Dołącz do naszego newslettera już teraz!
Nie przegap nowości w sklepie!


Email

Warsztaty tenisowe

Chcąc zarażać miłością do sportu i literatury, w ciągu ostatnich kilku miesięcy odwiedziłem kilkadziesiąt najróżniejszych miejsc:)

Przedszkola, szkoły, kluby tenisowe i biblioteki. Obecnie realizuję dwa scenariusze spotkań. Pierwszy z nich skierowany jest do dzieci przedszkolnych i ma na celu nakreślenie pozytywnych stron aktywności fizycznej. Drugi przygotowałem dla uczniów edukacji wczesnoszkolnej (klasy I-III). Z 6-9 letnimi ekspertami rozmawiam głównie o tenisie, zwracając szczególną uwagę na wspaniałe, uniwersalne wartości związane z uprawianiem sportu.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Po kilku miesiącach aktywności jestem zachwycony postawą dzieciaków. Wbrew temu, co często dociera do naszych uszu, dzieci garną się zarówno do sportu, jak i do czytania. Pełne entuzjazmu dzielą się swoją niczym nieograniczoną wyobraźnią i fantastycznymi pomysłami. Jestem im za to niesamowicie wdzięczny. Część pomysłów z pewnością znajdzie się w powstającej właśnie nowej książce o przygodach redaktora Marchewki.

Wszystkie placówki zainteresowane organizacją spotkania zapraszam do kontaktu (tel. 516 166 691, kontakt@michalfilipiak.pl).

Więcej informacji:

O warsztatach dla przedszkolaków

O warsztatach dla dzieci szkolnych

Obecnie opracowywane są nowe tematy spotkań. Ale o tym kolejnym razem:)

Pozdrawiam,

Michał

To nie była zwykła wigilia

Rozpoczęła się po północy w zamkniętym na cztery spusty klubie tenisowym, liczącym siedem kortów i ponad dwustu członków. Na uroczystości zabrakło prezesa Wkrętasa, wiceprezesa Bananowskiego, kortowych, trenerów, pracowników recepcji i wszystkich graczy. Ta wigilia odbyła się bez udziału ludzi.

– Już czas! — zakomenderował piskliwy głosik.

– Hop! — odezwał się inny i nagle w pomieszczeniu zapanowała jasność.

Magazynek trenerski liczył nie więcej niż dziesięć metrów kwadratowych. Był długi i wąski. Zastawiony regałami, uginającymi się od przyborów trenerskich: koszy, pachołków, obciążników, skakanek, obręczy hula hop. Zbyt ciasny i obskurny na przyjęcie wigilijne… nawet dla piłek tenisowych.

15578708_1787353634853307_7584097255737399801_n– Wychodzimy! — padło polecenie przywódcy.

Tysiąc piłek wytoczyło się przez uchylone drzwi i pognało w kierunku kortu centralnego, przypominającego tej nocy pusty plac otoczony trybunami. Po siatce nie było ani śladu. Schowano ją w październiku i planowano ponownie zawiesić dopiero pod koniec kwietnia. Linie przykryła kilkucentymetrowa warstwa białego puchu.

– Śnieg! Ale fajnie! — ucieszyły się najmłodsze piłki. Wyskakiwały wysoko w górę i nurkowały w białej pierzynce.

– Pobawicie się po wigili — przerwała im piłka Prababcia. Była najstarsza ze wszystkich. Miała ze czterdzieści lat, szare wytarte futerko i grube czerwone okulary. Była nieformalnym piłkowym przywódcą w największym w mieście klubie Wielka Piłka. — Obiecuję wam. Pójdziemy na ślizgawkę, pokulamy się z górki…

– A będzie bitwa na śnieżki?

– Jasne, że będzie!

– A ulepimy człowieka?

– Oczywiście — uśmiechnęła się Prababcia. — A teraz zajmijcie proszę swoje miejsca i posłuchajcie uważnie.

Piłki, jak co roku, uformowały wielki okrąg.

— Moje kochane! — rozpoczęłą przemowę Prababcia. — To był wspaniały rok! Grałyśmy w tylu świetnych turniejach, trenowałyśmy z dorosłymi i dziećmi. Dołączyło do nas kilkadziesiąt nowych, gąbczastych piłek i całe wiadro pomarańczowych. Spora grupa pojechała z misją do szkół i domów dziecka. Życzę wam wszystkim, aby kolejny rok był równie udany. Wesołych Piłkowych Świąt!

– Hoł, hoł, hoł! — w tym momencie rozległ się dziwny głos. Na korcie pojawił się kot Mruczek, z przywiązanym do ogona wielkim workiem. Na grzbiecie kota siedziały trzy czerwone piłki. Wszystkie ubrane w malutkie czerwone czapeczki z pomponami. Jedna z nich miała nawet długą siwą brodę.

