Dołącz do naszego newslettera już teraz!
Nie przegap nowości w sklepie!



Od Żółwika do Federera

Przed kilkoma dniami miałem przyjemność odbyć rozmowę z Waldemarem Cecułą prezesem klubu Tennis Life Brwinów. Waldek (znamy się długo, więc jesteśmy „na ty”) jest niesamowicie zaangażowany w rozwój lokalnej tenisowej społeczności. Z powodzeniem zrealizował wiele ciekawych projektów w obszarze „Tenis 10”, czyli tenisa dziecięcego. Jakiś czas temu usłyszałem o Żółwikach, które chcą zostać Federerami. Postanowiłem wyjaśnić o co chodzi.

Redaktor Marchewka: Słyszałem, że od świtu do zmroku żyjesz inicjatywą pod hasłem „Od Żółwika do Federera”. Co to takiego?

Waldemar Cecuła: To bez wątpienia projekt mojego życia, przedsięwzięcie, które zadecyduje o dalszych losach naszego klubu. Jeśli nam się uda, to przed dziećmi z małej podwarszawskiej wsi Żółwin otworzą się ogromne szanse na sportowy sukces. Zainicjujemy dla nich program tenisowy, który tak naprawdę nigdy się nie skończy. No chyba, że któryś Żółwik wygra Wimbledon J. Może wtedy uznam swoją misję za zakończoną.

RM: Żółwiki, czyli dzieci mieszkające w jednej z podwarszawskich wsi?

WC: Żółwiki w nieco szerszym znaczeniu, to także inne szkolone przez nasz klub dzieci, w tym wiele bardzo utalentowanych. Żeby umożliwić im dalszy rozwój musimy w ciągu kilku lat wybudować kompleks kortów, na których będziemy mogli prowadzić szerokie szkolenie dzieci i młodzieży. Chcielibyśmy objąć programem tenisowym wszystkie maluchy z terenu Gminy Brwinów.

RM: Rozumiem. Co musi się w takim razie wydarzyć, żeby pierwszy Żółwik mógł w przyszłości zagrać na kortach Wimbledonu?

WC: Pierwszy etap projektu „Od Żółwika do Federera” polega na wybudowaniu krytego kortu i objęciu nieodpłatnym szkoleniem tenisowym wszystkich dzieci z klas I-IV uczniów Zespołu Szkół w Żółwinie.

RM: Kryty kort i co dalej?

WC: Rzecz jasna nie chodzi nam tylko o jeden kort, chcemy ich wybudować kilka, razem z funkcjonalnym domkiem klubowym. W umowie podpisanej z Gminą Brwinów, zobowiązaliśmy się do organizacji regionalnych i ogólnopolskich turniejów. Obiekt musi mieć odpowiedni standard. Dodatkowo urządzimy jeszcze plac zabaw i ekologiczną ścieżkę edukacyjną. Bardzo nam zależy na wszechstronnym rozwoju dzieci, chcielibyśmy żeby nasz wspólnie budowany klub był dla nich drugim domem.

RM: W naszym kraju powstaje wiele obiektów. Na czym polega unikatowość Waszego projektu?

WC: Kto w naszych czasach buduje klub o wartości około półtora miliona złotych w czynie społecznym, właściwie bez pieniędzy? Projekt jest niezwykle śmiały dlatego, że próbujemy wybudować ten kort i cały nasz klub bez udziału prywatnych inwestorów. Liczymy tylko na siebie, nasze dzieci, ich rodziców, przyjaciół klubu i sponsorów. Pomysł wydaje się szalony i w dzisiejszych realiach niemożliwy do zrealizowania, ale my znamy swoją wartość i myślę, że mamy szansę. Powstał społeczny komitet projektu „ Od Żółwika do Federera”, w którego skład weszli przedstawiciele kilku organizacji pozarządowych działających na terenie gmin Brwinów i Podkowa Leśna, oraz sołtys Żółwina, pan Karol Marchwiak. Mam ogromne wsparcie ze strony pani Sylvie Prokopowicz, wielkiej miłośniczki tenisa. Urodziłem się chyba pod szczęśliwą gwiazdą, bo otacza mnie wielu przyjaciół, bez których niewiele bym zrobił.

Projekt zagospodarowania działki zrobił nam nieodpłatnie pan Rafał Wysocki, radny Gminy Brwinów, wszystkie niezbędne prace geodezyjne robi dla nas także nieodpłatnie pan Wojciech Markiewicz. Pojawiają się też pierwsi sponsorzy, niedawno podpisaliśmy umowę sponsoringową z producentem wody mineralnej Jurajska. Wspiera nas także bardzo mocno Gmina Brwinów, która jest dla nas w całej tej skomplikowanej układance kluczowym partnerem.

Na razie wszystko układa się dobrze, ale ja czuję na sobie ciężar odpowiedzialności za całe to przedsięwzięcie. Musi się udać nie ma wyjścia, obiecałem Żółwikom, że będą miały gdzie grać w tenisa i słowa mam zamiar dotrzymać.

Patronat honorowy nad projektem „Od Żółwika do Federera” objęli: Starosta Pruszkowski, Burmistrz Gminy Brwinów i Polski Związek Tenisowy, to też o czymś świadczy.

WC: Znając Twoją determinację, z pewnością nie zawiedziesz Żółwików. Od kilku lat z podziwem obserwuję Twoje działania w obszarze upowszechniania tenisa dla dzieci. Liczba, skala i pomysłowość zrealizowanych przez Ciebie projektów jest imponująca. Czy mógłbyś w pigułce przedstawić swoje największe sukcesy „Tenis 10”?

