Dołącz do naszego newslettera już teraz!
Nie przegap nowości w sklepie!



Mini tenis w obozie dla uchodźców w Lesbos

Tym razem o zupełnie innym wymiarze sportu i lekcji tenisa. Rozmowa z Markiem Durskim, który pod koniec zeszłego roku spędził wraz z żoną i dziećmi kilka tygodni pomagając uchodźcom na greckiej wyspie Lesbos.

Redaktor Marchewka (RM): W mediach społecznościowych pojawia się coraz więcej zdjęć nowiutkich mini-siatek rozkładanych w pięknych halach. Dzieci grają starannie dobranymi rakietami podczas świetnie zorganizowanych turniejów. Trudno uwierzyć, że fotografie które przedstawiasz, były zrobione w Europie i to zaledwie kilka miesięcy temu.

Marek Durski (MD): Świat, który nas otacza, nigdy nie jest jednowymiarowy. Zawsze istnieją miejsca, które wyglądają atrakcyjnie, na które kierujemy nasz wzrok w pierwszej kolejności. Za nimi, z dala od naszych oczu, kryją się przestrzenie, które obarczone są jakimś błędem, które niekoniecznie chcemy oglądać. Kryzys uchodźczy to jeden z marginesów naszej rzeczywistości i obrazy z nim związane nie są tym, co wypełnia naszą codzienność.   

RM: Na czym polega Twoja misja i skąd pomysł, żeby wziąć ze sobą siatki i rakiety do tenisa?

MD: Na Lesbos pojechałem razem ze swoją rodziną, pomagać ludziom tak, jak potrafię, czyli przez sport. Droga morska z Turcji na wyspę jest uważana za bezpieczną i decyduje się na nią wiele rodzin z dziećmi, z takich krajów jak Syria, Irak i Afganistan. W obozach przebywa w związku z tym wiele dzieci, które mają bardzo dużo wolnego czasu, a jednocześnie muszą się borykać z traumą różnych dramatycznych przeżyć. Ruch i sportowe aktywności mogą być w takich okolicznościach dobrą odskocznią od trosk dnia codziennego. To mechanizm, który wszędzie na świecie i w każdej sytuacji działa tak samo, zarówno wśród dorosłych jak i dzieci. Aktywność ruchowa, zabawa, czasami odrobina rywalizacji sportowej zawsze wywołują uśmiech i radość. Nawet jeżeli jest to chwilowy stan, to tym dzieciom na pewno pomaga… W praktyce skoncentrowaliśmy się na prowadzeniu prostych zajęć tenisowych i piłkarskich na terenie organizacji One Happy Family. Dodatkowo moja żona Marta zaczęła prowadzić zajęcia fitness dla dorosłych, a pod wpływem istniejących potrzeb zbudowaliśmy prawdziwe boisko do siatkówki plażowej. 

RM: Jaka była reakcja dzieci na tenis? Dla większości był to zapewne pierwszy kontakt z tą dyscypliną?

MD: Przygotowując się do realizacji zajęć z dziećmi na wyspie, byłem przekonany, że będziemy musieli wspiąć się na wyżyny sztuki trenerskiej, żeby je zainteresować tenisem. Liczyłem też, że zainteresujemy nim głównie dziewczynki, na czym mi zależało. Rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Nie wziąłem pod uwagę pochodzenia tych dzieci. Nie miałem doświadczenia. Dla większości z nich kontakt z tenisem był pierwszą okazją do dotknięcia rakiety tenisowej, chwycenia małej, kolorowej piłki. Ich wymagania względem trenera i zajęć okazały się bardzo podstawowe. W gruncie rzeczy cieszyły się na sam widok tego, co rozkładaliśmy. Zainteresowanie zajęciami było bardzo duże.

RM: Wspominałeś, że znalazłeś osobę, która kontynuuje podjęte przez Ciebie działania.

MD: Ideą organizacji One Happy Family, z którą współpracowałem na Lesbos, jest pełna współpraca i zaangażowanie w możliwie wiele zajęć samych uchodźców i uchodźczyń. Jadąc tam, od samego początku jednym z moich celów było wytypowanie osób, które mogłyby wykorzystywać przesłany przeze mnie sprzęt i kontynuować zajęcia z dziećmi.   

Kandydaci znaleźli się bardzo szybko i po naszym wyjeździe zajęcia były kontynuowane przez młodego Erytrejczyka oraz Syryjczyka. W tej chwili siatki do mini tenisa rozkłada już tylko ten pierwszy, przysyłając nam od czasu do czasu zdjęcia i filmy. Młody Syryjczyk został przeniesiony w okolice Aten, gdzie oczekuje na dalszy ciąg procesu azylowego.

RM: Czy jako środowisko tenisowe/ sportowe możemy według Ciebie zrobić coś żeby pomóc?

MD: Nikos Katsouris, który poświęcił, wraz ze swoją małżonką, całe swoje życie pomocy uchodźcom na wyspie Lesbos, mówi: „If you can help, just do it”. Sport ma wiele do zaoferowania. Poprzez sport możemy poprawiać los ludzi będących w ciężkich sytuacjach życiowych, organizując im czas wolny. Realizując imprezy sportowe można szerzyć pewne idee i zbierać środki finansowe. Wydarzenia sportowe przykuwają uwagę, gromadzą ludzi, a to jest zawsze dobra okazja do przekazania jakiegoś konkretnego komunikatu. Na pewno wiele, dla szerzenia świadomości o kryzysie uchodźczym, mogłyby zrobić tzw. gwiazdy sportu czy tenisa. Często są to osoby koncentrujące na sobie uwagę ogromnej liczby osób. Jedno zdjęcie, kilka słów umieszczonych przez nich w mediach społecznościowych mogłoby sporo zmienić.   

RM: Czy masz jakieś dalsze plany związane z pomocą ofiarom kryzysu uchodźczego ?