– Hoł, hoł, hoł! Mam nadzieję, że byłyście grzeczne!? — zawołał piłkowy Święty Mikołaj.

CDN…

Lista lektur szkolnych - a może coś o sporcie?

Przed kilkonastoma dniami została opublikowana lista lektur, które będą obowiązywały od przyszłego roku w rozciągniętej na nowo szkole podstawowej.

Super, że znalazły się na niej „Kajko i Kokosz. Szkoła latania“, „Mikołajek“, „Magiczne drzewo“, czy mogące budzić kontrowersje „Igrzyska śmierci“. Tak sobie myślę, że lektury powinny oprócz przedstawiania wydarzeń historycznych, czy prezentowania sylwetek wybitnych pisarzy bawić, uczyć nawyku czytania i czerpania przyjemności z obcowania z książką. A może nawet przy spadającej liczbie czytelników atrakcyjność lektury powinno się postawić jako pierwszorzędny cel? Co o tym myślicie? Co byście dodali, a co usunęli z tej listy?

Ale byłoby rewelacyjnie, gdyby na tej liście znalazła się książka promująca sport i zdrowy tryb życia, a jeszcze lepiej gdyby zachęcała do gry w tenisa:)
książka rm
Klasa IV
Lektury obowiązkowe:
* Jan Brzechwa, „Akademia pana Kleksa”
* Janusz Christa, „Kajko i Kokosz. Szkoła latania” (komiks)
* René Goscinny, Jean – Jacques Sempé, „Mikołajek” (wybór opowiadań)
* Adam Mickiewicz, „Powrót taty”, „Pani Twardowska”, „Pan Tadeusz” (opisy)
* Joanna Olech, „Dynastia Miziołków”
* Józef Wybicki, „Mazurek Dąbrowskiego”
Wybrane podania i legendy polskie, Wybrane baśnie polskie i europejskie, w tym: Charles Perrault, „Kopciuszek”, „Kot w butach”, „Sinobrody”, Aleksander Puszkin, „Bajka o rybaku i rybce”, Jeanne-Marie Leprince de Beaumont, „Piękna i Bestia”
Wybrane wiersze: Władysława Bełzy, Jana Brzechwy, Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, Joanny Kulmowej, Juliana Tuwima.

Lektury uzupełniające:
Adam Bahdaj, „Kapelusz za 100 tysięcy”
Frances Hodgson Burnett, „Tajemniczy ogród” lub inna powieść
Janusz Korczak, „Król Maciuś Pierwszy”
Maria Kownacka, Zofia Malicka, „Dzieci z Leszczynowej Górki”
Selma Lagerlöf, „Cudowna podróż”
Sat – Okh, „Biały mustang”
Wybór innych tekstów kultury, w tym utwory dla dzieci i młodzieży; film i spektakl teatralny z repertuaru dziecięcego; wybrane programy telewizyjne.

Klasa V
Lektury obowiązkowe:
Clive Staples Lewis, „Opowieści z Narni. Lew, czarownica i stara szafa”
Adam Mickiewicz, „Pan Tadeusz” (zwyczaje i obyczaje)
Ferenc Molnar, „Chłopcy z Placu Broni”
Bolesław Prus, „Katarynka”
Juliusz Słowacki, „W pamiętniku Zofii Bobrówny”
Seweryna Szmaglewska, „Czarne Stopy”
Wybrane mity greckie, w tym mit o powstaniu świata oraz np. mity o: Prometeuszu, Syzyfie, Demeter i Korze, Dedalu i Ikarze, Heraklesie, Edypie, Tezeuszu i Ariadnie, Orfeuszu i Eurydyce
Biblia, powstanie świata i człowieka oraz wybrane przypowieści ewangeliczne
Wybrane wiersze Jana Twardowskiego, Leopolda Staffa, Anny Kamieńskiej, Czesława Miłosza, Tadeusza Różewicza.

Lektury uzupełniające:
Lewis Carroll, „Alicja w Krainie Czarów”
Andrzej Maleszka, „Magiczne drzewo”
Karol May, „Winnetou”
Małgorzata Musierowicz, wybrana powieść
Edmund Niziurski, „Sposób na Alcybiadesa”
Bolesław Prus, „Kamizelka”
Henryk Sienkiewicz, „Janko Muzykant”
Mark Twain, „Przygody Tomka Sawyera”
Wybór innych tekstów kultury.

Klasa VI
Lektury obowiązkowe:
Antoni Czechow, „Kameleon”, „Śmierć urzędnika”
Rafał Kosik, „Felix, Net i Nika oraz Gang Niewidzialnych Ludzi”
Ignacy Krasicki, wybrane bajki
Adam Mickiewicz, „Pan Tadeusz” (polowanie oraz koncert Wojskiego)
John Ronald Reuel Tolkien, „Hobbit, czyli tam i z powrotem”
Henryk Sienkiewicz, „W pustyni i w puszczy”
Wybrane wiersze Juliusza Słowackiego, Adama Mickiewicza, Zbigniewa Herberta.