WC: Bardzo dziękuję za miłe słowa, mają one dla mnie szczególną wartość bo są kierowane od osoby, która zna się na tenisie dziecięcym jak mało kto.

Z pewnością na pierwszym miejscu znajdzie się projekt „Tenis 10. Każde dziecko gra w tenisa”. Do współpracy zaprosiliśmy wszystkie szkoły z gmin: Brwinów i Podkowa leśna i zaprezentowaliśmy dzieciom i ich rodzicom na czym polega nowe podejście do nauczania gry w tenisa.

RM: Jaka była skala tego działania?

WC: W sumie w ciągu dwóch lat zorganizowaliśmy na kortach w Brwinowie prawie 300 h darmowych zajęć minitenisa i turniejów, w których wzięło udział około 150 dzieci. Rezultatem tego projektu było drugie miejsce w prestiżowym konkursie Polskiego Związku Tenisowego Klubu Roku „Tenis 10” 2012. To był ogromny sukces klubu z małej podwarszawskiej miejscowości, który wyprzedził wiele renomowanych ośrodków tenisowych z całej Polski. W nagrodę zostaliśmy zaproszeni z naszym i dziećmi na wielką galę tenisową do hotelu Marriott i pokaz „Tenis 10” podczas meczu Pucharu Davisa Polska – Australia.

RM: To musiało być dla dzieciaków niesamowite przeżycie

WC: Nie tylko dla dzieci, także dla ich rodziców i oczywiście dla nas. Co innego oglądać takie wydarzenie w telewizji, a co innego wziąć w nim udział.

RM: To tylko jeden z wielu projektów zakończonych sukcesem …

WC: Zorganizowaliśmy także Ligę Tenisową Mazovia Cup, opartą na zasadach programu „Tenis 10”. Wzięły w niej udział gminy: Błonie, Brwinów, Leszno, Michałowice, Milanówek, Nadarzyn i Podkowa Leśna. To bardzo ważny projekt, do którego wrócimy jak tylko wybudujemy nowej korty. Dzięki Lidze Tenisowej Mazovia Cup otworzyliśmy możliwość rywalizacji na kortach szerokiej grupie dzieci i młodzieży, także tym grającym na poziomie rekreacyjnym.

Warto też wspomnieć o prestiżowych ogólnopolskich turniejach „Tenis 10” o Puchar Wójta Gminy Michałowice, w tym roku będzie to już piąta edycja tego turnieju oraz turniejów „Tenis 10” o Puchary Burmistrzów Grodziska Mazowieckiego i Miasta Ogrodu Podkowa Leśna. Tegoroczna edycja turnieju o Puchar Burmistrza Grodziska Mazowieckiego zostanie rozegrane na pięknym obiekcie ośrodka Strefa Ruchu w Książenicach w pierwszy weekend marca.

W sumie zebrało się tego przez ponad dziesięć lat całkiem dużo, biorąc pod uwagę fakt, że jesteśmy klubem, który nie dysponuje własnym obiektem.

RM: Realizujesz projekty na wielu obiektach, w różnych gminach. Muszę przyznać, że jest to swojego rodzaju fenomen. Jak udaje się Tobie godzić interesy wielu gmin?

WC: Dla mnie to jest normalna rzecz, być może gminy w jakichś obszarach miedzy sobą rywalizują, ale akurat to co my robimy nie tworzy żadnych dodatkowych napięć. Mamy jasno wyznaczony kierunek działania i konsekwentnie go realizujemy. Dzięki naszym staraniom dzieci mają sprzęt do minitenisa i przeszkolonych nauczycieli w szkołach w Zaborowie, Lesznie, Nowej Wsi, Podkowie Leśnej, Brwinowie i Żółwinie. I to jest konkret, dzieci mają po prostu ciekawsze zajęcia WF. Dla mnie to osobisty powód do dumy, bo nie było to łatwe przedsięwzięcie. Jesteśmy klubem z Brwinowa, ale sąsiednie gminy nie mają z nami problemu ponieważ działamy tam gdzie nikt inny nie wykazuje zainteresowania. Nikomu nie przyszło do głowy, żeby zacząć szkolić dzieci w Lesznie. No bo skoro nie ma kortów, to jaki to może mieć sens? Dla mnie miało znaczenie w kontekście Ligi Tenisowej Mazovia Cup. Bez Leszna nie byłoby tenisa w tych rozgrywkach. Efekt jest taki, że to w tej chwili nasz najmocniejszych przyczółek, a współpraca z panią Edytą Przybysławską, dyrektor Zespołu Sportowo-Rekreacyjnego jest po prostu wzorowa. Nie jest też przypadkiem, że dwie nasze wychowanki z Leszna, Kinga Ziółkowska i Karolina Grzeszczuk zagrały trzy lata temu w finale Halowych Drużynowych Mistrzostw Polski Skrzatek.

RM: Wróćmy, jeśli pozwolisz, do projektu „Od Żółwika do Federera”. Zdaje się, że zdążyliście już podłożyć solidne podwaliny pod realizację tego zadania.

