarczy. …przynajmniej na pierwszy raz.

– Obawiam się, że jest to nasze pierwsze i zarazem ostatnie spotkanie. Jak mogę pomóc?

– Możemy pomóc sobie nawazjem. I to jest najfajniejsze! Czy pan redaktor nie będzie miał nic przeciwko temu jeśli usiądę na biurku? – zapytał głos. – Przyznam szczerze, że nie zwykłam siadać na krzesłach.

– O rety! Co za dzień!? – pomyślał redaktor – Dzisiaj już chyba nic mnie nie zaskoczy. – dodał po chwili – Proszę siadać gdzie dusza zapragnie. Polecam wygodne miejsce na lampie! – zażartował kierując się w stronę swojego fotela.

– Trzy, dwa, jeden…iiii ……hooop! – zapiszczał głosik. – Mam nadzieję, że teraz pan redaktor zrozumiał moje pytanie. Mówią na mnie Żółta!

Redaktora Marchewkę wcisnęło w fotel. Na biurku w jego gabinecie leżała… piłka tenisowa. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, w końcu pracował w redakcji sportowej, gdyby nie fakt, że piłka sama poruszała się po blacie. Co więcej… mówiła własnym głosem.

– O czym to ja wspominałam? – piskliwy głos przerwał niezręczną ciszę – A no tak! Proszę na mnie mówić Żółta. Albo po prostu piłka – jak redaktor woli. Na pewno się nie obrażę. Niestety nie zabrałem dzisiaj swoich wizytówek. Chyba pan rozumie, nie miałabym gdzie ich włożyć – zachichotała.

Szeroko otwarte usta, wytrzeszczone oczy i naprężone niczym antenki pojedyncze włosy redaktora Marchewki tylko na chwilę rozproszyły rozgadaną piłkę.

– Panie redaktorze, proszę nie stroić takich dziwnych min. Chyba, że chce mnie pan przestraszyć! – kontynuowała Żółta.

– Wywęszyłam aferę! – ciągnęła dalej sciszając nieco głos – Jeżeli pomoże mi pan rozwiązać pewną zagadkę, zdobędzie pan materiał na najlepszy artykuł jaki kiedykolwiek powstał w tej redakcji!

– Proszę uważnie posłuchać…. – dodała piskliwym szeptem.

DSC_0089

CDN…

Powyższy fragment tekstu to roboczy wstęp do nowej, właśnie powstającej książki tenisowej dla dzieci. Ukaże się ona najprawdopodobniej w pierwszym kwartale przyszłego roku.

A tymczasem, już za kilkanaście dni, będzie miała miejsce premiera audiobooka “Tenisowe przygody Radka i Kuby”.

Książkę dedykujemy dzieciom w wieku 6-10 lat, a jej zadaniem jest wprowadzenie czytelników do kolorowego świata “Tenis 10”.

W rolę lektorki wcieliła się fantastyczna bajarka o hipnotyzującym głosie – Ola Sulska (czyli BajOla).

Audiobooka można zamawiać już teraz (kontakt@michalfilipiak.pl/, tel. 516 166 691).

Cena detaliczna: 29 zł.

Dla klubów oraz organizatorów imprez przygotowaliśmy specjalne ceny.

 

Pokolorowany świat tenisa

Dawno, dawno temu, pod koniec lat osiemdziesiątych, usiłując operować 27-calową i niemal półkilową rakietą, rozpoczynałem swój (mam nadzieję, że dożywotni) romans z wiadomą dyscypliną sportu. Twarda piłka, metalowy „polonez“, wysoka ściana i, gdy teraz sobie pomyślę, niewątpliwie spora dawka determinacji.

50 forhendów, 50 bekhendów! – kryteria przyjęcia do klubu były bardzo jasno określone. Nie mając bladego pojęcia na temat uchwytów, zamachów, wymachów, ćwiczeń korygujących błędy, a pewnie nawet nieświadom faktu instnienia jakichkolwiek błędów, godzinami odbijałem łysiejącą piłkę. Z prawej strony jedną ręką, z lewej dwoma. To chyba jedyna wskazówka jaką dostałem od przejeżdżajacego kiedyś obok ściany trenera.