MD: Na ten moment będę na pewno dalej „związany” z wyspą Lesbos, na którą przybywa bardzo dużo rodzin z dziećmi. Już wkrótce w Poznaniu organizujemy happening biegowy „Kilometry dla Morii – bieg solidarności z uchodźcami i uchodźczyniami”, którego głównym celem będzie szerzenie świadomości o miejscu, które w swojej postaci nie powinno istnieć w Unii Europejskiej oraz okazjonalna zbiórka pieniędzy. Razem z małym NGOsem, Sport for Refugees, mamy w planie zbudowanie małego, tymczasowego pomieszczenia na terenie organizacji One Happy Family, tak aby zajęcia sportowe dla uchodźców i uchodźczyń mogły się odbywać także przy złej pogodzie. Dodatkowo, od początku lipca, razem z poznańskim Stowarzyszeniem Lepszy Świat planujemy otworzyć stałą misje sportową na wyspie, wysyłając tam na jednomiesięczne misje młodych Polaków. To plany na najbliższe miesiące. Zobaczymy co przyniesie bardziej odległa przyszłość. 

Klasy tenisowe!

W świecie tenisa dla dzieci mają miejsce niesamowite inicjatywy…

Radzionków to niewielka miejscowość w województwie śląskim. Najprawdopodobniej nigdy bym o niej nie usłyszał, gdyby nie niezwykła inicjatywa „Klas tenisowych” prowadzona konsekwentnie od kilku lat przez charyzmatycznego dyrektora jednej ze szkół podstawowych, pana Grzegorza Kłaczka.

 

Redaktor Marchewka (RM): Panie Dyrektorze, skąd wziął się pomysł na utworzenie w Radzionkowie klasy tenisowej?

Dyrektor Szkoły Podstawowej nr 2 w Radzionkowie – Grzegorz Kłaczek (GK): Pomysł na powstanie klasy, a w zasadzie zorganizowania innego systemu szkolenia dzieci zrodził się podczas obserwacji treningów mojej córki. Kasia uprawiała tenis przez 6 lat. Nie osiągnęła wielkich sukcesów, choć grała na dobrym poziomie. Lubiła trenować, startować w zawodach. Przyglądając się z boku organizacji treningów i turniejów tenisowych stwierdziłem, że przy pomocy nauczycieli potrafię zorganizować lepsze szkolenie w zarządzanej przeze mnie placówce. Tworząc klasę sportową myślałem o tym, co mogę dać innym dzieciom trenującym tenis, czego moje dziecko nigdy nie dostało.

RM: Kiedy został zorganizowany pierwszy nabór?

GK: Przygotowania do otwarcia klasy sportowej trwały dwa lata. W 2012 roku dzięki wsparciu rodziców udało się uzyskać zgodę Urzędu Miejskiego w Radzionkowie na otwarcie pierwszej klasy tenisowej.

RM: Kto może zostać uczniem takiej klasy? Czy musi spełniać jakieś specjalne wymagania?

GK: Uczniem klasy tenisowej może być każde dziecko, które przejdzie testy sprawnościowe. Do pierwszej klasy szkoły podstawowej może uczęszczać 25 uczniów. Jeżeli chętnych jest więcej niż dostępnych miejsc, dokonujemy selekcji na podstawie uzyskanych wyników.

RM: Jak w praktyce wyglądają zajęcia w Państwa Szkole? Gdzie się odbywają?

GK: Nasze zajęcia obejmują aż 10 godzin wychowania fizycznego w tygodniu (2 godziny wf-u dziennie). Składają się na to cztery godziny zajęć na sali gimnastycznej i sześć godzin na kortach. W pierwszej klasie dzieci ćwiczą w grupie liczącej około 10-12 uczniów. Później, na podstawie umiejętności tworzymy mniej liczne grupy. Od czwartej klasy najzdolniejsi uczniowie realizują Indywidualny Tok Nauczania. Na bieżąco dostosowujemy nasz system do potencjału uczniów.

RM: Czy uczestnictwo w zajęciach wiąże się z opłatami?

GK: W szkole założyliśmy Stowarzyszenie, które wspomaga szkolenie dzieci. Rodzice wpłacają miesięcznie na rzecz Stowarzyszenia od 50 do 70 zł.

RM: Przy takim wymiarze godzin to wręcz symboliczna opłata. W jaki sposób „zarażacie” mieszkańców Radzionkowa tenisem?

GK: Organizujemy turnieje, a także wiele imprez promujących tenis w naszym środowisku. Ponadto dbamy o to, aby nasi uczniowie brali udział w zawodach tenisowych, choć również zachęcamy ich do uprawiania innych dyscyplin.

RM: Kilka tygodni temu w Puszczykowie na nieoficjalnych Zimowych Mistrzostwach Polski do 10 roku życia pojawiło się aż ośmioro uczniów z Państwa Szkoły. To imponująca reprezentacja! Jakie są największe sukcesy Waszych podopiecznych?

GK: Nasi uczniowie bardzo często startują w turniejach tenisowych i osiągają znaczące sukcesy w zawodach wojewódzkich. W jednym sezonie zdobywają ponad 100 medali w różnych kategoriach wiekowych. Obecnie przygotowujemy naszych uczniów do zdobycia medali w Mistrzostwach Polski.

RM: Słyszałem, że projekt szkolny uzupełnili Państwo o kolejną ciekawą inicjatywę, tym razem skierowaną do przedszkolaków. Cóż to takiego?

GK: Rzeczywiście, w tym roku szkolnym dzięki szkoleniom „Dzieciaki do rakiet” rozszerzyliśmy naszą działalność. Postanowiliśmy podzielić się wiedzą i doświadczeniem z nauczycielami pracującymi w przedszkolach. Prowadzimy zajęcia z dziećmi oparte na zabawach z piłkami tenisowymi, koncentrując się na rozwijaniu ogólnej koordynacji ruchowej. Organizujemy również zawody na najsprawniejszą grupę przedszkolaków. Wszystkie te działania są związane z promocją tenisa i mają na celu zainteresowanie dzieci przyjściem do klasy sportowej o profilu tenisowym.

RM: Jakie są ukryte marzenia pomysłodawców tej wspaniałej inicjatywy? Wybitny wynik sportowy, popularyzacja dyscypliny, czy jeszcze coś innego?

GK: Pierwszą i najważniejszą rzeczą jest oczywiście popularyzacja tenisa: rozwijanie ogólnej sprawności uczniów, odkrywanie zdolności motorycznych dzieci i informowanie rodziców o niezwykłych zdolnościach ich pociech, kierowanie do uprawiania innych dyscyplin sportowych, organizowanie indywidualnych treningów dla najzdolniejszych tenisistów i doprowadzenie do klasy mistrzowskiej w swojej kategorii wiekowej. Naszym „dużym” marzeniem jest zwycięstwo w Drużynowych Mistrzostwach Polski. Naturalną potrzebą wynikającą z rosnącego zainteresowania tenisem jest wybudowanie przy szkole hali tenisowej. Obecnie w klasach sportowych trenuje ponad 60 uczniów i korzystanie z wynajmowanej hali znacznie ogranicza naszą działalność. Mam nadzieję, że uda nam się zbudować własny obiekt.

