ROZDZIAŁ ZEROWY
(w którym poznacie pewną tajemnicę)

Zanim rozpoczniemy pierwszy rozdział książki, w którym akcja nabierze rozpędu, czuję w obowiązku wyjawienie Wam, kochane Dzieciaki, pewnej tajemnicy. Ale nim to zrobię, chciałbym Was o coś poprosić. Gdy już poznacie jeden z najbardziej skrywanych sekretów świata sportu, zachowajcie go wyłącznie dla siebie.

Gdybyście chcieli, możecie o nim wspomnieć kolegom i koleżankom, ale w żadnym wypadku nie powinni dowiedzieć się o nim dorośli. Wiecie jak to z nimi jest?! Nie wszystko są w stanie zrozumieć. Ciągle gdzieś pędzą, zajęci swoimi ważnymi sprawami. Mogliby coś poprzekręcać, albo, co gorsze, uznać mnie za wariata. No to jak? Umowa stoi? Świetnie! W takim razie posłuchajcie uważnie!

Być może wiecie o tym, że piłki tenisowe wytwarzane są zgumy i specjalnego filcu — czyli takiego milutkiego futerka. Zanim opuszczą fabrykę odciska się na nich ciemny znaczek z nazwą — piłkowy tatuaż — i zamyka pod ciśnieniem w podłużnych puszkach. Piłki rozwożone są samochodami dostawczymi do hurtowni i sklepów sportowych. Stamtąd najczęściej trafają do klubów tenisowych i akademii. Po opuszczeniu ciasnych puszek pomagają trenerom w prowadzeniu zajęć, służą zawodnikom do rozgrywania meczów i oczywiście dzieciom do gier i zabaw! Zastanawiacie się pewnie gdzie ta tajemnica. Już Wam mówię! Jakiś czas temu, przekonałem się o tym, że… piłki tenisowe żyją. Nie, nie przesłyszałyście się. PIŁKI TENISOWE ŻYJĄ! Mają swoje piłkowe rozumki i serduszka. Uczucia i pragnienia. Potrafią same kulać się, wyskakiwać wysoko w górę, kręcąc przy tym zwariowane piruety.

żółta

Reszty dowiecie się czytając dalszą część naszej książki. Zdradzę Wam tylko, że piłki mają swoje zasady, spisane jako „Kodeks wzorowej piłki tenisowej“. Chyba można powiedzieć, że to taka piłkowa konstytucja. Oto i ona:

I. Podczas gry nie zmieniaj swojego lotu! Niech wygra lepszy. (Nie dotyczy zabaw z maluchami).
II. Dbaj o futerko i napis. Troska o higienę zapewni ci dłuższą żywotność.
III. Baw się i graj jak najczęściej. Z dziećmi, młodzieżą i dorosłymi. Od poniedziałku do piątku, a także w soboty, niedziele i święta.

IV. Nie ujawniaj swoich umiejętności ludziom, psom, kotom ani świnkom morskim. V. Pomagaj innym piłkom. Sama też możesz kiedyś znaleźć się w potrzebie.
VI. Bądź miła dla innych i często się uśmiechaj.
VII. Kieruj się tym, co podpowiada ci piłkowe serduszko.

Teraz, gdy dowiedziałyście się co nieco na temat piłek, zapraszam Was do lektury. Aaa! Pamiętajcie proszę koniecznie o dotrzymaniu obietnicy! Ani słowa dorosłym!

Tenisowa afera...

Na dźwięk otwieranych drzwi redaktor Marchewka poderwał się z krzesła. Jedyną osobą, która wchodziła do jego gabinetu bez pukania był właściciel wydawnictwa „Sportowe co nieco“ – pan Szprycha. Jego odwiedziny zwiastowały zazwyczaj poważne tarapaty.

– Marchewka! Jeżeli za trzy godziny w mojej skrzynce pocztowej nie znajdę ciekawego artykułu na temat sportu dla dzieci – będę zmuszony cię zwolnić! – oznajmił Szprycha głosem nie znoszącym sprzeciwu. – Radzę żebyś zabrał się natychmiast do roboty!

– Ale szefie, naprawdę nie wiem o czym mam pisać – bronił się Marchewka – mam straszną pustkę w głowie i …..

Zanim dokończył zdanie rozległ się huk zamykanych drzwi, a po nim odgłos kroków Szprychy zmierzającego w kierunku windy.

– Dzięki za wysłuchanie szefie! – westchnął Marchewka sam do siebie,

Okrążył biurko i zrezygnowany oparł się łokciami o parapet. Za oknem krzątały się malutkie, niewiele większe od mrówek, ludzkie postacie. Dzierżąc w jednej ręce malutki telefon komórkowy, a w drugiej równie malutką teczkę wchodziły i wychodziły z budynku redakcji. Wsiadały do malutkich, kolorowych samochodzików i malutką ulicą odjeżdżały w kierunku malutkiego ronda.

– Z ósmego piętra wszystko wydaje się takie małe i takie proste – pomyślał redaktor.

– Niewielkie problemy miniaturowych ludzików. A mój problem jest przeeeeoooogrrrromny! – krzyknął uderzając pięścią w blat biurka.