WC: Naszym atutem, jest fakt, że program szkolenia dzieci z Żółwina, który chcemy rozpocząć we wrześniu, przećwiczyliśmy już na wiosnę ubiegłego roku na Orliku obok szkoły. Przeprowadziliśmy kilkadziesiąt godzin zajęć mini tenisa z dziećmi z klas 0-4. Dzięki wsparciu Gminy Brwinów, nasz klub wyposażył szkołę w sprzęt do minitenisa. Dzieci były zachwycone kolorowymi zajęciami, dlatego udało mi się zachęcić szkołę do zgłoszenia się do ogólnopolskiego programu „Dzieciaki do rakiet”. Wydawało się, że szanse w rywalizacji z dużymi warszawskim szkołami są niewielkie, ale dzięki wspólnej mobilizacji udało się szkole z Żółwina zakwalifikować do tego programu i Żółwiki powalczą na wiosnę o wyjazd do paryskiego Eurodysneylandu. Każda ze szkół, które zgłosiły się do tego programu musiała nagrać krótki film konkursowy. Nasz film zatytułowaliśmy „Od Żółwika do Federera”, przyniósł nam szczęście więc zostaliśmy przy tej nazwie w kontekście budowy krytego kortu.

RM: Jesteś trenerem, organizatorem turniejów, managerem. W jaki sposób udaje się Tobie godzić te zadania. Działasz sam, czy masz pomocników?

WC: Oczywiście, że nie działam sam. Mamy strukturę typową dla tego rodzaju organizacji. Moją prawą ręką jest przez kilka ostatnich lat wiceprezes klubu, pan Przemek Lewandowski, który zajmuję się organizacją szkolenia, dba też o rozwój kariery swojego utalentowanego syna Damiana. Duże wsparcie mam też ze strony pana Wojtka Sobocińskiego, świeżo upieczonego instruktora PZT. Do organizacji turniejów angażują się nasi zawodnicy, rodzice szkolonych przez nas dzieci i nasi przyjaciele, pasjonaci tenisa. Nasz klub to nie tylko dzieci, kilka lat temu wygraliśmy rozgrywki amatorskiej ligi Tennis Challenge, co roku organizujemy też rodzinne wczasy tenisowe. Włączamy się też w różnie przedsięwzięcia niekoniecznie sportowe, tak było na przykład z koncertem Marii Pomianowskiej i Zespołu Polskiego, który zorganizowaliśmy wspólnie z Gminą Brwinów w parku pałacowym w Żółwinie.

Ta mrówcza praca procentuje właśnie teraz, w najlepszym możliwym dla nas momencie. Wszystkie nasze mozolnie budowane relacje z samorządami, szkołami, różnymi organizacjami społecznymi i Polskim Związkiem Tenisowym, są w tej chwili bezcenne w kontekście aktualnego wyzwania jakim jest dla nas budowa własnych kortów. Szczególnie w takich okolicznościach w jakich my chcemy to zrobić. Od marca nie mamy gdzie prowadzić szkolenia naszych podopiecznych, formuła współpracy z właścicielami kortów w Brwinowie się wyczerpała i stanęliśmy w obliczu jeszcze jednego wyzwania. Ja się jednak tym specjalnie nie zrażam i traktuję tę sytuację jako dodatkowy impuls do działania.

Gdyby ktoś zechciał nas wesprzeć finansowo, to pieniądze można wpłacać na specjalne konto bankowe – BGŻ BNP Paribas – 63160014171816303050000001, Klub Sportowy „Tennis Life” ul. Szkolna 37, 05-807 Żółwin. Szukamy też sponsorów, którym odwdzięczymy się wieloletnią współpracą. Będziemy wdzięczni za każdy rodzaj wsparcia.

RM: Trzymam kciuki za realizację wszystkich Twoich tenisowych marzeń. Mam nadzieję, że już wkrótce rozpocznie się budowa wymarzonego obiektu i o Żółwikach zrobi się głośno w całym kraju, a później może i poza jego granicami.

WC:Bardzo dziękuję za rozmowę i też trzymam kciuki za Twoje kolejne projekty.

 

 

 

 

 

25 pomysłów na ciekawą lekcję tenisa dla najmłodszych

W grudniu miałem przyjemność brać udział w ramach zespołu Polskiego Związku Tenisowego „Tenis 10” (wraz z dr Magdaleną Lelonek, Karoliną Wałęsą, Jackiem Multanem i Krzysztofem Walterem, bardziej znanym jako Mazzi) w przygotowaniu „Zbioru pomysłów na lekcje tenisa dla dzieci w wieku 6-7 lat” (czyli według terminologii programu „Tenis 10” dzieci grających w kategorii niebieskiej). Po wydaniu kilku publikacji fabularnych służących propagowaniu tenisa poprzez historie redaktora Marchewki, było to dla mnie ciekawe wyzwanie.

Bardzo dziękuję za zaproszenie do zespołu. Pozycja dostępna jest nieodpłatnie w wersji PDF na stronie Polskiego Związku Tenisowego tenis10.pl i została wydana w ramach Narodowego Programu Upowszechniania Tenisa wspieranego przez Ministerstwo Sportu i Turystyki. Poniżej zamieściłem wstęp do publikacji.

„Nigdy nie ma się drugiej okazji, żeby zrobić pierwsze wrażenie.“

Andrzej Sapkowski (Miecz przeznaczenia)

 

Jako trenerzy pracujący na co dzień z dziećmi w ramach programu „Tenis 10“ jesteśmy obarczeni niezwykłą odpowiedzialnością za pierwsze tenisowe wrażenia. Często na ich podstawie rodzice pięcio—, sześciolatków podejmują decyzje o dalszym zaangażowaniu czasu i własnych środków finansowych w rozwój sportowy swoich pociech. Kategoria niebieska stanowi niezwykle istotny fundament tenisowej piramidy. To tutaj odbywa się sprawdzian naszych umiejętności organizacyjnych, empatii i kreatywności. Zostajemy poddani testowi, który wykaże, czy potrafimy przemienić korty, służące dorosłym do rozgrywania tenisowych meczów, w magiczną, kolorową krainę, w której podczas atrakcyjnych gier i zabaw najmłodsi uczestnicy programu „Tenis 10“ nawiążą udane relacje z rówieśnikami i doświadczą pierwszych sportowych sukcesów.