RM: Bardzo dziękuję za wywiad! Gratuluję dotychczasowych osiągnięć i mocno trzymam kciuki za spełnienie wszystkich marzeń.

Zdjęcia dzięki uprzejmości Pana Dyrektora.

Od Żółwika do Federera

Przed kilkoma dniami miałem przyjemność odbyć rozmowę z Waldemarem Cecułą prezesem klubu Tennis Life Brwinów. Waldek (znamy się długo, więc jesteśmy „na ty”) jest niesamowicie zaangażowany w rozwój lokalnej tenisowej społeczności. Z powodzeniem zrealizował wiele ciekawych projektów w obszarze „Tenis 10”, czyli tenisa dziecięcego. Jakiś czas temu usłyszałem o Żółwikach, które chcą zostać Federerami. Postanowiłem wyjaśnić o co chodzi.

Redaktor Marchewka: Słyszałem, że od świtu do zmroku żyjesz inicjatywą pod hasłem „Od Żółwika do Federera”. Co to takiego?

Waldemar Cecuła: To bez wątpienia projekt mojego życia, przedsięwzięcie, które zadecyduje o dalszych losach naszego klubu. Jeśli nam się uda, to przed dziećmi z małej podwarszawskiej wsi Żółwin otworzą się ogromne szanse na sportowy sukces. Zainicjujemy dla nich program tenisowy, który tak naprawdę nigdy się nie skończy. No chyba, że któryś Żółwik wygra Wimbledon J. Może wtedy uznam swoją misję za zakończoną.

RM: Żółwiki, czyli dzieci mieszkające w jednej z podwarszawskich wsi?

WC: Żółwiki w nieco szerszym znaczeniu, to także inne szkolone przez nasz klub dzieci, w tym wiele bardzo utalentowanych. Żeby umożliwić im dalszy rozwój musimy w ciągu kilku lat wybudować kompleks kortów, na których będziemy mogli prowadzić szerokie szkolenie dzieci i młodzieży. Chcielibyśmy objąć programem tenisowym wszystkie maluchy z terenu Gminy Brwinów.

RM: Rozumiem. Co musi się w takim razie wydarzyć, żeby pierwszy Żółwik mógł w przyszłości zagrać na kortach Wimbledonu?

WC: Pierwszy etap projektu „Od Żółwika do Federera” polega na wybudowaniu krytego kortu i objęciu nieodpłatnym szkoleniem tenisowym wszystkich dzieci z klas I-IV uczniów Zespołu Szkół w Żółwinie.

RM: Kryty kort i co dalej?

WC: Rzecz jasna nie chodzi nam tylko o jeden kort, chcemy ich wybudować kilka, razem z funkcjonalnym domkiem klubowym. W umowie podpisanej z Gminą Brwinów, zobowiązaliśmy się do organizacji regionalnych i ogólnopolskich turniejów. Obiekt musi mieć odpowiedni standard. Dodatkowo urządzimy jeszcze plac zabaw i ekologiczną ścieżkę edukacyjną. Bardzo nam zależy na wszechstronnym rozwoju dzieci, chcielibyśmy żeby nasz wspólnie budowany klub był dla nich drugim domem.

RM: W naszym kraju powstaje wiele obiektów. Na czym polega unikatowość Waszego projektu?

WC: Kto w naszych czasach buduje klub o wartości około półtora miliona złotych w czynie społecznym, właściwie bez pieniędzy? Projekt jest niezwykle śmiały dlatego, że próbujemy wybudować ten kort i cały nasz klub bez udziału prywatnych inwestorów. Liczymy tylko na siebie, nasze dzieci, ich rodziców, przyjaciół klubu i sponsorów. Pomysł wydaje się szalony i w dzisiejszych realiach niemożliwy do zrealizowania, ale my znamy swoją wartość i myślę, że mamy szansę. Powstał społeczny komitet projektu „ Od Żółwika do Federera”, w którego skład weszli przedstawiciele kilku organizacji pozarządowych działających na terenie gmin Brwinów i Podkowa Leśna, oraz sołtys Żółwina, pan Karol Marchwiak. Mam ogromne wsparcie ze strony pani Sylvie Prokopowicz, wielkiej miłośniczki tenisa. Urodziłem się chyba pod szczęśliwą gwiazdą, bo otacza mnie wielu przyjaciół, bez których niewiele bym zrobił.

Projekt zagospodarowania działki zrobił nam nieodpłatnie pan Rafał Wysocki, radny Gminy Brwinów, wszystkie niezbędne prace geodezyjne robi dla nas także nieodpłatnie pan Wojciech Markiewicz. Pojawiają się też pierwsi sponsorzy, niedawno podpisaliśmy umowę sponsoringową z producentem wody mineralnej Jurajska. Wspiera nas także bardzo mocno Gmina Brwinów, która jest dla nas w całej tej skomplikowanej układance kluczowym partnerem.

Na razie wszystko układa się dobrze, ale ja czuję na sobie ciężar odpowiedzialności za całe to przedsięwzięcie. Musi się udać nie ma wyjścia, obiecałem Żółwikom, że będą miały gdzie grać w tenisa i słowa mam zamiar dotrzymać.

Patronat honorowy nad projektem „Od Żółwika do Federera” objęli: Starosta Pruszkowski, Burmistrz Gminy Brwinów i Polski Związek Tenisowy, to też o czymś świadczy.

WC: Znając Twoją determinację, z pewnością nie zawiedziesz Żółwików. Od kilku lat z podziwem obserwuję Twoje działania w obszarze upowszechniania tenisa dla dzieci. Liczba, skala i pomysłowość zrealizowanych przez Ciebie projektów jest imponująca. Czy mógłbyś w pigułce przedstawić swoje największe sukcesy „Tenis 10”?

WC: Bardzo dziękuję za miłe słowa, mają one dla mnie szczególną wartość bo są kierowane od osoby, która zna się na tenisie dziecięcym jak mało kto.