Lektury uzupełniające:
Aleksander Dumas, „Trzej muszkieterowie”
Joseph Rudyard Kipling, „Księga dżungli”
Marcin Kozioł, „Skrzynia Władcy Piorunów”
Stanisław Lem, „Cyberiada” (fragmenty)
Kornel Makuszyński – wybrana powieść
Lucy Maud Montgomery, „Ania z Zielonego Wzgórza”
Alfred Szklarski, wybrana powieść
Katarzyna Zychla, „Dziewczynka tańcząca z wiatrem”

Klasa VII
Lektury obowiązkowe:
Charles Dickens, „Opowieść wigilijna”
Aleksander Fredro, „Zemsta”
Jan Kochanowski, wybór fraszek, pieśni i trenów, w tym tren I, V, VII, VIII
Ignacy Krasicki, „Żona modna”
Adam Mickiewicz, „Reduta Ordona”, „Śmierć Pułkownika”, „Świtezianka”, II część „Dziadów”, „Pan Tadeusz” (historia Polski)
Henryk Sienkiewicz, „Quo vadis”, Latarnik
Stefan Żeromski, „Siłaczka”
Wybrane wiersze Cypriana Norwida, Bolesława Leśmiana, Mariana Hemara, Kazimierza Wierzyńskiego, Jana Lechonia, Jerzego Lieberta.

Lektury uzupełniające:
Agatha Christie, wybrana powieść kryminalna
Ernest Hemingway, „Stary człowiek i morze”
Helena Keller, „Widzieć przez trzy dni”
Nancy H. Kleinbaum, „Stowarzyszenie Umarłych Poetów”
Beata Obertyńska, „Z domu niewoli” (fragmenty)
Henryk Sienkiewicz, „Krzyżacy”
Melchior Wańkowicz, „Ziele na kraterze” (fragmenty)
Wybór innych tekstów kultury.

Klasa VIII
Lektury obowiązkowe:
Aleksander Kamiński, „Kamienie na szaniec”
Adam Mickiewicz, „Pan Tadeusz”
Juliusz Słowacki, „Balladyna”
Antoine de Saint-Exupery, „Mały Książę”
Stefan Żeromski, „Syzyfowe prace”
Wybrane wiersze Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, Wisławy Szymborskiej, Jarosława Marka Rymkiewicza, Stanisława Barańczaka.

Lektury uzupełniające:
Bogdan Bartnikowski, „Dzieciństwo w pasiakach”
Miron Białoszewski, „Pamiętnik z powstania warszawskiego” (fragmenty)
Suzanne Collins, „Igrzyska śmierci”
Arkady Fiedler, „Dywizjon 303”
Jan Paweł II, „Pamięć i tożsamość” (fragmenty)
Karolina Lanckorońska, „Wspomnienia wojenne 22 IX 1939 – 5 IV 1945” (fragmenty)
Nela Mała Reporterka, „Nela na kole podbiegunowym”
E. E. Schmitt, „Oskar i pani Róża”

Jak to jest z tym czytaniem?

– A co Wy lubicie czytać najbardziej? — takie pytanie zadaję zawsze podczas spotkań autorskich z dziećmi. Starając się pracować nad własnym warsztatem postanowiłem za wszelką cenę dowiedzieć się jak najwięcej o ulubionych książkach 7—10 latków. Z pierwszego spotkania zapamiętałem kilka tytułów. Był wśród nich między innymi „Charlie i fabryka czekolady“ oraz „O chłopcu, który pływał z piraniami“.

 Pojechałem do księgarni, kupiłem, przeczytałem. Swoją drogą, wcale się nie dziwię, że dzieciaki uwielbiają Charliego. Będąc pod wrażeniem talentu Roalda Dahla następnego dnia nabyłem dwie inne książki jego autorstwa — Matyldę i Bardzo Fajnego Giganta:) Kolejne spotkanie autorskie, kolejne kilka tytułów, kolejna wizyta w księgarni. W ten sposób moja biblioteczka w ciągu zaledwie paru miesięcy wzbogaciła się o kilkadziesiąt pozycji. Co mnie bardzo cieszy, wciąż dzieki spotkaniom z dziećmi, odkrywam nowe, arcyciekawe tytuły. Co mnie cieszy jeszcze bardziej, dzieciaki polecają je ze szczerą radością. Z uśmiechem opowiadają o bohaterach, streszczają swoje ulubione fragmenty. Bardzo żywiołowo reagują na opowiadane przeze mnie historie. Czy to znak, że pomimo e-epoki dzieciaki wciąż uwielbiają książki?