Oddajemy w Państwa ręce zbiór 25 „pomysłów“ na treningi tenisowe przygotowanych przez trenerów—praktyków. Zaprezentowane scenariusze uwzględniają różną liczebność grup, warunki lokalowe, wyposażenie w przybory, czy przyrządy i mogą zostać wykorzystane jako gotowe narzędzie do prowadzenia zajęć w Państwa Klubach, czy Szkołach. Mogą również stanowić inspirację do konstruowania przez Państwa własnych planów treningów uwzględniających dobrą zabawę i prawidłowy rozwój tenisowy dzieci.

Zapraszając do lektury, trzymamy kciuki za pierwsze tenisowe wrażenia Państwa podopiecznych. Liczymy na to, że w przyszłości niektórzy z nich, mając w pamięci inicjację tenisową jako okres radosnych gier i zabaw, podążą ścieżką tenisowej kariery, walcząc o tytuły mistrzowskie w kategoriach młodzieżowych.

Podcast - Co się czyta?

Na początku lipca zostałem zaproszony do wzięcia udziału w podcast-ie „Co się czyta?”
Zapraszam do wysłuchania rozmowy z Krystianem Zych.

 

#10. Książkowy świat tenisa

Warsztaty tenisowe

Chcąc zarażać miłością do sportu i literatury, w ciągu ostatnich kilku miesięcy odwiedziłem kilkadziesiąt najróżniejszych miejsc:)

Przedszkola, szkoły, kluby tenisowe i biblioteki. Obecnie realizuję dwa scenariusze spotkań. Pierwszy z nich skierowany jest do dzieci przedszkolnych i ma na celu nakreślenie pozytywnych stron aktywności fizycznej. Drugi przygotowałem dla uczniów edukacji wczesnoszkolnej (klasy I-III). Z 6-9 letnimi ekspertami rozmawiam głównie o tenisie, zwracając szczególną uwagę na wspaniałe, uniwersalne wartości związane z uprawianiem sportu.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Po kilku miesiącach aktywności jestem zachwycony postawą dzieciaków. Wbrew temu, co często dociera do naszych uszu, dzieci garną się zarówno do sportu, jak i do czytania. Pełne entuzjazmu dzielą się swoją niczym nieograniczoną wyobraźnią i fantastycznymi pomysłami. Jestem im za to niesamowicie wdzięczny. Część pomysłów z pewnością znajdzie się w powstającej właśnie nowej książce o przygodach redaktora Marchewki.

Wszystkie placówki zainteresowane organizacją spotkania zapraszam do kontaktu (tel. 516 166 691, kontakt@michalfilipiak.pl).

Więcej informacji:

O warsztatach dla przedszkolaków

O warsztatach dla dzieci szkolnych

Obecnie opracowywane są nowe tematy spotkań. Ale o tym kolejnym razem:)

Pozdrawiam,

Michał

To nie była zwykła wigilia

Rozpoczęła się po północy w zamkniętym na cztery spusty klubie tenisowym, liczącym siedem kortów i ponad dwustu członków. Na uroczystości zabrakło prezesa Wkrętasa, wiceprezesa Bananowskiego, kortowych, trenerów, pracowników recepcji i wszystkich graczy. Ta wigilia odbyła się bez udziału ludzi.

– Już czas! — zakomenderował piskliwy głosik.

– Hop! — odezwał się inny i nagle w pomieszczeniu zapanowała jasność.

Magazynek trenerski liczył nie więcej niż dziesięć metrów kwadratowych. Był długi i wąski. Zastawiony regałami, uginającymi się od przyborów trenerskich: koszy, pachołków, obciążników, skakanek, obręczy hula hop. Zbyt ciasny i obskurny na przyjęcie wigilijne… nawet dla piłek tenisowych.

15578708_1787353634853307_7584097255737399801_n– Wychodzimy! — padło polecenie przywódcy.

Tysiąc piłek wytoczyło się przez uchylone drzwi i pognało w kierunku kortu centralnego, przypominającego tej nocy pusty plac otoczony trybunami. Po siatce nie było ani śladu. Schowano ją w październiku i planowano ponownie zawiesić dopiero pod koniec kwietnia. Linie przykryła kilkucentymetrowa warstwa białego puchu.

– Śnieg! Ale fajnie! — ucieszyły się najmłodsze piłki. Wyskakiwały wysoko w górę i nurkowały w białej pierzynce.

– Pobawicie się po wigili — przerwała im piłka Prababcia. Była najstarsza ze wszystkich. Miała ze czterdzieści lat, szare wytarte futerko i grube czerwone okulary. Była nieformalnym piłkowym przywódcą w największym w mieście klubie Wielka Piłka. — Obiecuję wam. Pójdziemy na ślizgawkę, pokulamy się z górki…

– A będzie bitwa na śnieżki?

– Jasne, że będzie!

– A ulepimy człowieka?