Z pewnością na pierwszym miejscu znajdzie się projekt „Tenis 10. Każde dziecko gra w tenisa”. Do współpracy zaprosiliśmy wszystkie szkoły z gmin: Brwinów i Podkowa leśna i zaprezentowaliśmy dzieciom i ich rodzicom na czym polega nowe podejście do nauczania gry w tenisa.

RM: Jaka była skala tego działania?

WC: W sumie w ciągu dwóch lat zorganizowaliśmy na kortach w Brwinowie prawie 300 h darmowych zajęć minitenisa i turniejów, w których wzięło udział około 150 dzieci. Rezultatem tego projektu było drugie miejsce w prestiżowym konkursie Polskiego Związku Tenisowego Klubu Roku „Tenis 10” 2012. To był ogromny sukces klubu z małej podwarszawskiej miejscowości, który wyprzedził wiele renomowanych ośrodków tenisowych z całej Polski. W nagrodę zostaliśmy zaproszeni z naszym i dziećmi na wielką galę tenisową do hotelu Marriott i pokaz „Tenis 10” podczas meczu Pucharu Davisa Polska – Australia.

RM: To musiało być dla dzieciaków niesamowite przeżycie

WC: Nie tylko dla dzieci, także dla ich rodziców i oczywiście dla nas. Co innego oglądać takie wydarzenie w telewizji, a co innego wziąć w nim udział.

RM: To tylko jeden z wielu projektów zakończonych sukcesem …

WC: Zorganizowaliśmy także Ligę Tenisową Mazovia Cup, opartą na zasadach programu „Tenis 10”. Wzięły w niej udział gminy: Błonie, Brwinów, Leszno, Michałowice, Milanówek, Nadarzyn i Podkowa Leśna. To bardzo ważny projekt, do którego wrócimy jak tylko wybudujemy nowej korty. Dzięki Lidze Tenisowej Mazovia Cup otworzyliśmy możliwość rywalizacji na kortach szerokiej grupie dzieci i młodzieży, także tym grającym na poziomie rekreacyjnym.

Warto też wspomnieć o prestiżowych ogólnopolskich turniejach „Tenis 10” o Puchar Wójta Gminy Michałowice, w tym roku będzie to już piąta edycja tego turnieju oraz turniejów „Tenis 10” o Puchary Burmistrzów Grodziska Mazowieckiego i Miasta Ogrodu Podkowa Leśna. Tegoroczna edycja turnieju o Puchar Burmistrza Grodziska Mazowieckiego zostanie rozegrane na pięknym obiekcie ośrodka Strefa Ruchu w Książenicach w pierwszy weekend marca.

W sumie zebrało się tego przez ponad dziesięć lat całkiem dużo, biorąc pod uwagę fakt, że jesteśmy klubem, który nie dysponuje własnym obiektem.

RM: Realizujesz projekty na wielu obiektach, w różnych gminach. Muszę przyznać, że jest to swojego rodzaju fenomen. Jak udaje się Tobie godzić interesy wielu gmin?

WC: Dla mnie to jest normalna rzecz, być może gminy w jakichś obszarach miedzy sobą rywalizują, ale akurat to co my robimy nie tworzy żadnych dodatkowych napięć. Mamy jasno wyznaczony kierunek działania i konsekwentnie go realizujemy. Dzięki naszym staraniom dzieci mają sprzęt do minitenisa i przeszkolonych nauczycieli w szkołach w Zaborowie, Lesznie, Nowej Wsi, Podkowie Leśnej, Brwinowie i Żółwinie. I to jest konkret, dzieci mają po prostu ciekawsze zajęcia WF. Dla mnie to osobisty powód do dumy, bo nie było to łatwe przedsięwzięcie. Jesteśmy klubem z Brwinowa, ale sąsiednie gminy nie mają z nami problemu ponieważ działamy tam gdzie nikt inny nie wykazuje zainteresowania. Nikomu nie przyszło do głowy, żeby zacząć szkolić dzieci w Lesznie. No bo skoro nie ma kortów, to jaki to może mieć sens? Dla mnie miało znaczenie w kontekście Ligi Tenisowej Mazovia Cup. Bez Leszna nie byłoby tenisa w tych rozgrywkach. Efekt jest taki, że to w tej chwili nasz najmocniejszych przyczółek, a współpraca z panią Edytą Przybysławską, dyrektor Zespołu Sportowo-Rekreacyjnego jest po prostu wzorowa. Nie jest też przypadkiem, że dwie nasze wychowanki z Leszna, Kinga Ziółkowska i Karolina Grzeszczuk zagrały trzy lata temu w finale Halowych Drużynowych Mistrzostw Polski Skrzatek.

RM: Wróćmy, jeśli pozwolisz, do projektu „Od Żółwika do Federera”. Zdaje się, że zdążyliście już podłożyć solidne podwaliny pod realizację tego zadania.

WC: Naszym atutem, jest fakt, że program szkolenia dzieci z Żółwina, który chcemy rozpocząć we wrześniu, przećwiczyliśmy już na wiosnę ubiegłego roku na Orliku obok szkoły. Przeprowadziliśmy kilkadziesiąt godzin zajęć mini tenisa z dziećmi z klas 0-4. Dzięki wsparciu Gminy Brwinów, nasz klub wyposażył szkołę w sprzęt do minitenisa. Dzieci były zachwycone kolorowymi zajęciami, dlatego udało mi się zachęcić szkołę do zgłoszenia się do ogólnopolskiego programu „Dzieciaki do rakiet”. Wydawało się, że szanse w rywalizacji z dużymi warszawskim szkołami są niewielkie, ale dzięki wspólnej mobilizacji udało się szkole z Żółwina zakwalifikować do tego programu i Żółwiki powalczą na wiosnę o wyjazd do paryskiego Eurodysneylandu. Każda ze szkół, które zgłosiły się do tego programu musiała nagrać krótki film konkursowy. Nasz film zatytułowaliśmy „Od Żółwika do Federera”, przyniósł nam szczęście więc zostaliśmy przy tej nazwie w kontekście budowy krytego kortu.

RM: Jesteś trenerem, organizatorem turniejów, managerem. W jaki sposób udaje się Tobie godzić te zadania. Działasz sam, czy masz pomocników?