15203135_1774210529500951_3210073458948701791_n

Kilka dni temu mój entuzjazm został nieco ostudzony, a ja zacząłem się nad czymś zastanawiać. Prowodyrem rozmyślań był artykuł powołujący się na raport czytelnictwa w Polsce. Podobno w 2015 roku 63% osób nie przeczytało żadnej książki. Dwie trzecie Polaków nie przeczytało żadnej książki w ciągu roku!! Jeśli w statystykach uwzględnione są te wszyskie wesołe siedmiolatki, które sprawiają wrażenie dobrze zorientowanych w dziecięcej literaturze, to statystyczny dorosły Polak wypada jeszcze gorzej. A jeśli do worka z przeczytanymi książkami wrzucimy obowiązkowe lektury i podręczniki (nie mam pojęcia czy one się wliczają — dajcie znać jeśli wiecie) to mamy do czynienia z niezłą literacką kaszanką:)

13407120_1708292142759457_328945015124879065_n

Nie jestem jeszcze ojcem, więc muszę polegać na doświadczeniu innych. Dajcie znać jak wygląda sprawa z czytaniem książek przez Wasze dzieci. Czy sięgają po nie same? Być może moje subiektywne spostrzeżenia są błędne. Może dzieci w epoce urządzeń elektronicznych nie lubią już książek. A jeśli lubią (w co nie przestaję wierzyć) to jakie są ich ulubione tytuły? Od jakich książek zaczynają? Co czytają w wieku 7—10 lat? Będę bardzo wdzięczny za wszystkie komentarze.

Konferencja prasowa o godzinie 20:17

W sali konferencyjnej hotelu Abrakadabra znajdował się długi stół przykryty białym obrusem. Siedziało przy nim dwóch panów ubranych w dobrze skrojone garnitury i eleganckie krawaty. Punktualnie o godzinie 20:17 jeden z nich wziął do ręki mikrofon.

– Dobry wieczór państwu — uśmiechnął się w stronę tłumu dziennikarzy. — Za dwa tygodnie rozpocznie się nowy rok szkolny. Zanim dzieci powrócą z obozów i kolonii chcielibyśmy przedstawić pewne zmiany, które będą obowiązywać od pierwszego września. Opowie o nich minister sportu pan Jan Gwizdek — dodał, przekazując mikrofon niskiemu mężczyźnie z czarnym wąsem.

– Otóż tak, otóż tak — ropoczął nieudolnie minister Gwizdek. — Podjęliśmy dzisiaj, podczas obiadu, pewną bardzo szybką decyzję. W ogóle nad nią nie dyskutowaliśmy, gdyż pomysł wydaje się być wręcz genialny. Od pierwszego września w szkołach podstawowych zostanie zwiększona liczba zajęć z wychowania fizycznego.

Dziennikarzy ucieszyła ta informacja. Jeden z nich zaklasnął nawet radośnie w dłonie.

– Otóż tak, otóż tak — kontynuował Gwizdek. — Codziennie, wszystkie dzieci, bez względu na wiek, będą miały pięć albo sześć lekcji wuefu.

W sali rozległ się odgłos zdziwienia, a chwilę później dziennikarskie ręce poszybowały wysoko w górę. Wszyscy chcieli zadawać pytania.

– Skoro dzieci będą miały tyle wuefu, to kiedy znajdą czas na pozostałe zajęcia? — jako pierwszy odezwał się redaktor miesięcznika „Słupek i Poprzeczka“.

– To bardzo dobre pytanie — przyznał Gwizdek. — Wiedziałem, że zostanie zadane. Otóż tak, otóż tak. Zgodnie stwierdziliśmy, że wyeliminujemy z programu nauczania język polski, matematykę oraz języki obce, a także wszystkie pozostałe przedmioty. No może „wyeliminujemy“ to nie do końca trafne określenie. Język polski, na przykład, będzie odbywał się dwa razy do roku. Podobnie matematyka. Języki obce są nieco trudniejsze, dlatego na nie poświęcimy aż po trzy lekcje w każdym z semestrów.

– To chyba jakiś żart — zareagował dziennikarz z trzeciego rzędu. Widząc jednak poważną minę ministra postanowił dopytać — Jaki program zamierzają państwo realizować podczas tak dużej ilości godzin wuefu?

– Otóż tak. To chyba oczywiste. Większość czasu zostanie poświęcona na nauczanie piłki nożnej. Dryblingi, strzały, podania po ziemi oraz dośrodkowania. Jak państwo widzą, mamy mnóstwo materiału do przerobienia.

Dziennikarze popatrzyli na siebie z niedowierzaniem.

– Rozkazałem też usunięcie ze wszystkich sal lekcyjnych ławek, krzeseł oraz tablic — kontynuował Gwizdek. — Nie będą nam już do niczego potrzebne. Mam doskonały pomysł co z nimi zrobić. Spalimy je zimą i w ten sposób dogrzejemy sale gimnastyczne.