– Oczywiście — uśmiechnęła się Prababcia. — A teraz zajmijcie proszę swoje miejsca i posłuchajcie uważnie.

Piłki, jak co roku, uformowały wielki okrąg.

— Moje kochane! — rozpoczęłą przemowę Prababcia. — To był wspaniały rok! Grałyśmy w tylu świetnych turniejach, trenowałyśmy z dorosłymi i dziećmi. Dołączyło do nas kilkadziesiąt nowych, gąbczastych piłek i całe wiadro pomarańczowych. Spora grupa pojechała z misją do szkół i domów dziecka. Życzę wam wszystkim, aby kolejny rok był równie udany. Wesołych Piłkowych Świąt!

– Hoł, hoł, hoł! — w tym momencie rozległ się dziwny głos. Na korcie pojawił się kot Mruczek, z przywiązanym do ogona wielkim workiem. Na grzbiecie kota siedziały trzy czerwone piłki. Wszystkie ubrane w malutkie czerwone czapeczki z pomponami. Jedna z nich miała nawet długą siwą brodę.

– Hoł, hoł, hoł! Mam nadzieję, że byłyście grzeczne!? — zawołał piłkowy Święty Mikołaj.

CDN…

Lista lektur szkolnych - a może coś o sporcie?

Przed kilkonastoma dniami została opublikowana lista lektur, które będą obowiązywały od przyszłego roku w rozciągniętej na nowo szkole podstawowej.

Super, że znalazły się na niej „Kajko i Kokosz. Szkoła latania“, „Mikołajek“, „Magiczne drzewo“, czy mogące budzić kontrowersje „Igrzyska śmierci“. Tak sobie myślę, że lektury powinny oprócz przedstawiania wydarzeń historycznych, czy prezentowania sylwetek wybitnych pisarzy bawić, uczyć nawyku czytania i czerpania przyjemności z obcowania z książką. A może nawet przy spadającej liczbie czytelników atrakcyjność lektury powinno się postawić jako pierwszorzędny cel? Co o tym myślicie? Co byście dodali, a co usunęli z tej listy?

Ale byłoby rewelacyjnie, gdyby na tej liście znalazła się książka promująca sport i zdrowy tryb życia, a jeszcze lepiej gdyby zachęcała do gry w tenisa:)
książka rm
Klasa IV
Lektury obowiązkowe:
* Jan Brzechwa, „Akademia pana Kleksa”
* Janusz Christa, „Kajko i Kokosz. Szkoła latania” (komiks)
* René Goscinny, Jean – Jacques Sempé, „Mikołajek” (wybór opowiadań)
* Adam Mickiewicz, „Powrót taty”, „Pani Twardowska”, „Pan Tadeusz” (opisy)
* Joanna Olech, „Dynastia Miziołków”
* Józef Wybicki, „Mazurek Dąbrowskiego”
Wybrane podania i legendy polskie, Wybrane baśnie polskie i europejskie, w tym: Charles Perrault, „Kopciuszek”, „Kot w butach”, „Sinobrody”, Aleksander Puszkin, „Bajka o rybaku i rybce”, Jeanne-Marie Leprince de Beaumont, „Piękna i Bestia”
Wybrane wiersze: Władysława Bełzy, Jana Brzechwy, Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, Joanny Kulmowej, Juliana Tuwima.

Lektury uzupełniające:
Adam Bahdaj, „Kapelusz za 100 tysięcy”
Frances Hodgson Burnett, „Tajemniczy ogród” lub inna powieść
Janusz Korczak, „Król Maciuś Pierwszy”
Maria Kownacka, Zofia Malicka, „Dzieci z Leszczynowej Górki”
Selma Lagerlöf, „Cudowna podróż”
Sat – Okh, „Biały mustang”
Wybór innych tekstów kultury, w tym utwory dla dzieci i młodzieży; film i spektakl teatralny z repertuaru dziecięcego; wybrane programy telewizyjne.

Klasa V
Lektury obowiązkowe:
Clive Staples Lewis, „Opowieści z Narni. Lew, czarownica i stara szafa”
Adam Mickiewicz, „Pan Tadeusz” (zwyczaje i obyczaje)
Ferenc Molnar, „Chłopcy z Placu Broni”
Bolesław Prus, „Katarynka”
Juliusz Słowacki, „W pamiętniku Zofii Bobrówny”
Seweryna Szmaglewska, „Czarne Stopy”
Wybrane mity greckie, w tym mit o powstaniu świata oraz np. mity o: Prometeuszu, Syzyfie, Demeter i Korze, Dedalu i Ikarze, Heraklesie, Edypie, Tezeuszu i Ariadnie, Orfeuszu i Eurydyce
Biblia, powstanie świata i człowieka oraz wybrane przypowieści ewangeliczne
Wybrane wiersze Jana Twardowskiego, Leopolda Staffa, Anny Kamieńskiej, Czesława Miłosza, Tadeusza Różewicza.

Lektury uzupełniające:
Lewis Carroll, „Alicja w Krainie Czarów”
Andrzej Maleszka, „Magiczne drzewo”
Karol May, „Winnetou”
Małgorzata Musierowicz, wybrana powieść
Edmund Niziurski, „Sposób na Alcybiadesa”
Bolesław Prus, „Kamizelka”
Henryk Sienkiewicz, „Janko Muzykant”
Mark Twain, „Przygody Tomka Sawyera”
Wybór innych tekstów kultury.