WC: Oczywiście, że nie działam sam. Mamy strukturę typową dla tego rodzaju organizacji. Moją prawą ręką jest przez kilka ostatnich lat wiceprezes klubu, pan Przemek Lewandowski, który zajmuję się organizacją szkolenia, dba też o rozwój kariery swojego utalentowanego syna Damiana. Duże wsparcie mam też ze strony pana Wojtka Sobocińskiego, świeżo upieczonego instruktora PZT. Do organizacji turniejów angażują się nasi zawodnicy, rodzice szkolonych przez nas dzieci i nasi przyjaciele, pasjonaci tenisa. Nasz klub to nie tylko dzieci, kilka lat temu wygraliśmy rozgrywki amatorskiej ligi Tennis Challenge, co roku organizujemy też rodzinne wczasy tenisowe. Włączamy się też w różnie przedsięwzięcia niekoniecznie sportowe, tak było na przykład z koncertem Marii Pomianowskiej i Zespołu Polskiego, który zorganizowaliśmy wspólnie z Gminą Brwinów w parku pałacowym w Żółwinie.

Ta mrówcza praca procentuje właśnie teraz, w najlepszym możliwym dla nas momencie. Wszystkie nasze mozolnie budowane relacje z samorządami, szkołami, różnymi organizacjami społecznymi i Polskim Związkiem Tenisowym, są w tej chwili bezcenne w kontekście aktualnego wyzwania jakim jest dla nas budowa własnych kortów. Szczególnie w takich okolicznościach w jakich my chcemy to zrobić. Od marca nie mamy gdzie prowadzić szkolenia naszych podopiecznych, formuła współpracy z właścicielami kortów w Brwinowie się wyczerpała i stanęliśmy w obliczu jeszcze jednego wyzwania. Ja się jednak tym specjalnie nie zrażam i traktuję tę sytuację jako dodatkowy impuls do działania.

Gdyby ktoś zechciał nas wesprzeć finansowo, to pieniądze można wpłacać na specjalne konto bankowe – BGŻ BNP Paribas – 63160014171816303050000001, Klub Sportowy „Tennis Life” ul. Szkolna 37, 05-807 Żółwin. Szukamy też sponsorów, którym odwdzięczymy się wieloletnią współpracą. Będziemy wdzięczni za każdy rodzaj wsparcia.

RM: Trzymam kciuki za realizację wszystkich Twoich tenisowych marzeń. Mam nadzieję, że już wkrótce rozpocznie się budowa wymarzonego obiektu i o Żółwikach zrobi się głośno w całym kraju, a później może i poza jego granicami.

WC:Bardzo dziękuję za rozmowę i też trzymam kciuki za Twoje kolejne projekty.

 

 

 

 

 

25 pomysłów na ciekawą lekcję tenisa dla najmłodszych

W grudniu miałem przyjemność brać udział w ramach zespołu Polskiego Związku Tenisowego “Tenis 10” (wraz z dr Magdaleną Lelonek, Karoliną Wałęsą, Jackiem Multanem i Krzysztofem Walterem, bardziej znanym jako Mazzi) w przygotowaniu “Zbioru pomysłów na lekcje tenisa dla dzieci w wieku 6-7 lat” (czyli według terminologii programu “Tenis 10” dzieci grających w kategorii niebieskiej). Po wydaniu kilku publikacji fabularnych służących propagowaniu tenisa poprzez historie redaktora Marchewki, było to dla mnie ciekawe wyzwanie.

Bardzo dziękuję za zaproszenie do zespołu. Pozycja dostępna jest nieodpłatnie w wersji PDF na stronie Polskiego Związku Tenisowego tenis10.pl i została wydana w ramach Narodowego Programu Upowszechniania Tenisa wspieranego przez Ministerstwo Sportu i Turystyki. Poniżej zamieściłem wstęp do publikacji.

„Nigdy nie ma się drugiej okazji, żeby zrobić pierwsze wrażenie.“

Andrzej Sapkowski (Miecz przeznaczenia)

 

Jako trenerzy pracujący na co dzień z dziećmi w ramach programu „Tenis 10“ jesteśmy obarczeni niezwykłą odpowiedzialnością za pierwsze tenisowe wrażenia. Często na ich podstawie rodzice pięcio—, sześciolatków podejmują decyzje o dalszym zaangażowaniu czasu i własnych środków finansowych w rozwój sportowy swoich pociech. Kategoria niebieska stanowi niezwykle istotny fundament tenisowej piramidy. To tutaj odbywa się sprawdzian naszych umiejętności organizacyjnych, empatii i kreatywności. Zostajemy poddani testowi, który wykaże, czy potrafimy przemienić korty, służące dorosłym do rozgrywania tenisowych meczów, w magiczną, kolorową krainę, w której podczas atrakcyjnych gier i zabaw najmłodsi uczestnicy programu „Tenis 10“ nawiążą udane relacje z rówieśnikami i doświadczą pierwszych sportowych sukcesów.

Oddajemy w Państwa ręce zbiór 25 „pomysłów“ na treningi tenisowe przygotowanych przez trenerów—praktyków. Zaprezentowane scenariusze uwzględniają różną liczebność grup, warunki lokalowe, wyposażenie w przybory, czy przyrządy i mogą zostać wykorzystane jako gotowe narzędzie do prowadzenia zajęć w Państwa Klubach, czy Szkołach. Mogą również stanowić inspirację do konstruowania przez Państwa własnych planów treningów uwzględniających dobrą zabawę i prawidłowy rozwój tenisowy dzieci.

Zapraszając do lektury, trzymamy kciuki za pierwsze tenisowe wrażenia Państwa podopiecznych. Liczymy na to, że w przyszłości niektórzy z nich, mając w pamięci inicjację tenisową jako okres radosnych gier i zabaw, podążą ścieżką tenisowej kariery, walcząc o tytuły mistrzowskie w kategoriach młodzieżowych.

Podcast - Co się czyta?

Na początku lipca zostałem zaproszony do wzięcia udziału w podcast-ie “Co się czyta?”
Zapraszam do wysłuchania rozmowy z Krystianem Zych.