ROZDZIAŁ ZEROWY
(w którym poznacie pewną tajemnicę)

Zanim rozpoczniemy pierwszy rozdział książki, w którym akcja nabierze rozpędu, czuję w obowiązku wyjawienie Wam, kochane Dzieciaki, pewnej tajemnicy. Ale nim to zrobię, chciałbym Was o coś poprosić. Gdy już poznacie jeden z najbardziej skrywanych sekretów świata sportu, zachowajcie go wyłącznie dla siebie.

Gdybyście chcieli, możecie o nim wspomnieć kolegom i koleżankom, ale w żadnym wypadku nie powinni dowiedzieć się o nim dorośli. Wiecie jak to z nimi jest?! Nie wszystko są w stanie zrozumieć. Ciągle gdzieś pędzą, zajęci swoimi ważnymi sprawami. Mogliby coś poprzekręcać, albo, co gorsze, uznać mnie za wariata. No to jak? Umowa stoi? Świetnie! W takim razie posłuchajcie uważnie!

Być może wiecie o tym, że piłki tenisowe wytwarzane są zgumy i specjalnego filcu — czyli takiego milutkiego futerka. Zanim opuszczą fabrykę odciska się na nich ciemny znaczek z nazwą — piłkowy tatuaż — i zamyka pod ciśnieniem w podłużnych puszkach. Piłki rozwożone są samochodami dostawczymi do hurtowni i sklepów sportowych. Stamtąd najczęściej trafają do klubów tenisowych i akademii. Po opuszczeniu ciasnych puszek pomagają trenerom w prowadzeniu zajęć, służą zawodnikom do rozgrywania meczów i oczywiście dzieciom do gier i zabaw! Zastanawiacie się pewnie gdzie ta tajemnica. Już Wam mówię! Jakiś czas temu, przekonałem się o tym, że… piłki tenisowe żyją. Nie, nie przesłyszałyście się. PIŁKI TENISOWE ŻYJĄ! Mają swoje piłkowe rozumki i serduszka. Uczucia i pragnienia. Potrafią same kulać się, wyskakiwać wysoko w górę, kręcąc przy tym zwariowane piruety.

żółta

Reszty dowiecie się czytając dalszą część naszej książki. Zdradzę Wam tylko, że piłki mają swoje zasady, spisane jako „Kodeks wzorowej piłki tenisowej“. Chyba można powiedzieć, że to taka piłkowa konstytucja. Oto i ona:

I. Podczas gry nie zmieniaj swojego lotu! Niech wygra lepszy. (Nie dotyczy zabaw z maluchami).
II. Dbaj o futerko i napis. Troska o higienę zapewni ci dłuższą żywotność.
III. Baw się i graj jak najczęściej. Z dziećmi, młodzieżą i dorosłymi. Od poniedziałku do piątku, a także w soboty, niedziele i święta.

IV. Nie ujawniaj swoich umiejętności ludziom, psom, kotom ani świnkom morskim. V. Pomagaj innym piłkom. Sama też możesz kiedyś znaleźć się w potrzebie.
VI. Bądź miła dla innych i często się uśmiechaj.
VII. Kieruj się tym, co podpowiada ci piłkowe serduszko.

Teraz, gdy dowiedziałyście się co nieco na temat piłek, zapraszam Was do lektury. Aaa! Pamiętajcie proszę koniecznie o dotrzymaniu obietnicy! Ani słowa dorosłym!

Za dwa miesiące startuje PEKAO Szczecin Open…

Już wkrótce premiera nowej książki o przygodach Redaktora Marchewki.

Tym razem miejscem akcji będzie szczeciński Challenger ATP PEKAO Szczecin Open. Zachęcam do przeczytania fragmentu, wciąż jeszcze roboczego, pierwszego rozdziału książki.

13619980_1716747281913943_4028786400236656717_n

Historie dla dzieci już tak mają, że lubią rozpoczynać sie w przedziwnych miejscach. Na przykład: za siedmioma górami. A gdyby komuś było mało, to w dodatku, za siedmioma morzami. Albo: w stumilowym lesie. Czasem też: w małej chatce na kurzej nóżce. Ewentualnie: w opuszczonej stodole podczas najstaszliwszej burzy.

 

Dość długo zastanawiałem się gdzie rozpocząć naszą opowieść. Myślałem, myślałem… I wpadłem na pewien pomysł! Najlepiej będzie jeśli pierwszy rozdział naszej książki rozpocznie się wewnątrz czarnej, skórzanej torby listonosza Jana Paczki. Dlaczego akurat tam? Dowiecie się już za parę chwil.