Kilkuset innych chłopców i dziewczynek z mojego rocznika, rozporoszonych po całym Poznaniu, bez pomocy youtube-a, dostępu do internetu, filmów na tennis channel, a nawet książek metodycznych, podobnie jak ja pracowało nad regularnością, obijając najrozmaitsze PRL-owskie kostrukcje. Nierzadko przerwa w treningu wymuszona była koniecznością wspinaczki po rynnie na dach budynku w poszukiwaniu zaginionej piłki. Dość często ćwiczenia kończyły się ucieczką przed dozorcą, a zdarzało się, że i awanturą w związku z koniecznością wstawienia nowej szyby.

Po szczęśliwym przyjęciu do klubu czekały na nas drewniane packi, które choć wyglądem przypominały deski do krojenia mięsa, z powodzeniem służyły nam za ówczesne „wilsony“ i „babolaty“.

Od momentu rozpoczęcia mojej przygody z tenisem upłynęło sporo wody w Warcie, o Wiśle nie wspominając i bardzo wiele się zmieniło.

Skurczyły się korty, zmiękły i nabrały kolorów piłki, zalały sklepy grafitowe rakiety o atrakcyjnych wzorach i o różnych długościach. Pojawił się internet, kamery w telefonach i inne urządzenia mobilne.

Według mnie, przełomowym i najważniejszym momentem „tenisowej transformacji“ było wprowadzenie przez Polski Związek Tenisowy programu „Tenis 10“. Ogromna praca wykonana przez zespół kilku osób z Magdą Rejniak-Romer na czele przyczyniła się do ujednolicenia zasad rywalizacji w kategoriach do lat 10, kładąc tym samym podwaliny pod metodykę naucznia. W całym kraju zaczęto organizować zunifikowane turnieje. Trenerzy przekonali się do niżej skaczących piłek, w klubach pojawiły się rzesze pięciolatków. Rodzice wypytywali o „kolorowy“ program nauczania.

Któregoś dnia, podczas kawiarnianej rozmowy z moim przyjacielem, trenerem tenisa Markiem Preislerem pojawił się pomysł dołożenia cegiełki do budowy kolorowego domu „Tenis 10“. Postanowiliśmy napisać książkę, która w przyjazny sposób zaprezentowałaby dzieciom świat tenisa, zachęciłaby je do postawienia pierwszych kroków na korcie. Chcieliśmy uniknąć dość popularnej formy podręcznika, czy poradnika, a w zamian zaoferować uczestnictwo w sportowej przygodzie widziane oczami dziecka. Po wielomiesięcznych konsultacjach, burzach mózgu i licznych korektach powstały „Tenisowe przygody Radka i Kuby“, czyli ilustrowana historia traktująca o perypetiach dwóch chłopców, którzy dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności trafili do klubu tenisowego.

Na kartach stustronicowej książki bohaterowie uczestniczą między innymi w poszukiwaniach zaginionej rakiety, biorą udział w obozie tenisowym, zaznają smak pierwszych zwycięstw i porażek. Poznają również podstawowe zasady „fair play“, a wszystko to w kolorowym, jakże odmiennym od tego z lat osiemdziesiątych, świecie „Tenis 10“.

Naszym celowym zabiegiem było nie identyfikowanie akcji opowieści z jakimś konkretnym klubem tenisowym, aby książka zachowała charakter obiektywny i uniwersalny, mogła być sprzedawana przez wszystkie ośrodki tenisowe w Polsce, stanowiła oryginalny prezent lub nagrodę na zakończenie półkolonii, obozów, kursów i turniejów tenisowych.

Książka ukazała się nakładem poznańskiego wydawnictwa „Śpiewające brzdące“. W związku ze sporym zainteresowaniem naszą pozycją zdecydowaliśmy się na przetłumaczenie historii na język angielski. W procesie translacji brał udział, między innymi, ceniony amerykański trener prof. Doug Eng.

W zeszłym roku powstała również wersja audiobooka opatrzona przedmową Magdy Linette oraz poznańskiego muzyka, miłośnika tenisa i doskonałego biegacza Jacka Mejera – „Mezo“.

Obecnie książka dostępna jest w wersji dwujęzycznej oraz wersji audiobooka. Zamówienia można składać na stronie internetowej: www.michalfilipiak.pl/

Kolorowego grania!:)