 

#10. Książkowy świat tenisa

Warsztaty tenisowe

Chcąc zarażać miłością do sportu i literatury, w ciągu ostatnich kilku miesięcy odwiedziłem kilkadziesiąt najróżniejszych miejsc:)

Przedszkola, szkoły, kluby tenisowe i biblioteki. Obecnie realizuję dwa scenariusze spotkań. Pierwszy z nich skierowany jest do dzieci przedszkolnych i ma na celu nakreślenie pozytywnych stron aktywności fizycznej. Drugi przygotowałem dla uczniów edukacji wczesnoszkolnej (klasy I-III). Z 6-9 letnimi ekspertami rozmawiam głównie o tenisie, zwracając szczególną uwagę na wspaniałe, uniwersalne wartości związane z uprawianiem sportu.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Po kilku miesiącach aktywności jestem zachwycony postawą dzieciaków. Wbrew temu, co często dociera do naszych uszu, dzieci garną się zarówno do sportu, jak i do czytania. Pełne entuzjazmu dzielą się swoją niczym nieograniczoną wyobraźnią i fantastycznymi pomysłami. Jestem im za to niesamowicie wdzięczny. Część pomysłów z pewnością znajdzie się w powstającej właśnie nowej książce o przygodach redaktora Marchewki.

Wszystkie placówki zainteresowane organizacją spotkania zapraszam do kontaktu (tel. 516 166 691, kontakt@michalfilipiak.pl).

Więcej informacji:

O warsztatach dla przedszkolaków

O warsztatach dla dzieci szkolnych

Obecnie opracowywane są nowe tematy spotkań. Ale o tym kolejnym razem:)

Pozdrawiam,

Michał

To nie była zwykła wigilia

Rozpoczęła się po północy w zamkniętym na cztery spusty klubie tenisowym, liczącym siedem kortów i ponad dwustu członków. Na uroczystości zabrakło prezesa Wkrętasa, wiceprezesa Bananowskiego, kortowych, trenerów, pracowników recepcji i wszystkich graczy. Ta wigilia odbyła się bez udziału ludzi.

– Już czas! — zakomenderował piskliwy głosik.

– Hop! — odezwał się inny i nagle w pomieszczeniu zapanowała jasność.

Magazynek trenerski liczył nie więcej niż dziesięć metrów kwadratowych. Był długi i wąski. Zastawiony regałami, uginającymi się od przyborów trenerskich: koszy, pachołków, obciążników, skakanek, obręczy hula hop. Zbyt ciasny i obskurny na przyjęcie wigilijne… nawet dla piłek tenisowych.

15578708_1787353634853307_7584097255737399801_n– Wychodzimy! — padło polecenie przywódcy.

Tysiąc piłek wytoczyło się przez uchylone drzwi i pognało w kierunku kortu centralnego, przypominającego tej nocy pusty plac otoczony trybunami. Po siatce nie było ani śladu. Schowano ją w październiku i planowano ponownie zawiesić dopiero pod koniec kwietnia. Linie przykryła kilkucentymetrowa warstwa białego puchu.

– Śnieg! Ale fajnie! — ucieszyły się najmłodsze piłki. Wyskakiwały wysoko w górę i nurkowały w białej pierzynce.

– Pobawicie się po wigili — przerwała im piłka Prababcia. Była najstarsza ze wszystkich. Miała ze czterdzieści lat, szare wytarte futerko i grube czerwone okulary. Była nieformalnym piłkowym przywódcą w największym w mieście klubie Wielka Piłka. — Obiecuję wam. Pójdziemy na ślizgawkę, pokulamy się z górki…

– A będzie bitwa na śnieżki?

– Jasne, że będzie!

– A ulepimy człowieka?

– Oczywiście — uśmiechnęła się Prababcia. — A teraz zajmijcie proszę swoje miejsca i posłuchajcie uważnie.

Piłki, jak co roku, uformowały wielki okrąg.

— Moje kochane! — rozpoczęłą przemowę Prababcia. — To był wspaniały rok! Grałyśmy w tylu świetnych turniejach, trenowałyśmy z dorosłymi i dziećmi. Dołączyło do nas kilkadziesiąt nowych, gąbczastych piłek i całe wiadro pomarańczowych. Spora grupa pojechała z misją do szkół i domów dziecka. Życzę wam wszystkim, aby kolejny rok był równie udany. Wesołych Piłkowych Świąt!

– Hoł, hoł, hoł! — w tym momencie rozległ się dziwny głos. Na korcie pojawił się kot Mruczek, z przywiązanym do ogona wielkim workiem. Na grzbiecie kota siedziały trzy czerwone piłki. Wszystkie ubrane w malutkie czerwone czapeczki z pomponami. Jedna z nich miała nawet długą siwą brodę.

– Hoł, hoł, hoł! Mam nadzieję, że byłyście grzeczne!? — zawołał piłkowy Święty Mikołaj.

CDN…

Lista lektur szkolnych - a może coś o sporcie?

Przed kilkonastoma dniami została opublikowana lista lektur, które będą obowiązywały od przyszłego roku w rozciągniętej na nowo szkole podstawowej.

Super, że znalazły się na niej „Kajko i Kokosz. Szkoła latania“, „Mikołajek“, „Magiczne drzewo“, czy mogące budzić kontrowersje „Igrzyska śmierci“. Tak sobie myślę, że lektury powinny oprócz przedstawiania wydarzeń historycznych, czy prezentowania sylwetek wybitnych pisarzy bawić, uczyć nawyku czytania i czerpania przyjemności z obcowania z książką. A może nawet przy spadającej liczbie czytelników atrakcyjność lektury powinno się postawić jako pierwszorzędny cel? Co o tym myślicie? Co byście dodali, a co usunęli z tej listy?

Ale byłoby rewelacyjnie, gdyby na tej liście znalazła się książka promująca sport i zdrowy tryb życia, a jeszcze lepiej gdyby zachęcała do gry w tenisa:)
książka rm
Klasa IV
Lektury obowiązkowe:
* Jan Brzechwa, „Akademia pana Kleksa”
* Janusz Christa, „Kajko i Kokosz. Szkoła latania” (komiks)
* René Goscinny, Jean – Jacques Sempé, „Mikołajek” (wybór opowiadań)
* Adam Mickiewicz, „Powrót taty”, „Pani Twardowska”, „Pan Tadeusz” (opisy)
* Joanna Olech, „Dynastia Miziołków”
* Józef Wybicki, „Mazurek Dąbrowskiego”
Wybrane podania i legendy polskie, Wybrane baśnie polskie i europejskie, w tym: Charles Perrault, „Kopciuszek”, „Kot w butach”, „Sinobrody”, Aleksander Puszkin, „Bajka o rybaku i rybce”, Jeanne-Marie Leprince de Beaumont, „Piękna i Bestia”
Wybrane wiersze: Władysława Bełzy, Jana Brzechwy, Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, Joanny Kulmowej, Juliana Tuwima.