 

ROZDZIAŁ I

Coś z czarnej, skórzanej torby listonosza Jana Paczki

W czarnej, skórzanej torbie listonosza Paczki poupychano mnóstwo listów. Dokładnie sto dwadzieścia jeden. Kilka z nich pochodziło z najodleglejszych krajów: Japonii, Kanady, a nawet Nowej Zelandii. Były też zwyczajne rachunki za prąd i gaz, pocztówkowe pozdrowienia z wakacji, a także dwa listy miłosne. Jeden do ukochanej i jeden do ukochanego. Jak się zapewne domyślacie, nie szperalibyśmy w torbie listonosza bez powodu. Nietaktownym jest przecież czytać czyjąś korespondencję. Powodem naszej wizyty w torbie jest pewna koperta. Zduszona przez inne listy. Biała, podłużna z naklejonym na nią opieczętowanym znaczkiem. Zaadresowano ją w następujący sposób:

 

Szanowny Pan Redaktor

Aleksander Marchewka

Wydawnictwo „Sportowe Co Nieco“

Ul. Główna 507/ 32

66—554 Poznań

– Ciekawe cóż to takiego? — pomyślał adresat odbierając kopertę od listonosza. Obejrzał ją z obydwu stron. Niezauważając niczego więcej niż do tej pory wiedzieliśmy, postanowił niezwłocznie ją otworzyć. Rozerwał papier, wyciągnął list i zaczął uważnie czytać.

– A to ciekawe — powiedział sam do siebie po pierwszych kilku zdaniach.

– Hmmmm!, uśmiechnął się docierając do połowy listu. Gdy skończył czytać jego usta wygięte były w wesołą podkówkę, a oczy świeciły się niczym reflektory rozpędzonego pociągu.

– To fantastyczna wiadomość!  — powiedział uradowany. — Koniecznie muszę powiedzieć o tym piłkom.

Redaktor Marchewka i Pekao Szczecin Open

Mam dobrą wiadomość dla wszystkich fanów pierwszej części przygód Redaktora Marchewki.

Rozpoczynam pracę nad kolejnym, bardzo ciekawym projektem.

Co to za projekt? Obejrzyjcie film.

zółta w podróżybiała

Tenisowa afera...

Na dźwięk otwieranych drzwi redaktor Marchewka poderwał się z krzesła. Jedyną osobą, która wchodziła do jego gabinetu bez pukania był właściciel wydawnictwa „Sportowe co nieco“ – pan Szprycha. Jego odwiedziny zwiastowały zazwyczaj poważne tarapaty.

– Marchewka! Jeżeli za trzy godziny w mojej skrzynce pocztowej nie znajdę ciekawego artykułu na temat sportu dla dzieci – będę zmuszony cię zwolnić! – oznajmił Szprycha głosem nie znoszącym sprzeciwu. – Radzę żebyś zabrał się natychmiast do roboty!

– Ale szefie, naprawdę nie wiem o czym mam pisać – bronił się Marchewka – mam straszną pustkę w głowie i …..

Zanim dokończył zdanie rozległ się huk zamykanych drzwi, a po nim odgłos kroków Szprychy zmierzającego w kierunku windy.

– Dzięki za wysłuchanie szefie! – westchnął Marchewka sam do siebie,

Okrążył biurko i zrezygnowany oparł się łokciami o parapet. Za oknem krzątały się malutkie, niewiele większe od mrówek, ludzkie postacie. Dzierżąc w jednej ręce malutki telefon komórkowy, a w drugiej równie malutką teczkę wchodziły i wychodziły z budynku redakcji. Wsiadały do malutkich, kolorowych samochodzików i malutką ulicą odjeżdżały w kierunku malutkiego ronda.

– Z ósmego piętra wszystko wydaje się takie małe i takie proste – pomyślał redaktor.

– Niewielkie problemy miniaturowych ludzików. A mój problem jest przeeeeoooogrrrromny! – krzyknął uderzając pięścią w blat biurka.

Rozejrzał się po swoim gabinecie. Wszystko wskazywało na to, że robił to już po raz ostatni. Czarny fotel – spędził w nim długie godziny. Dębowe biurko, na którym pisywał felietony i artykuły. Półki wypełnione zakurzonymi nagrodami i wyróżnieniami.

„Dla najlepszego redaktora sportowego“

„Za najciekawszy artykuł o skokach narciarskich“

„Wywiad 10-lecia“

– Kiedyś pomysły same wskakiwały do mojej głowy! – pomyślał – A dziś? Dziś moje godziny w wydawnictwie są policzone! – umartwiał się nad sobą wyrywając ostatnie kłębki siwych włosów. – Kto by pomyślał, że po trzydziestu latach pracy nagle skończą mi się pomysły?

-A może taka kolej rzeczy? Może czas zająć się czymś innym? – próbował sam siebie pocieszyć. – Tylko czym?

 

Nie minęło kilka chwil, gdy drzwi gabinetu otworzyły się ponownie.