Rozejrzał się po swoim gabinecie. Wszystko wskazywało na to, że robił to już po raz ostatni. Czarny fotel – spędził w nim długie godziny. Dębowe biurko, na którym pisywał felietony i artykuły. Półki wypełnione zakurzonymi nagrodami i wyróżnieniami.

„Dla najlepszego redaktora sportowego“

„Za najciekawszy artykuł o skokach narciarskich“

„Wywiad 10-lecia“

– Kiedyś pomysły same wskakiwały do mojej głowy! – pomyślał – A dziś? Dziś moje godziny w wydawnictwie są policzone! – umartwiał się nad sobą wyrywając ostatnie kłębki siwych włosów. – Kto by pomyślał, że po trzydziestu latach pracy nagle skończą mi się pomysły?

-A może taka kolej rzeczy? Może czas zająć się czymś innym? – próbował sam siebie pocieszyć. – Tylko czym?

Nie minęło kilka chwil, gdy drzwi gabinetu otworzyły się ponownie.

Marchewka nie czekając na wejście gościa wstał i rozpoczął ostatni monolog.

– Szefie, masz absolutną rację! Przemyślałem pewne sprawy! Będe musiał odejść. Na pewno znajdą się lepsi ode mnie. No wiesz, młodsi, którzy mają więcej pomysłów i energii do działania. Niby jestem Marchewka, a ostatnio czuję się jakbym był Kapustą. Rozumiesz, szefie? Kapusta – głowa pusta! Zero pomysłów, żadnej inwencji …

– Przepraszam, czy to gabinet redaktora Marchewki? – odezwał się piskliwy głos.

– Ależ tak! – redaktor natychmiast przerwał lament. – Zapraszam do środka!

– Bardzo dziękuję! – usłyszał w odpowiedzi. – Ale ja już jestem w środku.

– Proszę sobie ze mnie nie żartować, mam dzisiaj gorszy dzień. Najpewniej za chwilę zostanę wyrzucony z pracy. Mogę poświęcić panu albo pani – proszę mi wybaczyć, ale nie rozpoznaje po głosie – jedynie 10 minut.

– Fantastycznie! – zapiszczał głosik – Tyle mi wystarczy. …przynajmniej na pierwszy raz.

– Obawiam się, że jest to nasze pierwsze i zarazem ostatnie spotkanie. Jak mogę pomóc?

– Możemy pomóc sobie nawazjem. I to jest najfajniejsze! Czy pan redaktor nie będzie miał nic przeciwko temu jeśli usiądę na biurku? – zapytał głos. – Przyznam szczerze, że nie zwykłam siadać na krzesłach.

– O rety! Co za dzień!? – pomyślał redaktor – Dzisiaj już chyba nic mnie nie zaskoczy. – dodał po chwili – Proszę siadać gdzie dusza zapragnie. Polecam wygodne miejsce na lampie! – zażartował kierując się w stronę swojego fotela.

– Trzy, dwa, jeden…iiii ……hooop! – zapiszczał głosik. – Mam nadzieję, że teraz pan redaktor zrozumiał moje pytanie. Mówią na mnie Żółta!

Redaktora Marchewkę wcisnęło w fotel. Na biurku w jego gabinecie leżała… piłka tenisowa. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, w końcu pracował w redakcji sportowej, gdyby nie fakt, że piłka sama poruszała się po blacie. Co więcej… mówiła własnym głosem.

– O czym to ja wspominałam? – piskliwy głos przerwał niezręczną ciszę – A no tak! Proszę na mnie mówić Żółta. Albo po prostu piłka – jak redaktor woli. Na pewno się nie obrażę. Niestety nie zabrałem dzisiaj swoich wizytówek. Chyba pan rozumie, nie miałabym gdzie ich włożyć – zachichotała.

Szeroko otwarte usta, wytrzeszczone oczy i naprężone niczym antenki pojedyncze włosy redaktora Marchewki tylko na chwilę rozproszyły rozgadaną piłkę.

– Panie redaktorze, proszę nie stroić takich dziwnych min. Chyba, że chce mnie pan przestraszyć! – kontynuowała Żółta.

– Wywęszyłam aferę! – ciągnęła dalej sciszając nieco głos – Jeżeli pomoże mi pan rozwiązać pewną zagadkę, zdobędzie pan materiał na najlepszy artykuł jaki kiedykolwiek powstał w tej redakcji!

– Proszę uważnie posłuchać…. – dodała piskliwym szeptem.

DSC_0089

CDN…

Powyższy fragment tekstu to roboczy wstęp do nowej, właśnie powstającej książki tenisowej dla dzieci. Ukaże się ona najprawdopodobniej w pierwszym kwartale przyszłego roku.

A tymczasem, już za kilkanaście dni, będzie miała miejsce premiera audiobooka “Tenisowe przygody Radka i Kuby”.

Książkę dedykujemy dzieciom w wieku 6-10 lat, a jej zadaniem jest wprowadzenie czytelników do kolorowego świata “Tenis 10”.

W rolę lektorki wcieliła się fantastyczna bajarka o hipnotyzującym głosie – Ola Sulska (czyli BajOla).

Audiobooka można zamawiać już teraz (kontakt@michalfilipiak.pl/, tel. 516 166 691).

Cena detaliczna: 29 zł.

Dla klubów oraz organizatorów imprez przygotowaliśmy specjalne ceny.