Lektury uzupełniające:
Adam Bahdaj, „Kapelusz za 100 tysięcy”
Frances Hodgson Burnett, „Tajemniczy ogród” lub inna powieść
Janusz Korczak, „Król Maciuś Pierwszy”
Maria Kownacka, Zofia Malicka, „Dzieci z Leszczynowej Górki”
Selma Lagerlöf, „Cudowna podróż”
Sat – Okh, „Biały mustang”
Wybór innych tekstów kultury, w tym utwory dla dzieci i młodzieży; film i spektakl teatralny z repertuaru dziecięcego; wybrane programy telewizyjne.

Klasa V
Lektury obowiązkowe:
Clive Staples Lewis, „Opowieści z Narni. Lew, czarownica i stara szafa”
Adam Mickiewicz, „Pan Tadeusz” (zwyczaje i obyczaje)
Ferenc Molnar, „Chłopcy z Placu Broni”
Bolesław Prus, „Katarynka”
Juliusz Słowacki, „W pamiętniku Zofii Bobrówny”
Seweryna Szmaglewska, „Czarne Stopy”
Wybrane mity greckie, w tym mit o powstaniu świata oraz np. mity o: Prometeuszu, Syzyfie, Demeter i Korze, Dedalu i Ikarze, Heraklesie, Edypie, Tezeuszu i Ariadnie, Orfeuszu i Eurydyce
Biblia, powstanie świata i człowieka oraz wybrane przypowieści ewangeliczne
Wybrane wiersze Jana Twardowskiego, Leopolda Staffa, Anny Kamieńskiej, Czesława Miłosza, Tadeusza Różewicza.

Lektury uzupełniające:
Lewis Carroll, „Alicja w Krainie Czarów”
Andrzej Maleszka, „Magiczne drzewo”
Karol May, „Winnetou”
Małgorzata Musierowicz, wybrana powieść
Edmund Niziurski, „Sposób na Alcybiadesa”
Bolesław Prus, „Kamizelka”
Henryk Sienkiewicz, „Janko Muzykant”
Mark Twain, „Przygody Tomka Sawyera”
Wybór innych tekstów kultury.

Klasa VI
Lektury obowiązkowe:
Antoni Czechow, „Kameleon”, „Śmierć urzędnika”
Rafał Kosik, „Felix, Net i Nika oraz Gang Niewidzialnych Ludzi”
Ignacy Krasicki, wybrane bajki
Adam Mickiewicz, „Pan Tadeusz” (polowanie oraz koncert Wojskiego)
John Ronald Reuel Tolkien, „Hobbit, czyli tam i z powrotem”
Henryk Sienkiewicz, „W pustyni i w puszczy”
Wybrane wiersze Juliusza Słowackiego, Adama Mickiewicza, Zbigniewa Herberta.

Lektury uzupełniające:
Aleksander Dumas, „Trzej muszkieterowie”
Joseph Rudyard Kipling, „Księga dżungli”
Marcin Kozioł, „Skrzynia Władcy Piorunów”
Stanisław Lem, „Cyberiada” (fragmenty)
Kornel Makuszyński – wybrana powieść
Lucy Maud Montgomery, „Ania z Zielonego Wzgórza”
Alfred Szklarski, wybrana powieść
Katarzyna Zychla, „Dziewczynka tańcząca z wiatrem”

Klasa VII
Lektury obowiązkowe:
Charles Dickens, „Opowieść wigilijna”
Aleksander Fredro, „Zemsta”
Jan Kochanowski, wybór fraszek, pieśni i trenów, w tym tren I, V, VII, VIII
Ignacy Krasicki, „Żona modna”
Adam Mickiewicz, „Reduta Ordona”, „Śmierć Pułkownika”, „Świtezianka”, II część „Dziadów”, „Pan Tadeusz” (historia Polski)
Henryk Sienkiewicz, „Quo vadis”, Latarnik
Stefan Żeromski, „Siłaczka”
Wybrane wiersze Cypriana Norwida, Bolesława Leśmiana, Mariana Hemara, Kazimierza Wierzyńskiego, Jana Lechonia, Jerzego Lieberta.

Lektury uzupełniające:
Agatha Christie, wybrana powieść kryminalna
Ernest Hemingway, „Stary człowiek i morze”
Helena Keller, „Widzieć przez trzy dni”
Nancy H. Kleinbaum, „Stowarzyszenie Umarłych Poetów”
Beata Obertyńska, „Z domu niewoli” (fragmenty)
Henryk Sienkiewicz, „Krzyżacy”
Melchior Wańkowicz, „Ziele na kraterze” (fragmenty)
Wybór innych tekstów kultury.

Klasa VIII
Lektury obowiązkowe:
Aleksander Kamiński, „Kamienie na szaniec”
Adam Mickiewicz, „Pan Tadeusz”
Juliusz Słowacki, „Balladyna”
Antoine de Saint-Exupery, „Mały Książę”
Stefan Żeromski, „Syzyfowe prace”
Wybrane wiersze Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, Wisławy Szymborskiej, Jarosława Marka Rymkiewicza, Stanisława Barańczaka.

Lektury uzupełniające:
Bogdan Bartnikowski, „Dzieciństwo w pasiakach”
Miron Białoszewski, „Pamiętnik z powstania warszawskiego” (fragmenty)
Suzanne Collins, „Igrzyska śmierci”
Arkady Fiedler, „Dywizjon 303”
Jan Paweł II, „Pamięć i tożsamość” (fragmenty)
Karolina Lanckorońska, “Wspomnienia wojenne 22 IX 1939 – 5 IV 1945” (fragmenty)
Nela Mała Reporterka, „Nela na kole podbiegunowym”
E. E. Schmitt, „Oskar i pani Róża”

Jak to jest z tym czytaniem?