Marchewka nie czekając na wejście gościa wstał i rozpoczął ostatni monolog.

– Szefie, masz absolutną rację! Przemyślałem pewne sprawy! Będe musiał odejść. Na pewno znajdą się lepsi ode mnie. No wiesz, młodsi, którzy mają więcej pomysłów i energii do działania. Niby jestem Marchewka, a ostatnio czuję się jakbym był Kapustą. Rozumiesz, szefie? Kapusta – głowa pusta! Zero pomysłów, żadnej inwencji …

– Przepraszam, czy to gabinet redaktora Marchewki? – odezwał się piskliwy głos.

– Ależ tak! – redaktor natychmiast przerwał lament. – Zapraszam do środka!

– Bardzo dziękuję! – usłyszał w odpowiedzi. – Ale ja już jestem w środku.

– Proszę sobie ze mnie nie żartować, mam dzisiaj gorszy dzień. Najpewniej za chwilę zostanę wyrzucony z pracy. Mogę poświęcić panu albo pani – proszę mi wybaczyć, ale nie rozpoznaje po głosie – jedynie 10 minut.

– Fantastycznie! – zapiszczał głosik – Tyle mi wystarczy. …przynajmniej na pierwszy raz.

– Obawiam się, że jest to nasze pierwsze i zarazem ostatnie spotkanie. Jak mogę pomóc?

– Możemy pomóc sobie nawazjem. I to jest najfajniejsze! Czy pan redaktor nie będzie miał nic przeciwko temu jeśli usiądę na biurku? – zapytał głos. – Przyznam szczerze, że nie zwykłam siadać na krzesłach.

– O rety! Co za dzień!? – pomyślał redaktor – Dzisiaj już chyba nic mnie nie zaskoczy. – dodał po chwili – Proszę siadać gdzie dusza zapragnie. Polecam wygodne miejsce na lampie! – zażartował kierując się w stronę swojego fotela.

– Trzy, dwa, jeden…iiii ……hooop! – zapiszczał głosik. – Mam nadzieję, że teraz pan redaktor zrozumiał moje pytanie. Mówią na mnie Żółta!

Redaktora Marchewkę wcisnęło w fotel. Na biurku w jego gabinecie leżała… piłka tenisowa. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, w końcu pracował w redakcji sportowej, gdyby nie fakt, że piłka sama poruszała się po blacie. Co więcej… mówiła własnym głosem.

– O czym to ja wspominałam? – piskliwy głos przerwał niezręczną ciszę – A no tak! Proszę na mnie mówić Żółta. Albo po prostu piłka – jak redaktor woli. Na pewno się nie obrażę. Niestety nie zabrałem dzisiaj swoich wizytówek. Chyba pan rozumie, nie miałabym gdzie ich włożyć – zachichotała.

Szeroko otwarte usta, wytrzeszczone oczy i naprężone niczym antenki pojedyncze włosy redaktora Marchewki tylko na chwilę rozproszyły rozgadaną piłkę.

– Panie redaktorze, proszę nie stroić takich dziwnych min. Chyba, że chce mnie pan przestraszyć! – kontynuowała Żółta.

– Wywęszyłam aferę! – ciągnęła dalej sciszając nieco głos – Jeżeli pomoże mi pan rozwiązać pewną zagadkę, zdobędzie pan materiał na najlepszy artykuł jaki kiedykolwiek powstał w tej redakcji!

– Proszę uważnie posłuchać…. – dodała piskliwym szeptem.

DSC_0089

CDN…

Powyższy fragment tekstu to roboczy wstęp do nowej, właśnie powstającej książki tenisowej dla dzieci. Ukaże się ona najprawdopodobniej w pierwszym kwartale przyszłego roku.

A tymczasem, już za kilkanaście dni, będzie miała miejsce premiera audiobooka „Tenisowe przygody Radka i Kuby”.

Książkę dedykujemy dzieciom w wieku 6-10 lat, a jej zadaniem jest wprowadzenie czytelników do kolorowego świata „Tenis 10”.

W rolę lektorki wcieliła się fantastyczna bajarka o hipnotyzującym głosie – Ola Sulska (czyli BajOla).

Audiobooka można zamawiać już teraz (kontakt@michalfilipiak.pl/, tel. 516 166 691).

Cena detaliczna: 29 zł.

Dla klubów oraz organizatorów imprez przygotowaliśmy specjalne ceny.

 

Pokolorowany świat tenisa

Dawno, dawno temu, pod koniec lat osiemdziesiątych, usiłując operować 27-calową i niemal półkilową rakietą, rozpoczynałem swój (mam nadzieję, że dożywotni) romans z wiadomą dyscypliną sportu. Twarda piłka, metalowy „polonez“, wysoka ściana i, gdy teraz sobie pomyślę, niewątpliwie spora dawka determinacji.