Klasa VI
Lektury obowiązkowe:
Antoni Czechow, „Kameleon”, „Śmierć urzędnika”
Rafał Kosik, „Felix, Net i Nika oraz Gang Niewidzialnych Ludzi”
Ignacy Krasicki, wybrane bajki
Adam Mickiewicz, „Pan Tadeusz” (polowanie oraz koncert Wojskiego)
John Ronald Reuel Tolkien, „Hobbit, czyli tam i z powrotem”
Henryk Sienkiewicz, „W pustyni i w puszczy”
Wybrane wiersze Juliusza Słowackiego, Adama Mickiewicza, Zbigniewa Herberta.

Lektury uzupełniające:
Aleksander Dumas, „Trzej muszkieterowie”
Joseph Rudyard Kipling, „Księga dżungli”
Marcin Kozioł, „Skrzynia Władcy Piorunów”
Stanisław Lem, „Cyberiada” (fragmenty)
Kornel Makuszyński – wybrana powieść
Lucy Maud Montgomery, „Ania z Zielonego Wzgórza”
Alfred Szklarski, wybrana powieść
Katarzyna Zychla, „Dziewczynka tańcząca z wiatrem”

Klasa VII
Lektury obowiązkowe:
Charles Dickens, „Opowieść wigilijna”
Aleksander Fredro, „Zemsta”
Jan Kochanowski, wybór fraszek, pieśni i trenów, w tym tren I, V, VII, VIII
Ignacy Krasicki, „Żona modna”
Adam Mickiewicz, „Reduta Ordona”, „Śmierć Pułkownika”, „Świtezianka”, II część „Dziadów”, „Pan Tadeusz” (historia Polski)
Henryk Sienkiewicz, „Quo vadis”, Latarnik
Stefan Żeromski, „Siłaczka”
Wybrane wiersze Cypriana Norwida, Bolesława Leśmiana, Mariana Hemara, Kazimierza Wierzyńskiego, Jana Lechonia, Jerzego Lieberta.

Lektury uzupełniające:
Agatha Christie, wybrana powieść kryminalna
Ernest Hemingway, „Stary człowiek i morze”
Helena Keller, „Widzieć przez trzy dni”
Nancy H. Kleinbaum, „Stowarzyszenie Umarłych Poetów”
Beata Obertyńska, „Z domu niewoli” (fragmenty)
Henryk Sienkiewicz, „Krzyżacy”
Melchior Wańkowicz, „Ziele na kraterze” (fragmenty)
Wybór innych tekstów kultury.

Klasa VIII
Lektury obowiązkowe:
Aleksander Kamiński, „Kamienie na szaniec”
Adam Mickiewicz, „Pan Tadeusz”
Juliusz Słowacki, „Balladyna”
Antoine de Saint-Exupery, „Mały Książę”
Stefan Żeromski, „Syzyfowe prace”
Wybrane wiersze Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, Wisławy Szymborskiej, Jarosława Marka Rymkiewicza, Stanisława Barańczaka.

Lektury uzupełniające:
Bogdan Bartnikowski, „Dzieciństwo w pasiakach”
Miron Białoszewski, „Pamiętnik z powstania warszawskiego” (fragmenty)
Suzanne Collins, „Igrzyska śmierci”
Arkady Fiedler, „Dywizjon 303”
Jan Paweł II, „Pamięć i tożsamość” (fragmenty)
Karolina Lanckorońska, „Wspomnienia wojenne 22 IX 1939 – 5 IV 1945” (fragmenty)
Nela Mała Reporterka, „Nela na kole podbiegunowym”
E. E. Schmitt, „Oskar i pani Róża”

Jak to jest z tym czytaniem?

– A co Wy lubicie czytać najbardziej? — takie pytanie zadaję zawsze podczas spotkań autorskich z dziećmi. Starając się pracować nad własnym warsztatem postanowiłem za wszelką cenę dowiedzieć się jak najwięcej o ulubionych książkach 7—10 latków. Z pierwszego spotkania zapamiętałem kilka tytułów. Był wśród nich między innymi „Charlie i fabryka czekolady“ oraz „O chłopcu, który pływał z piraniami“.

 Pojechałem do księgarni, kupiłem, przeczytałem. Swoją drogą, wcale się nie dziwię, że dzieciaki uwielbiają Charliego. Będąc pod wrażeniem talentu Roalda Dahla następnego dnia nabyłem dwie inne książki jego autorstwa — Matyldę i Bardzo Fajnego Giganta:) Kolejne spotkanie autorskie, kolejne kilka tytułów, kolejna wizyta w księgarni. W ten sposób moja biblioteczka w ciągu zaledwie paru miesięcy wzbogaciła się o kilkadziesiąt pozycji. Co mnie bardzo cieszy, wciąż dzieki spotkaniom z dziećmi, odkrywam nowe, arcyciekawe tytuły. Co mnie cieszy jeszcze bardziej, dzieciaki polecają je ze szczerą radością. Z uśmiechem opowiadają o bohaterach, streszczają swoje ulubione fragmenty. Bardzo żywiołowo reagują na opowiadane przeze mnie historie. Czy to znak, że pomimo e-epoki dzieciaki wciąż uwielbiają książki?