– A co Wy lubicie czytać najbardziej? — takie pytanie zadaję zawsze podczas spotkań autorskich z dziećmi. Starając się pracować nad własnym warsztatem postanowiłem za wszelką cenę dowiedzieć się jak najwięcej o ulubionych książkach 7—10 latków. Z pierwszego spotkania zapamiętałem kilka tytułów. Był wśród nich między innymi „Charlie i fabryka czekolady“ oraz „O chłopcu, który pływał z piraniami“.

 Pojechałem do księgarni, kupiłem, przeczytałem. Swoją drogą, wcale się nie dziwię, że dzieciaki uwielbiają Charliego. Będąc pod wrażeniem talentu Roalda Dahla następnego dnia nabyłem dwie inne książki jego autorstwa — Matyldę i Bardzo Fajnego Giganta:) Kolejne spotkanie autorskie, kolejne kilka tytułów, kolejna wizyta w księgarni. W ten sposób moja biblioteczka w ciągu zaledwie paru miesięcy wzbogaciła się o kilkadziesiąt pozycji. Co mnie bardzo cieszy, wciąż dzieki spotkaniom z dziećmi, odkrywam nowe, arcyciekawe tytuły. Co mnie cieszy jeszcze bardziej, dzieciaki polecają je ze szczerą radością. Z uśmiechem opowiadają o bohaterach, streszczają swoje ulubione fragmenty. Bardzo żywiołowo reagują na opowiadane przeze mnie historie. Czy to znak, że pomimo e-epoki dzieciaki wciąż uwielbiają książki?

15203135_1774210529500951_3210073458948701791_n

Kilka dni temu mój entuzjazm został nieco ostudzony, a ja zacząłem się nad czymś zastanawiać. Prowodyrem rozmyślań był artykuł powołujący się na raport czytelnictwa w Polsce. Podobno w 2015 roku 63% osób nie przeczytało żadnej książki. Dwie trzecie Polaków nie przeczytało żadnej książki w ciągu roku!! Jeśli w statystykach uwzględnione są te wszyskie wesołe siedmiolatki, które sprawiają wrażenie dobrze zorientowanych w dziecięcej literaturze, to statystyczny dorosły Polak wypada jeszcze gorzej. A jeśli do worka z przeczytanymi książkami wrzucimy obowiązkowe lektury i podręczniki (nie mam pojęcia czy one się wliczają — dajcie znać jeśli wiecie) to mamy do czynienia z niezłą literacką kaszanką:)

13407120_1708292142759457_328945015124879065_n

Nie jestem jeszcze ojcem, więc muszę polegać na doświadczeniu innych. Dajcie znać jak wygląda sprawa z czytaniem książek przez Wasze dzieci. Czy sięgają po nie same? Być może moje subiektywne spostrzeżenia są błędne. Może dzieci w epoce urządzeń elektronicznych nie lubią już książek. A jeśli lubią (w co nie przestaję wierzyć) to jakie są ich ulubione tytuły? Od jakich książek zaczynają? Co czytają w wieku 7—10 lat? Będę bardzo wdzięczny za wszystkie komentarze.

Konferencja prasowa o godzinie 20:17

W sali konferencyjnej hotelu Abrakadabra znajdował się długi stół przykryty białym obrusem. Siedziało przy nim dwóch panów ubranych w dobrze skrojone garnitury i eleganckie krawaty. Punktualnie o godzinie 20:17 jeden z nich wziął do ręki mikrofon.

– Dobry wieczór państwu — uśmiechnął się w stronę tłumu dziennikarzy. — Za dwa tygodnie rozpocznie się nowy rok szkolny. Zanim dzieci powrócą z obozów i kolonii chcielibyśmy przedstawić pewne zmiany, które będą obowiązywać od pierwszego września. Opowie o nich minister sportu pan Jan Gwizdek — dodał, przekazując mikrofon niskiemu mężczyźnie z czarnym wąsem.

– Otóż tak, otóż tak — ropoczął nieudolnie minister Gwizdek. — Podjęliśmy dzisiaj, podczas obiadu, pewną bardzo szybką decyzję. W ogóle nad nią nie dyskutowaliśmy, gdyż pomysł wydaje się być wręcz genialny. Od pierwszego września w szkołach podstawowych zostanie zwiększona liczba zajęć z wychowania fizycznego.

Dziennikarzy ucieszyła ta informacja. Jeden z nich zaklasnął nawet radośnie w dłonie.

– Otóż tak, otóż tak — kontynuował Gwizdek. — Codziennie, wszystkie dzieci, bez względu na wiek, będą miały pięć albo sześć lekcji wuefu.

W sali rozległ się odgłos zdziwienia, a chwilę później dziennikarskie ręce poszybowały wysoko w górę. Wszyscy chcieli zadawać pytania.

– Skoro dzieci będą miały tyle wuefu, to kiedy znajdą czas na pozostałe zajęcia? — jako pierwszy odezwał się redaktor miesięcznika „Słupek i Poprzeczka“.

– To bardzo dobre pytanie — przyznał Gwizdek. — Wiedziałem, że zostanie zadane. Otóż tak, otóż tak. Zgodnie stwierdziliśmy, że wyeliminujemy z programu nauczania język polski, matematykę oraz języki obce, a także wszystkie pozostałe przedmioty. No może „wyeliminujemy“ to nie do końca trafne określenie. Język polski, na przykład, będzie odbywał się dwa razy do roku. Podobnie matematyka. Języki obce są nieco trudniejsze, dlatego na nie poświęcimy aż po trzy lekcje w każdym z semestrów.

– To chyba jakiś żart — zareagował dziennikarz z trzeciego rzędu. Widząc jednak poważną minę ministra postanowił dopytać — Jaki program zamierzają państwo realizować podczas tak dużej ilości godzin wuefu?

– Otóż tak. To chyba oczywiste. Większość czasu zostanie poświęcona na nauczanie piłki nożnej. Dryblingi, strzały, podania po ziemi oraz dośrodkowania. Jak państwo widzą, mamy mnóstwo materiału do przerobienia.

Dziennikarze popatrzyli na siebie z niedowierzaniem.

– Rozkazałem też usunięcie ze wszystkich sal lekcyjnych ławek, krzeseł oraz tablic — kontynuował Gwizdek. — Nie będą nam już do niczego potrzebne. Mam doskonały pomysł co z nimi zrobić. Spalimy je zimą i w ten sposób dogrzejemy sale gimnastyczne.