50 forhendów, 50 bekhendów! – kryteria przyjęcia do klubu były bardzo jasno określone. Nie mając bladego pojęcia na temat uchwytów, zamachów, wymachów, ćwiczeń korygujących błędy, a pewnie nawet nieświadom faktu instnienia jakichkolwiek błędów, godzinami odbijałem łysiejącą piłkę. Z prawej strony jedną ręką, z lewej dwoma. To chyba jedyna wskazówka jaką dostałem od przejeżdżajacego kiedyś obok ściany trenera.

Kilkuset innych chłopców i dziewczynek z mojego rocznika, rozporoszonych po całym Poznaniu, bez pomocy youtube-a, dostępu do internetu, filmów na tennis channel, a nawet książek metodycznych, podobnie jak ja pracowało nad regularnością, obijając najrozmaitsze PRL-owskie kostrukcje. Nierzadko przerwa w treningu wymuszona była koniecznością wspinaczki po rynnie na dach budynku w poszukiwaniu zaginionej piłki. Dość często ćwiczenia kończyły się ucieczką przed dozorcą, a zdarzało się, że i awanturą w związku z koniecznością wstawienia nowej szyby.

Po szczęśliwym przyjęciu do klubu czekały na nas drewniane packi, które choć wyglądem przypominały deski do krojenia mięsa, z powodzeniem służyły nam za ówczesne „wilsony“ i „babolaty“.

Od momentu rozpoczęcia mojej przygody z tenisem upłynęło sporo wody w Warcie, o Wiśle nie wspominając i bardzo wiele się zmieniło.

Skurczyły się korty, zmiękły i nabrały kolorów piłki, zalały sklepy grafitowe rakiety o atrakcyjnych wzorach i o różnych długościach. Pojawił się internet, kamery w telefonach i inne urządzenia mobilne.

Według mnie, przełomowym i najważniejszym momentem „tenisowej transformacji“ było wprowadzenie przez Polski Związek Tenisowy programu „Tenis 10“. Ogromna praca wykonana przez zespół kilku osób z Magdą Rejniak-Romer na czele przyczyniła się do ujednolicenia zasad rywalizacji w kategoriach do lat 10, kładąc tym samym podwaliny pod metodykę naucznia. W całym kraju zaczęto organizować zunifikowane turnieje. Trenerzy przekonali się do niżej skaczących piłek, w klubach pojawiły się rzesze pięciolatków. Rodzice wypytywali o „kolorowy“ program nauczania.

Któregoś dnia, podczas kawiarnianej rozmowy z moim przyjacielem, trenerem tenisa Markiem Preislerem pojawił się pomysł dołożenia cegiełki do budowy kolorowego domu „Tenis 10“. Postanowiliśmy napisać książkę, która w przyjazny sposób zaprezentowałaby dzieciom świat tenisa, zachęciłaby je do postawienia pierwszych kroków na korcie. Chcieliśmy uniknąć dość popularnej formy podręcznika, czy poradnika, a w zamian zaoferować uczestnictwo w sportowej przygodzie widziane oczami dziecka. Po wielomiesięcznych konsultacjach, burzach mózgu i licznych korektach powstały „Tenisowe przygody Radka i Kuby“, czyli ilustrowana historia traktująca o perypetiach dwóch chłopców, którzy dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności trafili do klubu tenisowego.

Na kartach stustronicowej książki bohaterowie uczestniczą między innymi w poszukiwaniach zaginionej rakiety, biorą udział w obozie tenisowym, zaznają smak pierwszych zwycięstw i porażek. Poznają również podstawowe zasady „fair play“, a wszystko to w kolorowym, jakże odmiennym od tego z lat osiemdziesiątych, świecie „Tenis 10“.

Naszym celowym zabiegiem było nie identyfikowanie akcji opowieści z jakimś konkretnym klubem tenisowym, aby książka zachowała charakter obiektywny i uniwersalny, mogła być sprzedawana przez wszystkie ośrodki tenisowe w Polsce, stanowiła oryginalny prezent lub nagrodę na zakończenie półkolonii, obozów, kursów i turniejów tenisowych.

Książka ukazała się nakładem poznańskiego wydawnictwa „Śpiewające brzdące“. W związku ze sporym zainteresowaniem naszą pozycją zdecydowaliśmy się na przetłumaczenie historii na język angielski. W procesie translacji brał udział, między innymi, ceniony amerykański trener prof. Doug Eng.

W zeszłym roku powstała również wersja audiobooka opatrzona przedmową Magdy Linette oraz poznańskiego muzyka, miłośnika tenisa i doskonałego biegacza Jacka Mejera – „Mezo“.

Obecnie książka dostępna jest w wersji dwujęzycznej oraz wersji audiobooka. Zamówienia można składać na stronie internetowej: www.michalfilipiak.pl/

Kolorowego grania!:)