15203135_1774210529500951_3210073458948701791_n

Kilka dni temu mój entuzjazm został nieco ostudzony, a ja zacząłem się nad czymś zastanawiać. Prowodyrem rozmyślań był artykuł powołujący się na raport czytelnictwa w Polsce. Podobno w 2015 roku 63% osób nie przeczytało żadnej książki. Dwie trzecie Polaków nie przeczytało żadnej książki w ciągu roku!! Jeśli w statystykach uwzględnione są te wszyskie wesołe siedmiolatki, które sprawiają wrażenie dobrze zorientowanych w dziecięcej literaturze, to statystyczny dorosły Polak wypada jeszcze gorzej. A jeśli do worka z przeczytanymi książkami wrzucimy obowiązkowe lektury i podręczniki (nie mam pojęcia czy one się wliczają — dajcie znać jeśli wiecie) to mamy do czynienia z niezłą literacką kaszanką:)

13407120_1708292142759457_328945015124879065_n

Nie jestem jeszcze ojcem, więc muszę polegać na doświadczeniu innych. Dajcie znać jak wygląda sprawa z czytaniem książek przez Wasze dzieci. Czy sięgają po nie same? Być może moje subiektywne spostrzeżenia są błędne. Może dzieci w epoce urządzeń elektronicznych nie lubią już książek. A jeśli lubią (w co nie przestaję wierzyć) to jakie są ich ulubione tytuły? Od jakich książek zaczynają? Co czytają w wieku 7—10 lat? Będę bardzo wdzięczny za wszystkie komentarze.

Konferencja prasowa o godzinie 20:17

W sali konferencyjnej hotelu Abrakadabra znajdował się długi stół przykryty białym obrusem. Siedziało przy nim dwóch panów ubranych w dobrze skrojone garnitury i eleganckie krawaty. Punktualnie o godzinie 20:17 jeden z nich wziął do ręki mikrofon.

– Dobry wieczór państwu — uśmiechnął się w stronę tłumu dziennikarzy. — Za dwa tygodnie rozpocznie się nowy rok szkolny. Zanim dzieci powrócą z obozów i kolonii chcielibyśmy przedstawić pewne zmiany, które będą obowiązywać od pierwszego września. Opowie o nich minister sportu pan Jan Gwizdek — dodał, przekazując mikrofon niskiemu mężczyźnie z czarnym wąsem.

– Otóż tak, otóż tak — ropoczął nieudolnie minister Gwizdek. — Podjęliśmy dzisiaj, podczas obiadu, pewną bardzo szybką decyzję. W ogóle nad nią nie dyskutowaliśmy, gdyż pomysł wydaje się być wręcz genialny. Od pierwszego września w szkołach podstawowych zostanie zwiększona liczba zajęć z wychowania fizycznego.

Dziennikarzy ucieszyła ta informacja. Jeden z nich zaklasnął nawet radośnie w dłonie.

– Otóż tak, otóż tak — kontynuował Gwizdek. — Codziennie, wszystkie dzieci, bez względu na wiek, będą miały pięć albo sześć lekcji wuefu.

W sali rozległ się odgłos zdziwienia, a chwilę później dziennikarskie ręce poszybowały wysoko w górę. Wszyscy chcieli zadawać pytania.

– Skoro dzieci będą miały tyle wuefu, to kiedy znajdą czas na pozostałe zajęcia? — jako pierwszy odezwał się redaktor miesięcznika „Słupek i Poprzeczka“.

– To bardzo dobre pytanie — przyznał Gwizdek. — Wiedziałem, że zostanie zadane. Otóż tak, otóż tak. Zgodnie stwierdziliśmy, że wyeliminujemy z programu nauczania język polski, matematykę oraz języki obce, a także wszystkie pozostałe przedmioty. No może „wyeliminujemy“ to nie do końca trafne określenie. Język polski, na przykład, będzie odbywał się dwa razy do roku. Podobnie matematyka. Języki obce są nieco trudniejsze, dlatego na nie poświęcimy aż po trzy lekcje w każdym z semestrów.

– To chyba jakiś żart — zareagował dziennikarz z trzeciego rzędu. Widząc jednak poważną minę ministra postanowił dopytać — Jaki program zamierzają państwo realizować podczas tak dużej ilości godzin wuefu?

– Otóż tak. To chyba oczywiste. Większość czasu zostanie poświęcona na nauczanie piłki nożnej. Dryblingi, strzały, podania po ziemi oraz dośrodkowania. Jak państwo widzą, mamy mnóstwo materiału do przerobienia.

Dziennikarze popatrzyli na siebie z niedowierzaniem.

– Rozkazałem też usunięcie ze wszystkich sal lekcyjnych ławek, krzeseł oraz tablic — kontynuował Gwizdek. — Nie będą nam już do niczego potrzebne. Mam doskonały pomysł co z nimi zrobić. Spalimy je zimą i w ten sposób dogrzejemy sale gimnastyczne.

ROZDZIAŁ ZEROWY
(w którym poznacie pewną tajemnicę)

Zanim rozpoczniemy pierwszy rozdział książki, w którym akcja nabierze rozpędu, czuję w obowiązku wyjawienie Wam, kochane Dzieciaki, pewnej tajemnicy. Ale nim to zrobię, chciałbym Was o coś poprosić. Gdy już poznacie jeden z najbardziej skrywanych sekretów świata sportu, zachowajcie go wyłącznie dla siebie.

Gdybyście chcieli, możecie o nim wspomnieć kolegom i koleżankom, ale w żadnym wypadku nie powinni dowiedzieć się o nim dorośli. Wiecie jak to z nimi jest?! Nie wszystko są w stanie zrozumieć. Ciągle gdzieś pędzą, zajęci swoimi ważnymi sprawami. Mogliby coś poprzekręcać, albo, co gorsze, uznać mnie za wariata. No to jak? Umowa stoi? Świetnie! W takim razie posłuchajcie uważnie!

Być może wiecie o tym, że piłki tenisowe wytwarzane są zgumy i specjalnego filcu — czyli takiego milutkiego futerka. Zanim opuszczą fabrykę odciska się na nich ciemny znaczek z nazwą — piłkowy tatuaż — i zamyka pod ciśnieniem w podłużnych puszkach. Piłki rozwożone są samochodami dostawczymi do hurtowni i sklepów sportowych. Stamtąd najczęściej trafają do klubów tenisowych i akademii. Po opuszczeniu ciasnych puszek pomagają trenerom w prowadzeniu zajęć, służą zawodnikom do rozgrywania meczów i oczywiście dzieciom do gier i zabaw! Zastanawiacie się pewnie gdzie ta tajemnica. Już Wam mówię! Jakiś czas temu, przekonałem się o tym, że… piłki tenisowe żyją. Nie, nie przesłyszałyście się. PIŁKI TENISOWE ŻYJĄ! Mają swoje piłkowe rozumki i serduszka. Uczucia i pragnienia. Potrafią same kulać się, wyskakiwać wysoko w górę, kręcąc przy tym zwariowane piruety.

żółta

Reszty dowiecie się czytając dalszą część naszej książki. Zdradzę Wam tylko, że piłki mają swoje zasady, spisane jako „Kodeks wzorowej piłki tenisowej“. Chyba można powiedzieć, że to taka piłkowa konstytucja. Oto i ona:

I. Podczas gry nie zmieniaj swojego lotu! Niech wygra lepszy. (Nie dotyczy zabaw z maluchami).
II. Dbaj o futerko i napis. Troska o higienę zapewni ci dłuższą żywotność.
III. Baw się i graj jak najczęściej. Z dziećmi, młodzieżą i dorosłymi. Od poniedziałku do piątku, a także w soboty, niedziele i święta.

IV. Nie ujawniaj swoich umiejętności ludziom, psom, kotom ani świnkom morskim. V. Pomagaj innym piłkom. Sama też możesz kiedyś znaleźć się w potrzebie.
VI. Bądź miła dla innych i często się uśmiechaj.
VII. Kieruj się tym, co podpowiada ci piłkowe serduszko.

Teraz, gdy dowiedziałyście się co nieco na temat piłek, zapraszam Was do lektury. Aaa! Pamiętajcie proszę koniecznie o dotrzymaniu obietnicy! Ani słowa dorosłym!

Za dwa miesiące startuje PEKAO Szczecin Open…

Już wkrótce premiera nowej książki o przygodach Redaktora Marchewki.

Tym razem miejscem akcji będzie szczeciński Challenger ATP PEKAO Szczecin Open. Zachęcam do przeczytania fragmentu, wciąż jeszcze roboczego, pierwszego rozdziału książki.

13619980_1716747281913943_4028786400236656717_n

Historie dla dzieci już tak mają, że lubią rozpoczynać sie w przedziwnych miejscach. Na przykład: za siedmioma górami. A gdyby komuś było mało, to w dodatku, za siedmioma morzami. Albo: w stumilowym lesie. Czasem też: w małej chatce na kurzej nóżce. Ewentualnie: w opuszczonej stodole podczas najstaszliwszej burzy.

 

Dość długo zastanawiałem się gdzie rozpocząć naszą opowieść. Myślałem, myślałem… I wpadłem na pewien pomysł! Najlepiej będzie jeśli pierwszy rozdział naszej książki rozpocznie się wewnątrz czarnej, skórzanej torby listonosza Jana Paczki. Dlaczego akurat tam? Dowiecie się już za parę chwil.

 

ROZDZIAŁ I

Coś z czarnej, skórzanej torby listonosza Jana Paczki

W czarnej, skórzanej torbie listonosza Paczki poupychano mnóstwo listów. Dokładnie sto dwadzieścia jeden. Kilka z nich pochodziło z najodleglejszych krajów: Japonii, Kanady, a nawet Nowej Zelandii. Były też zwyczajne rachunki za prąd i gaz, pocztówkowe pozdrowienia z wakacji, a także dwa listy miłosne. Jeden do ukochanej i jeden do ukochanego. Jak się zapewne domyślacie, nie szperalibyśmy w torbie listonosza bez powodu. Nietaktownym jest przecież czytać czyjąś korespondencję. Powodem naszej wizyty w torbie jest pewna koperta. Zduszona przez inne listy. Biała, podłużna z naklejonym na nią opieczętowanym znaczkiem. Zaadresowano ją w następujący sposób:

 

Szanowny Pan Redaktor

Aleksander Marchewka

Wydawnictwo „Sportowe Co Nieco“

Ul. Główna 507/ 32

66—554 Poznań

– Ciekawe cóż to takiego? — pomyślał adresat odbierając kopertę od listonosza. Obejrzał ją z obydwu stron. Niezauważając niczego więcej niż do tej pory wiedzieliśmy, postanowił niezwłocznie ją otworzyć. Rozerwał papier, wyciągnął list i zaczął uważnie czytać.

– A to ciekawe — powiedział sam do siebie po pierwszych kilku zdaniach.

– Hmmmm!, uśmiechnął się docierając do połowy listu. Gdy skończył czytać jego usta wygięte były w wesołą podkówkę, a oczy świeciły się niczym reflektory rozpędzonego pociągu.

– To fantastyczna wiadomość!  — powiedział uradowany. — Koniecznie muszę powiedzieć o tym piłkom.